Ludzie lasu…

Długo się zastanawialiśmy z której strony, a może bardziej, od której wyspy zacząć zwiedzanie Indonezji. Początkowo miało być to Borneo, jednak po sprawdzeniu biletów i dokładniejszym przemyśleniu trasy padło na Sumatrę. To szósta pod względem powierzchni wyspa na świecie, niegdyś w większości porośnięta przez lasy równikowe, dziś zdegradowane i walczące o przetrwanie. Właśnie w tych lasach żyją orangutany, jeden z głównych powodów naszego przyjazdu na tę wyspę.
Z Singapuru przelecieliśmy prosto do Medan stolicy Sumatry. Miasto nie zrobiło na nas większego wrażenia, może poza głównym meczetem, który okazał się dość ciekawy.


Planowaliśmy spędzić tam jedną noc i ruszyć dalej na północ do Parku Narodowego Genung Leuser, jednak pierwszego wieczoru zostałem koszmarnie pogryziony przez pluskwy co wywołało dużą reakcję alergiczną i wielkie swędzenie. Następnego dnia zamiast ruszyć dalej wybraliśmy się do szpitala, gdyż wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że mieliśmy do czynienia z tym meblowym robactwem. Placówka na bardzo wysokim poziomie miło nas zaskoczył, dostałem zastrzyk i jakieś tabletki i już po kilku godzinach było zdecydowanie lepiej.

Kolejnego dnia z samego rana udaliśmy się na dworzec autobusowy by z pomocą lokalnego przewoźnika dostać się do Bukit Lawang. Muszę tu wspomnieć, pisząc już z perspektywy kilku odbytych przejazdów autobusowych, że w Indonezji coś takiego jak ustalona cena za bilet nie istnieje. Wówczas za pierwszym razem zdziwiliśmy się nieco, gdy bileter zażądał dwukrotnie wyższej ceny, niż ta o jakiej słyszeliśmy. W autobusie była jednak inna turystka, z którą wcześniej zamieniliśmy kilka zdań i okazało się, iż robi ona wolontariat w centrum rehabilitacji orangutanów i że przemierza tę trasę niepierwszy raz. Zapytaliśmy jej ile kosztuje bilet, a ona podała cenę o połowę niższą niż ta od biletera. Powiedzieliśmy, że za przejazd możemy zapłacić tyle i nic więcej na co bileter, w sumie bez gadania przystał. Później wielokrotnie próbowano nas naciągnąć, jednak zawsze przed wejściem do autobusu pytamy kogoś lokalnego, ile powinien kosztować taki przejazd i gdy podchodzi bileter i podje jakąś inną kwotę dajemy odliczoną sumę taką jaka być powinna i mówimy, że albo bierze albo wysiadamy. W sumie tylko raz zdarzyło się, że musieliśmy opuścić pojazd ze względu n upór kontrolera.
Dziewczyna z centrum rehabilitacji poleciła nam też guest house, do którego udaliśmy się po przyjeździe. Bukit Lawang okazało się bardzo sympatycznym miejscem, położonym nad rzeką z hostelikami ciągnącymi się na obydwu jej brzegach. Wokół roztaczała się już tylko dżungla, z której co jakiś czas słychać było świergotanie ptaków lub odgłosy makaków. Pierwsze kilka dni upłynęło nam leniwie na spacerach, kąpielach w rzece i objadaniu się pysznym owocami w szczególności najlepszą marakują, jaką dotychczas jedliśmy. W weekend zrobiło się trochę gwarno i tłoczno, gdyż na pikniki zjechali lokalni turyści, a my zaczęliśmy rozglądać się za zorganizowaniem trekkingu.Początkowo chcieliśmy wybrać się  przez las deszczowy na siedmiodniową wędrówkę z Bukit Lawang do Kutacane. Nie mogliśmy jednak znaleźć nikogo, kto chciałby do nas dołączyć, a dla nas dwojga pokrycie kosztów przewodnika i pomocników okazało się zbyt drogie. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na wyjście trzydniowe z dwoma noclegami w dżungli.

Wcześniej poszliśmy też zobaczyć dokarmianie półdzikich orangutanów, które urodziły się, lub trafiły kiedyś do niewoli, a następnie zostały odzyskane i wróciły do natury. W parku znajduje się niewielka platforma, na którą opiekunowie dwa razy dzienne przynoszą trochę bananów i mleka. Orangutany, które akurat znajdują się w okolicy przychodzą po dodatkowe porcje pożywienia. My poszliśmy zobaczyć poranne dożywianie. Zebrało się jakieś 30 osób chcących zobaczyć kudłatych rudych braci. Czekaliśmy kilka minut i pojawiła się pierwsza samica z małym. Widok był niesamowity, duża małpa z wczepionym w futro małym przelatywała z drzewa na drzewo, z gałęzi na gałąź z nieopisaną zwinnością.

Nie ma tam żadnych krat czy siatek, po prostu przebujała się nad naszymi głowami po kilka bananów i kubek mleka dla malucha, nie zwracając uwagi na gapiów. Na całe szczęście nie było pisków ani krzyków, wszyscy podziwiali zwinność i swobodę z jaką przemieszczała się samica i pstrykali zdjęcia. Po kilku minutach pojawił się też dorosły samiec i jeszcze dwa inne orangutany.

Zobaczenie ich na wolności to straszna frajda i tym bardziej nie mogliśmy się doczekać wyjścia na trekking, aby zobaczyć ich więcej.
Pierwszy cały dzień kręciliśmy się po okolicy, którą zamieszkuje najwięcej półdzikich orangutanów. Nie boją się one ludzi tak jak te kompletnie dzikie i można je podglądać nie tylko w koronach drzew. Udało nam się zobaczyć sześć rudzielców, a także kilka gibonów, makaki i małpkę Thomas.

Jednak to te pierwsze zachwyciły nas najbardziej. Siedziały leniwie na drzewach, maluchy przyglądały nam się z prawie takim zainteresowaniem jak my im. Zawsze czekaliśmy 10-15 minut by móc dłużej przyjrzeć się ich zachowaniom. Czasem podchodziły nieco bliżej, innym razem siedziały niewzruszone.


Na nocleg zeszliśmy do prowizorycznie przygotowanego obozowiska, nad strumieniem, kąpiel w wodospadzie, kolacja przygotowana na ogniu i dwa ogromne jaszczury, które akurat wyszły z lasu na kąpiel umilały nam czas. W nocy zerwała się burza z piorunami, nasz ala namiot zaczął lekko przeciekać a niebo rozbłyskiwało co minutę.


Rano po ulewie, było trochę bardziej rześko niż poprzedniego dnia, jednak deszcz tak namoczył podłoże, że ślizgaliśmy się już nawet na niewielkich podejściach. Kiedy wszystko zaczęło parować zrobiło się strasznie wilgotno i gorąco. Na ten dzień mieliśmy zaplanowane wejście głębiej w dżunglę, gdzie już nie było wydeptanych ścieżek czy schodów układających się naturalnie z korzeni. Zaczęły się bardzo strome podejścia i zejścia, co nie ułatwiało sprawy, gdyż ziemia obsuwała się pod nogami i jechało się jak po lodzie. Chwytaliśmy się korzeni i lian i czego tylko się dało, co było trochę ryzykowne, gdyż część roślin ma duże kolce, jednak brnęliśmy dalej. Przekroczyliśmy kilka małych rzek, mokrzy, ubłoceni, spoceni po kilku godzinach myśleliśmy już tylko o tym, żeby dojść do kolejnego obozowiska. Wielokrotnie zjechaliśmy na tyłkach kilka metrów w dół, a punktem kulminacyjnym był upadek Gochy na szczycie wodospadu kiedy to padła jak meduza i o mało nie zleciała kilka dobrych metrów w dół. Po drodze nie widzieliśmy za wiele fauny, jednak flora co kilka kroków nas zaskakiwała. Rośliny tworzyły swoisty ‘jungle art’!

Po dotarciu na miejsce okazało się, iż tego dnia śpimy nad dużą rzeką. Wieczorem było ognisko i gry logiczne. Gocha dostała nawet od naszego przewodnika zrobioną z kawałków bambusa i sznurka łamigłówkę nad którą spędziła kilka dobrych godzin.
Ostatniego dnia postawiliśmy na relaks czyli tylko mały spacer, przekroczenie rzeki, co okazało się nie do końca łatwe i kąpiele w naturalnym basenie pod wodospadem. Po południu do wioski wróciliśmy tratwą zrobioną z kilku dużych dętek. Śmiechu zabawy było co niemiara.

Ja po tych trzech dniach trekkingu czułem jeszcze pewien niedosyt i zdecydowałem się na jeszcze  jeden dzień wędrówki w celu obserwacji jeszcze raz kilku orangutanów. Dzień się udał, małp było całkiem sporo a i przewodnik ciekawie opowiadał.

Orangutan po indonezyjsku znaczy człowiek lasu, to jedne z najinteligentniejszych zwierząt. Ludzkie DNA różni się od ich zaledwie w 3%. Te największe stworzenia nadrzewne, samica waży około 40-50kg, a samce dochodzą do 90kg, na ziemi spędzają bardzo niewiele czasu, a występują tylko na dwóch wyspach Indonezji: Sumatrze i Borneo. Populacja niegdyś całkiem liczna, dziś ma zaledwie 60 tysięcy osobników w tym tylko 7 tysięcy na Sumatrze.

Orangutany rozmnażają się bardzo powoli. Samice osiągają dojrzałość płciową w wieku piętnastu lat i od tego czasu średnio co osiem lat wydają na świat najczęściej jedno młode, ich ciąża trwa podobnie jak u ludzi 9 miesięcy, a po tym czasie na świat przychodzi maluch ważący około 1700gr. Malec pozostaje pod opieką matki do szóstego roku życia, kiedy to uczy się jak zdobywać pożywienie i budować gniazda w koronach drzew.Orangutany to w gruncie rzeczy wegetarianie, żywiący się głównie owocami i młodymi pędami, ale nie gardzą również owadami, a ich przysmakiem są termity. Do rozłupywania owoców, czy wyciągania termitów używają różnego rodzaju narzędzi. Jednak zdobywanie pożywienia okazuje się coraz trudniejsze ze względu na wciąż postępującą degradację dżungli. Lasy są wycinane, lub często wypalane pod plantacje palm na masową skalę. Zagrożeniem dla gatunku jest człowiek i jego bezmyślność. Może czasy polowań na orangutany należą już do przeszłości, jednak wciąż zdarzają się przypadki zabijania samic, w celu odebrania im młodych, które trafiają do niewoli jako maskotki. W ciągu ostatnich trzydziestu lat ich populacja zmniejszyła się o 80%!!!

Reszta fotek tutaj.

Pozdrawiamy!

About these ads
This entry was posted in Indonezja and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink.

3 Responses to Ludzie lasu…

  1. Magda Stojko says:

    Zdjęcia i opowiesci o podrozy przepiękne !! Niedawno gdzies w sieci Was znalazlam :przeczytalam od samego poczatku i obejżalam wszystkie zdjęcia .Piękne ,piękne ,piękne !!! Podziwiam zapał i determinacje !!! Nasze podrozowanie poki co stanelo na 5 tyg.podrozy po Indiach ,stanowczo za mało,ale coz mam nadzieje ze wkrotce kolejny wyjazd,moze dłuzszy …….Wasz blog jest zdecydowanie zródlem inspiracji !!!! Dzieki !! Serdecznie pozdrawiamy i zyczymy jak najwiecej niezapomnianych przezyc z podrozy !!!

    • gotyska says:

      Magda dziekujemy za mile slowa to chyba najsedeczniejszy z komentarzy. gratuluje wytrwalosci w lekturze :) koniecznie zyczymy dajszych wyjazdow. krotkich i dlugich wszelakich to wciaga wiec na pewno znowu wyjedziecie. Indie to ciezki orzech do zgryzienia ale fascynujacy kraj. pozdrawiamy goraco z Lomboka.

  2. aplanet says:

    Zazdroszczę widoków i w ogóle całej podróży. Chyba będę tu częściej zaglądał ;)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s