Bangkok – same same

Mili Państwo  zaczynamy…

27 godzin bez snu, lot Londyn-Monachium- Bangkok i oto zawitaliśmy w Tajlandii. Bangkok powitał nas bardzo łagodnie: umiarkowana pogoda, lokalny transport z lotniska i znaleziony miły hotelik. Szybki spacer po ‘dzielnicy plecakowiczów’ Khoa San, najlepszy na szybką kolacje Pad Tai, zimne piwo Chang, masaż stóp, prysznic, stopery w uszy i padliśmy żeby odespać i wrócić do formy.

Bangkok miasto które nigdy nie zasypia i albo się je kocha albo nienawidzi: zatłoczone ulice, pędzące we wszystkich kierunkach głośne tuk tuki, unoszące się w powietrzu kłęby spalin, naganiacze-wciskacze wszelakich dóbr i usług ( tym razem Romek był ulubieńcem sprzedawców garnitutów!) , na każdym rogu lokalne garkuchnie z pysznym jedzeniem, wspaniałe świątynie ociekające złotem i zrujnowana postkolonialna architektura. Taki Bangkok zapamiętaliśmy z poprzedniego pobytu i właściwie nic się nie zmieniło.

Korzystając z pozostałych 3 dni  chcieliśmy odetchnąć od tętniącego życiem centrum i zwiedzić miejsca, na które nie mieliśmy czasu podczas poprzedniego pobytu.  Miłą odskocznią  był kompleks Dusit Palace Park.  Kolonialna, ażurowa architektura znajdujących się tam budynków , nasycone egzotyczną roślinnością ogrody i Vimanmek Mansion – największy pałac z drewna tekowego była siedziba króla Ramy V, zrobiły na nas duże wrażenie.  Inną atrakcją , którą chcieliśmy zobaczyć był dom Jima Thompsona – potentata jedwabiu, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach 44 lata temu. Dom jest doskonałym przykładem typowo tajskiej architektury, tworzy go siedem połączonych ze sobą domów otoczonych pięknym ogrodem.  Trafiliśmy tez na olbrzymi  targ kwiatów, ponad którym unosił się zapach jaśminu i innych kwiatów  używanych do kompozycji ofiarnych ku czci Buddy. Nie mogliśmy też sobie odmówić nocnego spaceru przez China Town i najpiękniejsze świątynie.

Czwartego dnia po ostrych negocjacjach z kierowcą tuk-tuka udaliśmy się na dworzec i wsiedliśmy do nocnego pociągu zmierzając do Chiang Mai na północy kraju.  Romka zadaniem było kupno przekąsek na podroż, po ostatniej wpadce ze śliwkami suszonymi w occie mamy nowego zwycięzcę konkursu na snaka, tym razem nacięliśmy się na suszone rybki w karmelu z chilli.

kochane robaczki reszta fotek z Bangkoku w galerii

Pozdrawiamy

This entry was posted in Tajlandia and tagged , . Bookmark the permalink.

One Response to Bangkok – same same

  1. Tato says:

    Widzielismy wszystkie zdjęcia, jestesmy pod wielkim wrażeniem, pozdrawiamy i prosimy o jeszcze. Pa

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s