Tree Top Explorer – lot nad koronami drzew

W Pakse mieliśmy wykupioną wycieczkę Top Tree Explorer i został nam jeden dzień do wyjazdu więc razem z amerykanką Anną wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy. Postanowiliśmy zobaczyć okoliczne plantacje kawy i kaskady. Po raz kolejny przypadek sprawi ł, że dzień był pełen przygód. Po dojechaniu na pierwszy wodospad Tat Fan zaczęło padać, lekko rozczarowani pogodą i faktem, że punk widokowy był usytuowany bardzo daleko od samego wodospadu, po krótkiej rozmowie z lokalnym przewodnikiem postanowiliśmy zejść w dół szukając lepszego punktu widokowego. Dołączyła do nas jeszcze para z Anglii i w piątkę poszliśmy małą ścieżką przez las. Chodziliśmy około 3 godzin po dżungli i natrafiliśmy na 3 różne wodospady, największe wrażenie zrobił na nas Tat Juang. Miejscami podejścia były bardzo ostre i trzeba było się wciągać po korzeniach, czasem też były rozgałęzienia i nie byliśmy do końca przekonani czy dobrze idziemy, jednak pochłonięci rozmową szliśmy dalej i kiedy w pewnym momencie usłyszeliśmy pianie koguta wiedzieliśmy, że gdzieś doszliśmy i się nie zgubiliśmy. Do głównej drogi doszliśmy przez wioski i plantacje kawy a do miasta podrzuciła nas miła rodzinka.  Sprawdzaliśmy w agencji i taką wycieczkę kosztowała 39$ od osoby, myśmy wydali 4$ a ile mieliśmy frajdy tego nie da się wycenić!

Coraz rzadziej czytamy przewodnik i się nim kierujemy. Znacznie lepiej jest po prostu wyjść w miasto i zgubić się w uliczkach, jak nie znajdzie się każdej świątyni, lub innej atrakcji to świat się nie zawali a w zamian może zdarzyć się cos kompletnie innego i niepowtarzalnego. Nie sprawdzamy również polecanych noclegów i restauracji. Lubimy polegać na własnej intuicji, czasem trafiamy w dziesiątkę, czasem nie, ale zawsze to jest nasz wybór. Również jeżdżąc na rowerze lub skuterze warto skręcić czasem gdzieś  w boczną uliczkę i milo się zaskoczyć.

Są jednak wyprawy, za które naszym zdaniem warto zapłacić i mieć wszystko przygotowane bezpiecznie i profesjonalnie, szczególnie jak nie ma możliwości zrobienia czegoś na własną rękę . Jeszcze przed wyjazdem z Polski znaleźliśmy Top Tree Explorer, dwudniową wyprawę do dżungli gdzie w koronach drzew jeździ się na zawieszonych czasem 50-70 metrów nad ziemią linach mijając wodospady. Atrakcji było sporo, więc może wszystko po kolei.  Wyprawa zaczęła się od godzinnego spaceru przez plantacje kawy, powoli zaczął zmieniać się krajobraz i wchodziliśmy do coraz to gęstszej dżungli. Po około kolejnej godzinie schodzenia w dół dotarliśmy do pierwszej liny. Instrukcja obsługi, zasady bezpieczeństwa i jazda!. W pierwszy dzień zaliczyliśmy 8 lin od 30m do 240m. Uczucie jest niesamowite, czasem trzeba wyskoczyć z platformy lub skały, w czasie lotu mija się wodospady, a w dole płynie rzeka . Pogodę mieliśmy bardzo udaną, słonko przebijało się przez chmury co wyostrzało zieleń koron drzew. Żeby atrakcji nie było mało czasem z jednaj platformy na druga trzeba było opuścić się 20 metrów w dół na linie. Przechodziliśmy również przez dwa wiszące mosty i mięliśmy lunch przy wodospadzie.

Późnym popołudniem dotarliśmy do bazy składającej się z 6 domków na drzewie i jednej ala restauracji ulokowanej w dolinie u podnóża 200metrowego wodospadu.  Widok był powalający!!! Ulokowaliśmy się w naszym domku na drzewie, do którego jedyna droga  prowadziła przez linę czyli można było tam tylko ‘wlatać’ i ‘wylatać’ J. Otwarty domek bez zewnętrznych ścian tylko z  balustradą, dwa łóżka z moskitierą, stolik z krzesłami i  toaleta z umywalką. Nasza grupa liczyła osiem osób i towarzyszyło nam 4 przewodników, po wspólnej kolacji  wykąpaliśmy się w ogromnym naturalnym prysznicu, ciężkie zimne strumienie wody otrzeźwiłyby umarłego. Noc była niezwykle spokojna, odgłosy dżungli brzmiały jak jedna wielka orkiestra: cykanie, pikanie, trykanie, burkanie można było usłyszeć mnóstwo przechodzących dźwięków, wszystko tonował szum wodospadu aż szkoda było iść spać. Kolejny dzień był niezwykle wyczerpujący i wystawił naszą kondycję i sprawność fizyczną na nie lada próbę. Jednym z głównych punktów programu były dwie najdłuższe liny jedna 400 metrów, czyli niezakłócony  lot przez minutę i druga 350 metrów, na której lecieliśmy razem w tandemie. Ponieważ w pierwszy dzień schodziliśmy  w dół do wodospadu teraz czekała nas kilkugodzinna wspinaczka do góry. Trasa była niezwykle wymagająca, ale zarazem przepiękna: ogromne drzewa, niespotykane rośliny, gęste  krzaki, długie bambusy, skały i kamole.  Ostatnie 30 metrów wodospadu trzeba było pokonać ‘via feratta’ czyli wpiąć się po metalowych bolcach przyczepionych do skalnej pionowej ściany. To zadanie wymagało przełamanie strachu  i własnych granic. Byliśmy już zmęczeni i na początku kombinowaliśmy jakby tu ominąć wspinaczkę, jednak wzięliśmy głęboki oddech i po chwili wisieliśmy na wysokości ponad 200 metrów. Poprzedniego dnia widzieliśmy grupę mnichów wchodzących tą sama trasą bez zabezpieczenia w japonkach, wiec nie może być aż tak źle! Po całym dniu największą nagrodą było podziwianie panoramy z wierzchołka wodospadu. Widzieliśmy liny, naszą bazę noclegową, rzekę i powalającą gęstą dżungle. Po dojechaniu do Pakse  byliśmy totalnie wypruci, nie pamiętamy takiego dnia pełnego wysiłku fizycznego i takich emocji. Wycieczka była warta każdego centa bez zastanowienia zrobilibyśmy to jeszcze raz i wszystkim wybierającym się do Laosu gorąco polecamy!

Reszta fotek z wyprawy Tree Top Explorer jest tutaj

Reszta fotek z Pakse jest tutaj

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Laos and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to Tree Top Explorer – lot nad koronami drzew

  1. Jovi says:

    opcja noclegowa MAKS!!!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s