Angkor – powrót do przeszłości

Angkor – najpopularniejsza atrakcja Kambodży, ósmy cud świata, rocznie przyciąga 2 miliony turystów chcących cofnąć się w czasie i podziwiać kompleks świątyń. Wszystko jest doskonale przygotowane, ogromna baza noclegowa, od dormitoriów po najwyższej klasy hotele, przeróżne restauracje od lokalnych garkuchni po miejsca serwujące krokodyla z grilla. Targi z pamiątkami i kserowanymi książkami za2-3$ na temat historii Angkoru, reżimu Czerwonych Khmrów lub przewodnikami Lonely Planet. Kierowcy tuk tuków czekający z cennikiem na nowych turystów.  Siem Reap funkcjonuje jako baza turystyczna i wypadowa do świątyń i można to od razu odczuć. Niesamowita obsługa klienta w knajpach, sklepach każdy walczy o każdego dolara, co 5 sekund coś jest proponowane: książki, bransoletki, podwózka tuk tukiem, posiłek, dzieci i kalecy proszą o dolara,  w kółko jedno i to samo jest to męczące ale zarazem kompletnie nas to nie dziwi jesteśmy w najbardziej oblężonym turystycznie miejscu, lokalni walczą w ten sposób o lepszy byt. W samym mieście nie widać biedy jaką spodziewaliśmy się zobaczyć w Kambodży. W niektórych miejscach ‘pod turystów’ wręcz czujemy się jak gdzieś w Europie.

Kompleks świątyń jest ogromny, jeśli chodzi o ilość świątyń i powierzchnię na jakiej się znajdują, warto spędzić trochę czasu i zaplanować zwiedzanie, wybrać odpowiedni środek transportu,  kolejność zwiedzania i porę dnia.  Tłumów, setek azjatyckich wycieczek nie da się całkowicie ominąć, ale na pewno można w dużym stopniu zmniejszyć  ich natężenie. O ile wschód i zachód słońca kojarzą się z niezwykle miłym doświadczeniem, nawet chwilą refleksji tak w przypadku najpopularniejszych świątyń obie pory dnia były największym rozczarowaniem, ilość osób i mury oblepione wręcz turystami odbierały jakąkolwiek przyjemność.  Bilet do Angkoru można wykupić na 1,3 lub 7 dni, można zwiedzać na rowerze, z kierowcą tuk tuka lub ze zorganizowaną wycieczką(brrrrrrrrrrr).  Do wyboru są dwie pętle-trasy nakreślone przez zarządcę kompleksu, mała i duża, zwiedza się je w zależności od tego ile się ma czasu i chęci. Jest jeszcze sporo świątyń poza wspomnianymi pętlami i niektóre są znacznie bardziej atrakcyjne i warto się ‘nadwerężyć’ i do nich pojechać. Mimo, iż światyń jest bardzo dużo, prawie każda jest inna, ma inne zdobienia, ornamenty, płaskorzeżby. Wszystkie zostały zbudowane miedzy X a XIII wiekiem, część jest buddyjska a część hinduistyczna więc architektonicznie są bardzo zróżnicowane.

My przeznaczyliśmy  7 dni na misję zwiedzania Angkoru. Przepustkę mieliśmy na 3 dni plus dodatkowy zachód słońca przed pierwszym dniem zwiedzania. Starannie wybraliśmy kierowcę, żeby nie było niespodzianek, ustaliliśmy trasę, w które dni chcemy jechać i ramy czasowe.  Niektóre świątynie były oddalone aż o 70km od Siem Reap i wyruszając wcześnie rano (5-6) kiedy większość turystów czeka na wschód słońca w głównym kompleksie, udało nam się być pierwszymi zwiedzającymi  i bardzo nas to cieszyło.  Jedno miejsce było ukryte w lesie i najpierw czekał na nas 40 minutowy spacerek pod górę, trasa była piękna, ogromne drzewa ze splątanymi korzeniami, ogromne skały, po dotarciu na miejsce okazało się ze zdobienia i płaskorzeźby  są w wodzie w płynącej rzeczce z pomocą lokalnego przewodnika mogliśmy znaleźć poukrywane cudeńka bo samemu byłoby nam ciężko wszystko zauważyć.

Na uwagę zasługuje tez świątynia nie objęta w wejściówce i lekko zapomniana przez odwiedzających. Benga Malea niezwykle magiczna i troszkę może mroczna. Kompleks dość zdewastowany natomiast to co wyróżniało go od innych to niesamowita ilość korzeni i drzew wrastających w mury, czuło tam się ząb czasu i troszkę przygodę jak z Indiana Jones!

Zwiedzając  główną część parku trzeba liczyć sie z tym że za każdym razem jak się wchodzi i wychodzi ze świątyni zostanie się zaatakowanym przez dzieci sprzedające książki, kartki, szale i inne bibeloty wszystko za parę dolarów. Przy każdym przystanku jest baza gastronomiczna i każdy sprzedawca idzie i zachwala swoje stanowisko. Rozmowa najczęściej z dziećmi wygląda tak:

Dzien dobry Pani. Jak się Pani nazywa?

Gosia.

Bardzo ladnie. A skąd Pani jest?

Z Polski.

Tak Warszawa, Warszawa. A bardzo Pani piękna. A chciałaby Pani się czegoś napić.

Nie dziękuję.

Może Jak będzie Pani wychodzić, tam jest moje stanowisko najlepsze.

Dziekuje

A chciałaby Pani kupić książkę lub kartki?

Nie dziękuję już mam

Ale to można kupić drugą dla mamy, siostry.,..

Nie dziękuję

No dobrze to może jak pani wyjdzie to Pani kupi…

W te 3 dni powiedzieliśmy ‘nie dziękuję’ chyba z tysiąc razy.

Ceny jedzenia w parku były kosmiczne wiec jak jechaliśmy do oddalonych świątyń zatrzymywaliśmy się w wioskach po drodze  i kupowaliśmy lokalne specjały: ryż z mlekiem kokosowym i fasolą pieczony w ogniu w bambusowej tutce, owoce, sok z trzciny cukrowej i inne wynalazki. Nikt nie namawiał, nie prosił i ceny były dla odmiany w lokalnej walucie kompletnie inne realia.

Te kilka dni spędzonych na zwiedzaniu, oglądaniu, podziwianiu, czytaniu informacji, zadumie nad oglądanymi świątyniami wspominamy niezwykle miło. Bardzo nam się podobało, trzeba się zorganizować i zaakceptować fakt że jest to najbardziej ‘zaturystowane’ miejsce  i mimo wszystko czerpać przyjemność i wycisnąć z tego co się tylko da dla siebie.

Reszta fotek tutaj

Pozdrawiamy!

About these ads
This entry was posted in Kambodża and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s