HCMC – tak jak był Sajgon tak i jest sajgon…

Rzuceni na głęboką wodę ze spokojnej rajskiej wyspy do najbardziej zwariowanego i zatłoczonego miasta z szalonym ruchem ulicznym. Wietnam przywitał nas bezlitośnie. Cały nasz pobyt lało więc zwiedzanie było utrudnione, nie chodzi tutaj o deszcz przez godzinę lub dwie pod wieczór tylko ścianę deszczu od rana do wieczora. W Wietnamie nie ma tuk tuków – gdzie są ci upierdliwi kierowcy kiedy trzeba gdzieś podjechać, nie przypuszczaliśmy, że tek szybko zatęsknimy za zaczepnym ‘tuk tuk sir’, którego w Kambodży czy Laosie mieliśmy dość. Popularny transport miejski to cyclo (rower z wysokim siedzeniem i koszem z przodu dla pasażera prowadzony najczęściej przez pomarszczonego staruszka) i moto (najzwyklejszy skuter funkcjonujący jako taksówka) jednak obie opcje nie wchodziły w grę. Pierwsza jest strasznie wolna i jednoosobowa( z wyjątkiem lokalnych rodzin które potrafią się władować w czwórkę nie przejmując się że kierowca ledwo zipie pedałując), druga odpada ze względu na panujący chaos na ulicach, kompletny brak zasad ruchu drogowego i fakt, że łapiąc moto jako taksówkę pasażer jedzie bez kasku. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, w Wietnamie jest publiczny, miejski transport autobusowy, miłe panie bileterki zadbają o to by dotrzeć do celu.

O Wietnamie nasłuchaliśmy się dużo nieprzychylnych opinii . Najczęściej żale dotyczyły mieszańców i ich stosunku do turystów i przyjezdnych, że są niemili, agresywni, oszukują i trzeba uważać na wszystko . Ile osób tyle opinii, według nas najlepiej przekonać się na własnej skórze i nie nastawiać się negatywnie jeszcze przez wyjazdem. Zawsze jak wjeżdżamy do nowego kraju pierwsze dni służą jako okres przejściowy. Chodzimy, obserwujemy, szukamy specyficznych zachowań lokalnych mieszkańców, robimy rozeznanie cen. Siadamy w lokalnej knajpie wybieramy coś z krajowej kuchni (w tym przypadku zupę Pho) i wczuwamy się w klimat. Tak właśnie wyglądał nasz pobyt w HCMC. Wyczuleni na zachowanie Wietnamczyków pierwsze co zauważyliśmy to inna strategia sprzedaży. Wiadomo uliczni sprzedawcy są wszędzie i zaczepiani byliśmy już z tysiąc razy jednak nigdzie nikt nie był tak bezpośredni bez pokazywania czy prezentacji towarów leciało od razu : ‘You, buy form me now!’ po odmowie, najczęściej grzecznej, sprzedawca strzelał focha lub leciał komentarz pod nosem. Generalnie bardzo nas to rozśmieszyło w Laosie czy Kambodży każdy się przymilał, że aż mdliło o tu coś na orzeźwienie. Rozumiem teraz opinię anglików że Wietnamczycy są niegrzeczni, znając ich zwyczaje takie zachowanie nie przystoi!

Miasto jest mieszanką wybuchową pod względem architektonicznym : postkolonialne, zniszczone wille, duże, kolorowe chinatown i powojenna komunistyczna wietnamska zabudowa nie mają ze sobą nic wspólnego, budynki różnej wysokości bardzo wąskie w najróżniejszych kolorach, istna kakofonia stylów. Dla nas największym ‘sajgonem’ w Sajgonie okazał się ruch uliczny. Mieliśmy wrażenia że ilość motorów i ludzi przypada jeden do jednego, duże skrzyżowania i ronda oglądaliśmy z niedowierzaniem- morze jednośladów. Przejście przez ulice nigdy nie było większym wyzwaniem, nie ma wyboru po prostu zamykasz oczy i idziesz wolno żeby kierowcy cię widzieli i umieli wyminąć i dostosować swoją szybkość jazdy. Przechodząc przez pasy na zielonym świetle każdy kierowca będzie agresywnie trąbił jak na intruza, pieszy nie ma praw wiec musi sobie radzić sam.

Reszta fotek jest tutaj 

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Wietnam and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s