‘Stare’ miasta prowincji Yunnan – Jianshui, Dali, Lijiang

Jak się myśli o Chinach i typowej starej architekturze to ma się następującą wizję: miasteczka  budowane na planie prostokąta, otoczone murami z bramami nad którymi wznosiły się wieże obserwacyjne. Niskie  domki  z dziedzińcami pośrodku, wygięte, zdobne  daszki, wąskie brukowane uliczki…

Współczesne Chiny już takie nie są, dominują betonowe dżungle (20-30 piętrowe blokowiska), szklane drapacze chmur, wielopiętrowe centra handlowe, a wszędzie wokół wielki plac budowy żeby znaleźć to co dla nas wydaje się najciekawsze trzeba się trochę postarać i nie zawsze można się tym w pełni nacieszyć…

Pierwsze miasto ze starą zabudową jakie odwiedziliśmy to Jianshui. Na spacer wybraliśmy się wcześnie rano, po ulicach chodziliśmy jak zaczarowani, typowe chińskie budynki, kolory, wzory, niesamowite rzeźbione drzwi, triumfalne bramy, brukowana droga wszystko robiło miły klimat.

Po paru godzinach zaczęły otwierać się sklepy w dolnych piętrach i czar prysnął. Jakoś wszytko się  gryzło i nie pasowało do siebie, jak zobaczyliśmy ledowe tablice nad sklepami w tych pięknych budynkach to jakoś mina nam zrzedła.

Skusiliśmy sie żeby zwiedzić świątynię Konfucjusza, (trzecią najstarszą świątynię w Chinach), która funkcjonowała jako szkoła przez 750 lat i napatrzyliśmy się na autentyczną chińską architekturę. Dzień mieliśmy udany bo szwędaliśmy się trochę po bocznych ulicach i znaleźliśmy całą serię małych wytwórni tofu i podglądaliśmy życie codzienne. Najciekawsze przeżycie to znalezienie skweru na którym starzyki zbierali się w licznych grupach by umilić sobie czas: były turnieje w karty, szachy, śpiewanie i granie (każdy na własną nutę)lub stanie i gaworzenie. Średnia wieku była naprawdę wysoka, aż miło popatrzeć, że ludziom w większości po osiemdziesiątce chciało się wyjść i się socjalizować. Nasza ulubiona grupa staruszków.

Następnie kolej przyszła na Dali. Tutaj powaliła nas ilość turystów. Stare miasto jest urocze, szkoda tylko że tak ciężko się przedostać z jednego końca na drugi, bo tłum napiera i na dodatek leniwi uczestnicy chińskich wycieczek jeżdżą melexami i zajmują sporo miejsca.

Zmęczeni tłumem postanowiliśmy zwiedzić okolice na rowerkach. W Dali jest co robić, miasteczko leży nad drugim co do wielkości jeziorem w Chinach poza tym nad miastem rozpościera się panorama gór. Jest więc trochę opcji na spędzenie czasu.

My jak zawsze zainteresowani  lokalnymi targami pojechaliśmy do Yousuo na największy market w Yunanie, godzinę drogi od Dali.  Strzał w dziesiątkę, turystów zero, mogliśmy spokojnie wtopić się w lokalną atmosferę i zrobić rozeznanie co dobrego będziemy jeść przez następne miesiące w Chinach.

Lijiang wpisane  jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO . Stare miasto poprzecinane jest niezliczoną ilością kanałów, które stanowią wyjątkowy system wodociągowy funkcjonujący po dziś dzień. Plątanina wąziutkich uliczek, drewnianych i murowanych mostków i uroczych kamieniczek wpływa na niepowtarzalny charakter tego miasta.

Całości dopełnia panorama gór, w pogodny dzień można podziwiać śnieżne szczyty górujące nad miastem.

Na teren starego miasta weszliśmy od strony południowej i zaskoczyły nas puste uliczki, urok tego miejsca  dopadł nas momentalnie.

Najpiękniejsze hoteliki jakie widzieliśmy, ulokowane w chińskich ‘courtyardach’ z oryginalnymi starymi elementami  ozdobnymi. Zawsze za bramką leżał cudowny duży pies, a dziedziniec ustrojony był kolorowymi krzewami i kwiatami.

Wiedzieliśmy, że nasze szczęśnie nie potrwa długo, wystarczyło wejść w centralną część starego miasta, żeby znaleźć pozostałych turystów( co roku Lijiang odwiedza 4 miliony turytowi). Morze ludzi płynęło uliczkami jeszcze węższymi niż w Dali. Wszystkie budynki  przy głównych uliczkach kiedyś spełniały funkcję mieszkalną dziś stanowią sklepy z pamiątkami, ubraniami, wyrobami lokalnego rzemiosła. Centralny skwer zobaczyliśmy więc tylko raz, a później trzymaliśmy się bocznych zakamarków. Mój patent na zobaczenie miasta, pobudka o 6 rano, spacer po mniej popularnej części miasta i obrzeżach.  Znalazłam tym sposobem studnie, które stanowi źródło wody pitnej dla mieszkańców. Dwa baseny w jednym kobiety myły warzywa w drugim robiły pranie, woda cały czas przepływa wiec teoretycznie pierwszy basen miał zawsze czystą wodę.

Po zachodzie słońca  Lijiang rozświetla tysiące lampionów w kolorze czerwieni, na kanałach można puszczać stateczki ze świeczkami wszędzie jest słodko i cukierkowo.

Szukając cichego miejsca na wieczorny relaks, szwędając się po uliczkach trafiliśmy na koncert duetu chińskiego. Głos wokalisty dosłownie ściągnął nas z ulicy. Nastrojowe ballady przy akompaniamencie akustycznej gitary i bębenka zwaliły nas z nóg! Nigdy byśmy nie przypuszczali że chińska muzyka może być tak przyjemna. Trafiliśmy na dzień kiedy wśród publiczności byli inni muzycy a nawet nauczyciel śpiewu operowego. Po koncercie zrobiło się niezłe after party do późnych godzin nocnych ze śpiewami i gitarą.  Nawet w turystycznych miejscach można znaleźć coś dla siebie i się dobrze bawić! W albumie Lijiang znajduje się nagranie mojej ulubionej piosenki tego wieczoru!

Żeby zobaczyć resztę zdjęć i filmik kliknij odpowiednio na nazwę miasta Jianshui , Dali oraz Lijiang.

This entry was posted in Chiny and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s