Północny Yunnan trasa Shangri La – Feilai Si – Yubang

Czas na kolejną wyprawę w góry, a jak mowa jest o Yunanie to nigdzie indziej niż do Feilai Si, małej wioski, z której rozpościera się powalający widok na pasmo górskie Meili Xueshan ze śnieżnym szczytem Kawa Karpo wysokim na 6740m npm.

Niby zaledwie 187km dzieliło nas od najpiękniejszego górskiego widoku w całej prowincji, jednak mówimy tutaj o chińskich realiach więc, zanim było nam dane zobaczyć śnieżne szczyty czekała nas przeprawa dosłownie na krawędzi. Lokalny autobus trasę pokonał w jedyne  10 godzin, po drodze mieliśmy 5 niezamierzonych postojów głownie z powodu drogi, która na całym odcinku była w czasie budowy, asfaltu brak. Konieczna też była jedna przesiadka w połowie trasy gdyż droga została zniszczona obsuwiskiem ziemi  więc, trzeba było wysiąść z autobusu, przejść 3 km i wsiąść do kolejnego czekającego po drugiej stronie lawiny.  Przez cały czas trzęsło niemiłosiernie, krętą drogą miejscami na wysokości powyżej 4500m kierowca –rajdowiec-  jechał jak po niemieckiej autostradzie, ludzie wymiotowali i latali po ścianach. Stres i panikę koiły widoki i malowniczy krajobraz. Piękny słoneczny dzień sprawił, że przestaliśmy się modlić o szczęśliwe dotarcie do celu i z nosami przylepionymi do szyby podziwialiśmy piękno natury.  Słowami nie da się opisać tej trasy…

10 km przed miasteczkiem, do którego jechał autobus spostrzegliśmy punkt widokowy więc postanowiliśmy spontanicznie wysiąść i później dojechać do wioski na własną rękę.  Było warto: rząd białych stup, tybetańskie flagi modlitewne targane porywistym wiatrem, panorama gór o zachodzie słońca nic więcej nie trzeba.

Los nam sprzyjał jak tylko zaczęło się ściemniać złapaliśmy na stopa chińską rodzinę na wakacjach,  przesympatyczni ludzie przygarnęli nas do załadowanego po dach samochodu, zaprosili na kolację i podwieźli pod drzwi hostelu.

Feilai Si to dosłownie kilkadziesiąt domów na jednej ulicy, przyjeżdża się tu tylko w jednym celu, wspomniany wyżej widok szczególnie o wschodzie słońca zapiera dech w piersiach. Jak to bywa z pogodą w górach jest to jedna wielka niewiadoma więc było tak, że cały dzień siedzieliśmy i obserwowaliśmy przesuwające się chmury z nadzieją na przejaśnienie. Stu procentowego widoku nie mieliśmy jednak mimo wszystko była to najpiękniejsza panoram jaką widzieliśmy w życiu. Mili państwo szczyty po prawej stronie pasma to już Tybet!

Chodząc po wiosce trafiliśmy do malutkiej tybetańskiej świątyni. Akurat był czas modlitwy i licznie zaczęły się zbierać lokalne starsze panie w kolorowych strojach. Chodziły dookoła świątyni obracając modlitewne młynki, trzymały w rękach różance, a okrążenia odliczały specjalnymi kamyczkami.  Bardzo były nami zainteresowane, wskazywały kierunek marszu więc parę okrążeń w ich towarzystwie zrobiłam.

Zbrodnią by było przejechać całą tą drogę i nie pójść nigdzie na szlak, zrobiliśmy rozeznanie i wybór padł na wioskę Yubang, położoną w dolinie pośród sześciotysięczników. Do wioski nie dojeżdża żaden transport i trzeba dojść szlakiem przez góry. Wyruszyliśmy z małą wcześniej poznaną ekipą. Ścieżka wiodła w większości pod górę, miejscami bardzo stromo, gdyż szliśmy trochę na skróty. Tak wspinaliśmy się przez 5 godzin mijając po drodze konie objuczone towarami dla mieszkańców Yubang, a czasem chińskimi turystami, którzy wymiękli na szlaku. Po 5 godzinach trzeba było jeszcze zejść  około godzinę w dół i w dolinie pokazała się piękna, malownicza wioska.

Turystów jak na lekarstwo i o to właśnie chodziło. Z Yubang  wiedzie kilka ciekawych tras trekingowych, jedna  nich prowadzi poprzez bazę wyjściową na szczyt Kawa Karpo do jeziora lodowcowego i na nią właśnie padł nasz wybór. Wyruszyliśmy następnego dnia wcześnie rano, gdyż wiedzieliśmy, że szlak do najłatwiejszych nie należy i w rzeczy samej tak było. Yubang leży na wysokości 3100m npm a jezioro na 3900m npm, a wspinaczka na takiej wysokości to nie niedzielny spacerek po parku. Powietrze jest dużo rzadsze i nie można złapać pełnego oddechu. Do tego szlak, który okazał się bardzo stromy i błotnisty nie ułatwiał sprawy, ale po niecałych trzech godzinach dotarliśmy do bazy.

Po następnej godzinie staliśmy na szczycie góry z niesamowitym widokiem na  częściowo zamarznięte jezioro, otaczające je góry i dolinę po drugiej stronie. Gdy wyszło słońce a chmury się podniosły widok wynagradzał wszelkie trudy wspinaczki i od razu zapominało się o zmęczeniu .

Nie chciało się opuszczać tego miejsca, lecz wiedzieliśmy, iż czeka nas jeszcze droga powrotna. Późnym popołudniem dotarliśmy z powrotem do hostelu.  Przez kolejne 2 dni robiliśmy mniejsze wycieczki po okolicy, a wieczory umilały nam turnieje w karty, w nowo poznaną chińską grę ‘against landlord’.

Dobra passa nie może trwać wiecznie, i w dzień powrotu lało od rana, co nie ułatwiało drogi powrotnej, która po pierwszym podejściu pod górę wiodła cały czas w dół. Nie obyło się bez poślizgnięć na błotnistej ścieżce i zjechaniu kilku metrów w dół na tyłkach. Gocha też została potrącona przez obładowanego tobołami  muła i prawie spadła w przepaść. Kolejnego dnia chcieliśmy jeszcze zobaczyć najniżej w Chinach położony lodowiec Mingyong, lecz i tego dnia pogoda nie dopisała, mgła była tak gęsta, że nic nie było widać, więc lodowiec będzie musiał jeszcze na nas poczekać, a my wyruszyliśmy z powrotem do Feilai Si.

W sumie w ciągu 4 dni zrobiliśmy ponad 50km w górach na wysokości 3200m-3900m i z takim uczuciem zadowolenia z siebie pożegnaliśmy się z pograniczem Tybetańskim i utwierdziło nas to w przekonaniu, iż Tybetu nie odpuścimy, choć aktualnie dla turystów jest zamknięty.

Reszta fotek znajduje się tutaj droga autobusem, Feila Si, Yubang.

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Chiny and tagged , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Północny Yunnan trasa Shangri La – Feilai Si – Yubang

  1. Łukasz says:

    Cześć! Bardzo ładne są Wasze zdjęcia z Yunnanu, a widoki na żywo musiały być pewnie jeszcze wspanialsze. To zdecydowanie jedna z piękniejszych prowincji Chin i jeśli miałbym wracać gdziekolwiek do Państwa Środka, to przede wszystkim tam. Całą podróż można by poświęcić tylko na południowy zachód tego kraju! 3mam kciuki!

    Pozdrawiam!
    Łukasz

  2. gotyska says:

    Witam!
    Nam w Yunnanie zostało jeszcze wiele rzeczy do zobaczenia wszystkiego na raz się nie da. Bardzo podobał nam się też zachodni Sichuan to zdecydowanie nasze ulubione prowincje w Chinach.
    Powodzenie!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s