Raj, niebo na Ziemi, ostatnia Shangri La – YADING

Jak opisać to miejsce? Dla nas 3 dni spędzone w Yading to była poezja kolorów dla oczu i balsam dla duszy… Piękno dziewiczej natury trafiło prosto w serce… Ciarki przechodzą po ciele na samo wspomnienie… zapraszamy na wycieczkę do naszej Shangrili.

Yading to jeden z naturalnych rezerwatów, który na długo zostaje w pamięci. Święty teren dla lokalnych Tybetańczyków, w ich języku Yading to  ‘ziemia w stronę słońca’.   W parku znajduje się pierwotna flora, dziewiczy las, święte jeziora i 3 śnieżne góry, mała monastria, łąki z niebieskim strumieniem. Trzy wspomniane wyżej święte szczyty dominują nad malowniczym krajobrazem: Chenresig (6032 m n.p.m), Jambeyang ( 5958 m n.p.m) oraz Chanadorje (5958 m n.p.m) raz poświęcone przez Buddę w VIII wieku reprezentują odpowiednio miłosierdzie, mądrość i energię trzy elementy niezbędne by doświadczyć oświecenia.  Gdzie nie spojrzysz rozpościera się zachwycający widok i ku jego czci są postawione stożki z kamieni  lub wiszą modlitewne flagi.

W takim miejscu z ogromną przyjemnością wybraliśmy się na dwa trekkingi. Pierwszy szlak prowadził przez Chonggu Si  – 800 letnią monastrię – do Jeziora Perłowego (4000m n.p.m), z którego można było się bliżej przyjrzeć północnej stronie najwyższej z całej trójki, górze Chenresig. Zielone jezioro w popołudniowym słońcu kontrastowało z bielą i szarościami szczytu.  Na zakończenie dnia spacerowaliśmy po złotej łące ulokowanej w dolinie otoczonej wzgórzami ubranymi w jesienny płaszczyk, przez którą przepływa niebieski strumień. Sceneria  oszołamiająca!!!

Drugi dzień znacznie bardziej ambitny i wymagający, punktem docelowym były dwa jeziora. Jezioro Mleczne (4600 m n. p. m) oraz Jezioro Pięciokolorowe (4800 m n. p. m). Ze względu na wysokość mieliśmy  pewne obawy gdyż nigdy tak wysoko nie chodziliśmy po górach. Przez pierwsze 2h trasa była całkiem przystępna i powolutku, kroczek za kroczkiem przemieszczaliśmy się coraz wyżej. Szlak prowadził zboczem, z którego rozpościerał się widok na dolinę, na wprost  nieśmiało zza chmur wyłaniał się kolejny śnieżny szczyt Jambeyang.

Idąc po niebieskich kamolach ułożonych na trasie czuliśmy się jakbyśmy szli dosłownie schodami do nieba!  Jak ujrzeliśmy pierwsze jezioro na naszej trasie to po prostu szczęki nam opadły. Paleta barw na tafli wodnego zbiornika przeszła nasze wszelkie oczekiwania. Turkusy i zielenie jeziora, szarość i biel gór, niebieskie niebo – nie to nie był sen to krajobraz Yading. Jeziorko przeszliśmy dookoła co by nie umknęła nam żadna perspektywa.

Następnie kolej przyszła na drugie jezioro, do którego mieliśmy zaledwie 300 metrów jednak po prawie pionowej ścianie. Było to najdłuższe i najtrudniejsze podejście z jakim przyszło nam się zmierzyć. Dosłownie co trzy, cztery kroki chwila przerwy, sapanie, łapczywe łapanie rzadkiego powietrza, uspokojenie oddechu i znowu do przodu. W połowie drogi złapał nas grad, jak to w górach pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Przysiedliśmy pod kamieniem i pod parasolami czekaliśmy na kolejną odsłonę nieba, tym razem podziwialiśmy Jezioro Mleczne z góry. Po mozolnym marszu dotarliśmy do celu. Jak już myślisz, że nic lepszego dziś nie ujrzysz to oto staje przed oczami ciemno granatowe, a wręcz atramentowe jezioro z turkusową laguna na swoich obrzeżach. Widok co tu dużo pisać – niezapomniany, bezcenny! Co się czuje w takim miejscu? Boską ingerencje, coś co wykracza poza ludzki umysł, sen na jawie! Jest to miejsce, w którym składa się obietnice, które chce się dotrzymać, zagląda się sobie głęboko w dusze, pochłania każdą komórką w organizmie otaczające piękno…

Idziemy szczytem wzdłuż jeziora, w około nie ma nikogo tylko my i nieskazitelna natura, nagle zza krzaczka widzimy szare futerko, podchodzimy bliżej, a tam stado kozic górskich spokojnie skubie trawkę, nie możemy w to uwierzyć, siadamy i obserwujemy, brak nam słów.

Wracamy w ulewie ale nic nam to nie przeszkadza pełni emocji staramy się ogarnąć ostatnie kilka godzin.  Schodzimy do doliny, deszcz ustaje, wychodzi słonce, chmury odpływają, siedzimy na łące z widokiem na 2 święte szczyty na niebieskim niebie, blask bieli kłuje w oczy.

Dochodzimy do następującego wniosku,  jeżeli mielibyśmy wybrać jedno miejsce spośród wszystkich odwiedzonych rejonów w czasie ostatnich 6 miesięcy naszej podróży to bezkonkurencyjnie byłby to właśnie Yading.

Ostatni dzień traktujemy ulgowo i spędzamy go na czytaniu książki pośrodku magicznej doliny, po południu żegna nas piękny zachód słońca  i po raz ostatni podziwiamy elementy krajobrazu.

Nie możemy wprost uwierzyć, że to miejsce zostało pominięte we wszystkich przewodnikach, a z drugiej strony niezmiernie nas to cieszy gdyż przez 3dni spędzone w parku widzieliśmy tylko dwóch zachodnich turystów. Już pierwsze spojrzenie na panoramę gór wynagradza 30 godzin spędzonych w lokalnym transporcie w drodze do parku.

Kiedyś tu wrócimy bo to miejsce poruszyło nas do szpiku kości… rzuciło urok…

Reszta fotek i 3 filmy znajdują się tutaj.

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Chiny and tagged , . Bookmark the permalink.

5 Responses to Raj, niebo na Ziemi, ostatnia Shangri La – YADING

  1. Łukasz says:

    Cześć!

    Genialnie miejsce i wspaniałe zdjęcia. Nawet nie przyszłoby mi do głowy, że w Chinach (lub raczej Tybecie) ostały się jeszcze takie cuda. Chiny już dawno za nami, ale ta galeria będzie dla mnie inspiracją do powrotu i nadrobienia tego, co ominęliśmy.

    Powodzenia!

    • gotyska says:

      Witam!
      Coś w tym miejscu jest takiego że łapie za serce jak tylko będziesz miał okazje to bardzo polecam, jeszcze zanim rząd Chiński zacznie promować to miejsce. Właśnie skończyliśmy wycieczkę po Tybecie i pomimo powalającej scenerii Yading jest dla nas i tak numerem jeden!
      Pozdrawiamy🙂

  2. pojechana says:

    Kochani, a gdzie się zatrzymaliście? Spaliście w namiocie, w Yading czy Daocheng? Czy jeszcze gdzieś indziej? Wychodzi na to, że uda mi się w końcu tam dotrzeć (w przyszłym tygodniu już!) i zbieram wszelkie podpowiedzi🙂 Z góry dziękuję!

    • gotyska says:

      To zazdroszcze to miejsce powala🙂 My spalismy w wiosce z ktorej wychodzi sie na szlak juz po wjezdzie do parku. Z Daocheng rano wzielismy busa i na 3 noclegi zostalismy w parku. Zakwaterowanie to hostel bardzo , bardzo surowy bez specjalnej lazienki ale wyrko bylo. Kiedys mozna bylo spac w samym sercu trasy ale zlikwidowali osrodek, zostal budynek rozwazalismy squota ale nie mielismy jedzenia a tam nic nie kupisz po wyjsciu na szlak . Uwazam ze da sie spac w namiocie juz na trasie ale nie bedze tam zadnych sklepow wiec wezcie prowiant z tego co pamietam byla maszyna z goraca woda przeciez herbatke trzeba sobie zobic i zupe zalac🙂 W wiosce slabo rowniez bylo z jedzeniem o ile pamietam to nawet zatrulismy sie wiec bylo ciekawie. Warto zaopatrzyc sie w Daocheng bo tam byl tylko jeden mini sklep z zupkami w kubelkach🙂 W parku warto zostac kilka dni, tam jest mega pieknie konieczni musicie zobaczyc wszystkie 3 jeziorka. Powodzenia

    • gotyska says:

      Czekam na relacje czy dalej tam tak surowo i pieknie czy cos sie zmienilo i jest supermarket i kolejka na gore🙂.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s