Ile w Lhasie pozostało z Tybetu?

Do stolicy postanowiliśmy wybrać się pociągiem z Chengdu. Wybór okazał się bardzo  trafny, 44 godziny jazdy najwyżej położoną koleją świata minęły w pełnej emocji atmosferze. Jechaliśmy z sympatyczną ekipą więc  tematów do rozmów nie brakowało. Tybetański krajobraz oglądany z nosem przy szybie zapowiadał dużo wizualnych wrażeń i do dziś nie możemy uwierzyć ile radości dla oka przynosi widok jaków i pastwisk, z trawą w kolorze rdzawym, poprzecinanych niebieskimi strumykami i oczkami wodnymi nad którymi górują śnieżne szczyty…

Na dworcu czekał na nas przewodnik -Dukar, który okazał się młodym i sympatycznym Tybetańczykiem. Po wejściu do samochodu usłyszeliśmy, że nie może on z nami rozmawiać na tematy polityczne i prosi o niezadawanie pytań związanych z sytuacją Dalajlamy. Nie ukrywamy, że  mina nam zrzedła bo temat jest interesujący i oczywiście chcieliśmy wysłuchać wersji wydarzeń ludzi w Tybecie a tu taka niespodzianka. Nic jednak straconego, jak się później okazało rozmów było wiele tylko nie w stolicy i bez świadków.  Dukar widział nasze zainteresowanie tematem i chętnie dzielił się swoimi spostrzeżeniami. Sam jako młody chłopak uciekł z Tybetu na 4 lata do Indii i dopiero tam dowiedział się prawdy o sytuacji we własnym kraju i paru faktów z historii. Pranie mózgu stosowane przez chińskie władze ma poważne skutki i ludzie nie są w stanie obiektywnie ocenić sytuacji. Od powrotu do kraju Dukar jest na celowniku władz i jest bacznie kontrolowany i obserwowany. W swoim rodzinnym mieście prowadził lekcje tybetańskiego i angielskiego dla dzieci jednak władzy się to nie spodobało i oficjalnie dostał zawiadomienie że jego praktyki są nielegalne… obcy we własnym kraju.

Stolica położona jest na wysokości 3600m npm nad rzeką Kyichu pośród pięciotysięczników. Dziś Lhasa to chińskie miasto gdzie proporcja Chińczyków do Tybetańczyków wynosi 2:1. Stanowią oni mniejszość we własnej stolicy! Nowe hotele, supermarkety, restauracje wszystko się buduje by zapewnić bazę turystyczną coraz to większej liczbie odwiedzających. Wszystko byłoby pięknie gdyby duża część tego biznesu trafiała w ręce Tybetańczyków, jednak łapę ‘na kasie’ trzymają Chińczycy. Mieszkańcy Państwa Środka przesiedlają się do Tybetu bo ciężko się oprzeć dogodnym warunkom kredytowym i podatkowym jakie dostają od rządu, kto i co w końcu ma wyprowadzić zacofanych Tybetańczyków z biedy jak nie chińscy biznesmeni i ich smykałka do interesu.

Ile jest więc Tybetu w Lhasie?  Dziwnie to zabrzmi ale mamy takie uczucie, że w stolicy jest tylko jedna klimatyczna tybetańska dzielnica i to ona stanowi wisienkę na torcie w całym mieście, mowa oczywiście o Bakhorze starym mieście osnutym szczególną atmosferą. Barkhor to również najsłynniejsza kora czyli okrężna trasa wokół serca Lhasy – klasztoru  Jokhang – uczęszczana dziennie przez tysiące pielgrzymów. Klasztor Jokhang to najważniejsze miejsce religijne w Lhasie i cel pielgrzymów z całego terytorium Tybetu.

Cała dzielnica to plątanina wąskich uliczek, zastawionych straganami z najróżniejszymi wyrobami: różańcami, naszyjnikami, młynkami modlitewnymi , flagami i kurtynami na drzwi oraz masą innych pamiątek, otoczona tradycyjnymi domami z kamienia z kolorowymi drzwiami i ościeżnicami zdołała oprzeć się modernizacji i zachowała swój charakter sprzed lat.

Naszą uwagę zwróciły sklepy tylko z mikserami, jest to niezbędne urządzenie do przyrządzania typowej słonej herbatki z mlekiem i masłem z jaka. Na środku  placu skąd widać wejście do klasztoru można stać godzinami i obserwować masę pielgrzymów podczas kory, chodzących w kółko oddając cześć Buddzie. Pomarszczone staruszki,  mnisi, mężczyźni w kowbojskich kapeluszach wszyscy drepczą w rytm mantry: “Om mani padme hum!…” – “Bądź pozdrowiony (Buddo) w kwiecie lotosu…” .

Nie da się nie zauważyć krążących patrolów wojska, dzierżących duże karabiny w dłoniach i gaśnice na plecach! Zawsze z dachu, ktoś obserwuje i czuwa nad bezpieczeństwem w razie jakby cała chmara pielgrzymów zerwała się i chciała zakręcić ich młynkiem na śmierć!!!

Przyznam, że bardzo usilnie ignorowaliśmy wszystkich mundurowych jednak obecność takiej ilości żołnierzy znacząco wpływa na atmosferę i pozostaje dużą rysą na szkle.  Towarzyszyło nam uczucie jakby czekał na to miejsce jakiś wyrok i wszystko kiedyś zniknie bez śladu …

Długo próbowaliśmy znaleźć autentyczne miejsca i poczuć Tybetański klimat jaki znaleźliśmy chociażby w Sichuanie kilka tygodni wcześniej. Gubiąc się w uliczkach znaleźliśmy parę fajnych miejsc, knajpeczek dla pielgrzymów gdzie herbata z masłem z jaka smakowała jak nigdzie indziej.

Kilka dni w stolicy to przede wszystkim porządna lekcja o Buddyzmie Tybetańskim, zwiedzając klasztory dostawaliśmy dużą dawkę informacji i pod koniec trzeba było wszystko powtórzyć bo fakty zaczęły się mieszać. Buddyzm nas bardzo zainteresował i jako kompletni laicy słuchaliśmy z wielkim zaciekawieniem.

Symbolem Lhasy jest niezaprzeczalnie Potala – klasztor, zamek i pałac władców Tybetu w jednym, najpierw siedziba królów a później Dalajlamów . Żaden budynek nie zrobił na nas takiego wrażenia. Położona na wzgórzu dumnie stoi i zachwyca  dostojnością.

Dziś niesamowita budowla pełni funkcje muzeum i zarazem przypomina o smutnym fakcie, iż Dalajlama jest na wygnaniu i kraj pozbawiony jest reprezentacji politycznej w stolicy. Dowiedzieliśmy się również, iż jeden z budynków na terenie zamku należy do chińskiego biznesmena!!! Wszystko ma swoją cenę nawet klejnot Tybetu. Dla zwiedzających dostępna jest nieliczna ilość pomieszczeń głównie: pokoje spotkań, kaplice i pomieszczenia z grobowcami Dalajlamów ogromne stupy zbudowane z kilkuset kilogramów złota i kamieni szlachetnych. Pytanie czy obecny J. Św. XIV Dalajlama będzie tam pewnego dnia pochowany zostaje bez odpowiedzi …

Zwiedzaliśmy również kilka innych klasztorów między innymi malutką i całkowicie pustą Pabonkę , jeden z najstarszych ośrodków Buddyjskich.

Sera gdzie jedną z głównych atrakcji są debaty mnichów, nam najbardziej spodobała się biblioteka gdzie przechowuje się stare skrypty.

Duży klasztor Drepung położona na wzgórzu, który wygląda jak całe miasteczko z licznymi tradycyjnymi białymi budynkami.

Kiedyś dom dla 10000 mnichów dziś zamieszkiwany przez 600 duchownych. Liczba mnichów w klasztorach jest bardzo kontrolowana  i co roku jest ich coraz mniej. Kiedyś tętniące życiem ośrodki kultu religijnego, dziś opustoszałe klasztory próbują podtrzymywać to co pozostało i się uchowało. Zburzone i rozkradzione tysiące klasztorów podczas kulturalnej rewolucji nieodwracanie uszczupliły dziedzictwo Tybetańskiej kultury.

Pełna galeria zdjęć ze stolicy znajduje się tutaj

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Chiny, Tybet and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Ile w Lhasie pozostało z Tybetu?

  1. kartoflavour says:

    czy moge zapytac na jakiej zasadzie selekcjonujesz zdjecia do postow? jakim sperzetem sie poslugujesz (obiektywy)? jak i gdie archiwizujesz zdjecia? 2 lata podrozy to sporo materialu.

    • gotyska says:

      Witam, zdjecia dobieram do tematu wpisu, generalnie takie , ktore mi sie podobaja. Robie zdjecia Nikonem 300s, obiektywy mam dwa 18-135 Nikkor i 10-20 Sigmy. Zdjecia wrzucam na zewnetrzny dysk i mam rowniez konto na flickerze. Materialu jest bardzo duzo potrzebna jest surowa selekcja. pozdrawiam

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s