‘Autostradą przyjaźni’ w stronę Nepalu…

Po powrocie z Nam-tso mieliśmy jeszcze jeden ostatni wieczór w stolicy, czas spędziliśmy głównie w okolicy Barkhoru. Następnego dnia wyruszyliśmy na tygodniową wycieczkę przez prowincję Tsang. Ten niezwykle popularny region wśród turystów ma wiele do zaoferowania: najwyższą górę świata, turkusowe jezioro oraz cuda tybetańskiej architektury jest co oglądać i zwiedzać.  Widząc w Lhasie dość dużą ilość turystów nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po innych miejscach, które będziemy odwiedzać na naszej trasie. Miłe było zaskoczenie brakiem tłumów, wiele miejsc okazało się kompletnie nie skomercjalizowane i bardzo to nas ucieszyło. Chiński cyrk jeszcze tu nie dotarł i póki co nie ma wagonika elektrycznego na Everest i po jeziorze nie pływają turystyczne łajby…

Po dwóch godzinach jazdy stanęliśmy na szczycie Kamba- la, skąd rozpościerał się widok na drugie z czterech świętych tybetańskich jezior Yamdrok-tso położone na wysokości 4441m n.p.m. Znajdujące się kilkaset metrów niżej jezioro o kształcie przypominającym skorpiona zaskoczyło nas odcieniem wody, takiego turkusu jeszcze nie mieliśmy okazji podziwiać. Wyglądało to jak zbiornik z farbą, kolor po prostu był nienaturalny a może trafniejsze określenie to niepowtarzalny.

Po licznych ochach i achach zjechaliśmy niżej żeby przyjrzeć się bliżej i zanurzyć rękę w wodzie i przekonać się że to nie jakieś czary. Ostateczny dowód przeprowadził Dare –szalony Słowak, który postanowił się wykąpać w jeziorze, był w stanie nawet przepłynąć parę metrów po czym zmarznięty wyszedł i suszył się przez godzinę na brzegu. Trasa prowadziła cały czas wzdłuż brzegu jeziora więc widoki były niesamowite. Najbardziej niewiarygodne zestawienie kolorów ujrzeliśmy gdy nagle przy brzegu zauważyliśmy czerwone łąki. Według nas kolory jak z photoshopa  oceńcie sami…

Z jeziorem wiąże się jeszcze pewna kontrowersyjna historia. Mianowicie od 14 lat jezioro jest również największą elektrownią wodną w Tybecie. Chińczycy zbudowali tunel pod powierzchnią zbiornika, spadek wody umożliwia generowanie energii. Projekt spotkał się z licznymi protestami przede wszystkim z powodu tego, że jezioro jest jednym z miejsc pielgrzymek i bardzo ważnym a wręcz świętym miejscem dla Tybetańczyków. Po drugie jezioro nie jest zasilane i po prostu kiedyś woda może się w nim skończyć, w założeniu jezioro miało być uzupełniane wodą z rzeki jednak zmieniłoby to skład zbiornika i co się z tym wiąże ekosystem , który istnieje aktualnie. Po trzecie energia miała być darem dla Tybetańczyków a zasila bazy chińskie w okolicach Lhasy…

Jadąc do Gyantse gdzie mieliśmy kolejny nocleg minęliśmy po drodze jeszcze jeden ciekawy zbiornik, sztuczne jezioro tym razem w kolorze zielonym. Nie dowiedzieliśmy się za wiele o historii z nim związanej od naszego przewodnika, gdyż jak on sam twierdzi nie jest to nic specjalnego i niema to żadnego znaczenia ani historycznego ani religijnego, nam jednak się podobało.

Na nocleg przyjechaliśmy godzinę przed zachodem słońca i jeszcze zdążyliśmy wdrapać się na Gyantse Dzong – XIV wieczny fort, którego wnętrza były zamknięte dla turystów z powodu przebudowy, jednak widoki z góry dostępne bez kolejki i za darmo.

Dwudziestominutowa wspinaczka po wysokich schodach, a w nagrodę widok na całą dolinę w jesiennej oprawie, rzadko na tej wysokości spotykanych drzew.

Wspomnę tylko że teren budowy nie był specjalnie zabezpieczony i schodząc w dół zaliczyłam upadek i prawie wpadłam do studni skończył się na zamoczonej do uda jednej nodze… Następnego dnia zwiedzaliśmy klasztor Pelkor Chode, który podczas lat świetności zrzeszał aż 15 klasztorów z 3 różnych porządków w tybetańskim buddyzmie. Największą i najważniejszą atrakcją regionu jest natomiast Gyantse Kumbum 35 metrowa stupa. Wyjątkowa biała budowla  ozdobiona kolorowymi paskami i złotym dachem stanowi perełkę całego kompleksu. Kumbum w tybetańskim języku znaczy ‘100000 świętych wizerunków’ i jak sama nazwa wskazuje każdy z sześciu poziomów posiada liczne kaplice ozdobione malowidłami.

Drugie co do wielkości miasto w Tybecie Sigatse czeka podobny los co stolicę. Dziś atmosferą przypomina chińskie prowincjonalne miasto z małą tybetańską starówką. Podobnie jak w Gyantse na wzgórzu króluje fort dziś prawie całkowicie odrestaurowany. W tym miejscu znajduje się jeden z najważniejszych tybetańskich klasztorów Tashilhinpo z siedzibą Panchen Lamy(drugiego w hierarchii ważności lidera Tybetu).

Pełna galeria z prowincji Tsang znajduje się tutaj.

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Chiny, Tybet and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s