Tybet krajobrazowo…

Wracając z bazy pod Mt. Everestem nasze problemy z samochodem tylko się pogorszyły łapiąc kolejne gumy w pewnym momencie zażądaliśmy zastępczego samochodu, po 6 przebitych oponach agencja zgodziła się spełnić nasze prośby. Pozostało tylko gdzieś poczekać parę godzin na nowe 4 kółka. Ponieważ staliśmy w polu i w okolicy było widać dosłownie parę domów, żadnej knajpy czy innego lokum w którym można by spędzić ten czas, nasz przewodnik zagadał z kobieciną z jednego z domostw  i mieliśmy kilkugodzinny ‘home stay’ u tybetańskiej rodziny. Dostaliśmy ugotowane ziemniaki w mundurkach, tybetański chleb i gorącą herbatę z mlekiem. Nic nam więcej do szczęścia nie było potrzeba.

Zwiedziliśmy dom i wioskę. Tybetańczycy w tak odludnych miejscach żyją niezwykle skromnie i w bardzo surowych warunkach. W domu tylko w jednym pomieszczeniu stoi koza która ogrzewa pomieszczenie i jednocześnie stanowi piec do przygotowywania posiłków. Nie ma prądu, gazu i wody bieżącej. Prosty wychodek na zewnątrz i wiadro z zimną wodą zamiast prysznica. Z powodu braku drewna w piecu pali się zwierzęce odchody głównie jaków i koni uprzednio je wysuszając na słońcu. Odchody również stanowią materiał budowlany do stawiania płotów lub ocieplania ścian budynków.

Na tak wysokich terenach niewiele warzyw i roślin może przetrwać. W Tybecie uprawia się bearly rodzaj zboża i ziemniaki.  Pola i uprawy obrabia się ręcznie czasem przy pomocy zwierząt.

Do przemieszczania się nadal popularne są wozy zaprzęgnięte w  konie, a samochód jest rzadkością.

Chodząc po wiosce nie można było nie zauważyć gromadki dzieci. Zakurzone maluchy z wielką ciekawością nam się przyglądały i bardzo były zainteresowane aparatem fotograficznym i obrazami wyświetlanymi na ekranie.

Jadąc przez drogę przyjaźni do granicy mililiśmy niesamowite puste przestrzenie na nich góry, pastwiska z najpiękniejszą trawą w kolorze rudo rdzawym, stada jaków, tybetańskie wioski, klasztory, stupy, flagi i ruiny po zburzonych budynkach i ośrodkach kultury.

Nam udało się zobaczyć jedynie namiastkę tego kraju, chętnie byśmy się wybrali na 2-3 miesięczną włóczęgę po bezdrożach Wyżyny Tybetańskiej, jednak sytuacja jest jaka jest i zwiedziliśmy tyle ile mogliśmy. Kraj zmienia się w bardzo szybkim tempie, gdyż Państwo Środka nakładem miliardów juenów próbuje wykorzenić wszystko co tybetańskie. Niedawno oddane, nowe połączenie kolejowe z Chinami już procentuje w postaci 50% wzrostu ilości turystów w tym rejonie w porównaniu z rokiem ubiegłym. Co prawda wieżowców i centów handlowych jeszcze nie ma jednak nigdy nic nie wiadomo, jeśli Chiny potraktują Tybet jako zacofaną prowincje i będą chcieli dopasować ją do reszty kraju to może w przyszłości krajobraz będzie zdominowany przez betonowe osiedla Mc donalda i KFC! W przeciągu ostatnich pięćdziesięciu lat kraj zmienił się bardziej niż podczas poprzednich pięciuset.

Więcej zdjęć tutaj.

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Chiny, Tybet and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Tybet krajobrazowo…

  1. Jean says:

    This is exactly the second blog post, of urs I personally browsed.
    However I really enjoy this 1, “Tybet krajobrazowo
    | Na Własne Oczy” the most. Thank you -Alvaro

  2. tak.
    pamiętam jak w Anglii w Londynie spotkałem ludzi z Chin. Zapytałem ich o Tybet. To byli młodzi ludzie.
    Odpowiedzieli jak na ludzi po praniu mózgu: Tybet był zawsze nasza prowincja, i odebraliśmy co nasze.
    Przy tym byli pewni siebie, butni, jak na Chińczyków przystało.
    Taki jest teraz świat, to się będzie musiało zmienić, bo inaczej świat nie przetrwa
    Tomek

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s