Welcome to Nepal!

Nasza przygoda tybetańska skończyła się na granicy Tybet-Nepal. Pożegnaliśmy się z naszym przewodnikiem i całą szóstką przeszliśmy na piechotę do kolejnego państwa. Niesamowite jest jak od razu widzi się różnice we wszystkim dookoła. Inne budynki, twarze, uroda ludzi, ubiór, zachowanie. Powitanie Tashi delek zastąpiło Namaste i co najważniejsze język migowo-obrazkowy zastąpił angielski!!! Do stolicy postanowiliśmy się wybrać lokalnym autobusem za jedną trzecią ceny turystycznego jeepa. Przestawiliśmy zegarki co ciekawe o 2 godziny i 45 minut🙂, zjedliśmy Dal Bhat (ryż, curry, zupka z soczewicy, surówka i warzywa w occie) – najbardziej nepalskie danie z możliwych i podekscytowani zasiedliśmy w najbardziej odjazdowym autobusie. Fotki niestety nie mamy bo za dużo było emocji za to umieszczamy foto równie odjazdowej ciężarówki, których w Nepalu pełno na ulicach🙂

Przyzwyczajeni do faktu, iż w autobusie miejsca siedzące to tylko jedna trzecia pojemności pojazdu, spokojnie czekaliśmy aż zapełni się przejście dodatkowymi pasażerami i na dach zostaną zapakowane tobołki, kozy i spóźnialscy dla których w środku nie było już miejsca. Kiedy już autobus pękał w szwach ruszyliśmy w rytm głośnej piskliwej muzyki lecącej z głośników nad naszymi głowami. Humory dopisywały, klimat był mega – witamy w Nepalu! Po drodze stawaliśmy na ośmiu punktach kontrolnych, celnicy sprawdzali czy ludzie mają papiery na zakupione w Chinach towary. Jak to bywa przemytnicy są wszędzie i tak na każdym postoju ktoś wpadał z niezgłoszonym towarem, ukrytym najczęściej w dużych kocach lub w schowkach w autobusie. Najbardziej nam było żal kolesia, który zapomniał wspomnieć o 30 komórkach i ładowarkach, minę miał nie tęgą, gdy celnik znalazł dobytek w kocu notabene nad naszymi głowami. Nic jednak straconego, zapłacił chłopakom i towar mógł dalej z nim jechać. Dodatkowo stawaliśmy kilka razy z powodów związanych z tragiczną nawierzchnią, tak złej drogi jeszcze nie widzieliśmy. Po 7 godzinach z przygodami i nieplanowanymi postojami dojechaliśmy do Katmandu. Na jednym z przystanków przyszła do nas taka oto koza!

Nocny spacer na Thamel już zapowiadał, że miasto będzie nam się podobało… O wrażeniach ze stolicy w kolejnym wpisie tutaj jeszcze chcieliśmy opisać naszą przeprawę z ambasadą Indyjską w walce o 6 miesięczną wizę do Indii. Pierwszym odwiedzonym miejscem w Katmandu była właśnie ta dyplomatyczna placówka. Proces starania się o wizę wymagał 3 wizyt w ambasadzie i tygodnia oczekiwania. Nic nie można było na to poradzić więc przy pierwszej wizycie wypełniliśmy druczek, który rzekomo miał zostać wysłany do Indyjskiej ambasady w Warszawie z prośbą o potwierdzenie że nie ma przeciwwskazań w przyznaniu nam wizy. Osiem dni później wracamy i słyszymy że nie było odpowiedzi z placówki i przysługuje nam tylko 3-miesięczna wiza. My staraliśmy się o 6 miesięczną wizę więc termin o połowę krótszy nas nie urządzał. Zamierzaliśmy zostać 2 miesiące w Nepalu a wiza do Indii zaczyna się w momencie wydania, tym sposobem zostałby nam tylko miesiąc do wykorzystania. Urzędnik widząc nasze niezadowolenie i rozczarowanie zasugerował, żeby wypełnić druczek jeszcze raz i poczekać kolejne 2 dni. Nie mając za bardzo wyboru przystaliśmy na jego sugestię i ze zwieszoną głową wróciliśmy do hotelu. Moglibyśmy się starać o wizę na końcu pobytu w Nepalu jednaka wiązałoby się to z kolejną ponad tygodniową wizytą w stolicy i powrotem z końca kraju bo tam chcieliśmy jechać. Chcieliśmy dostać 6-miesięczną wizę i ze spokojem zwiedzić Nepal bez potrzeby jeżdżenia w tę i z powrotem. Stwierdziliśmy, że trzeba szczęściu trochę pomóc i zadzwoniliśmy do konsulatu w Warszawie. Pan odpowiedzialny za owe potwierdzenie, że możemy dostać tak długą wizę, nie bardzo mógł zrozumieć, iż nie możemy przyjechać do Polski i starać się o dokument w rodzimym kraju. Długa i wyczerpująca rozmowa stanęła na tym, że zgodził się na naszą prośbę i powiedział że wyśle informacje do Katmandu. Zadowoleni wróciliśmy do placówki następnego dnia, znów odczekaliśmy swoje w niekończącej się kolejce tylko po to by przy okienku usłyszeć, że potwierdzenia nie ma! Lekko zagotowani podaliśmy nazwisko Pana, z którym rozmawialiśmy i twardo stoimy przy swoim, że zezwolenie mamy. Urzędnik w końcu się ugina i wpisuje w dokument 6 miesięczną wizę do odebrania za 6h. Cali zadowoleni płacimy i popołudniu wracamy po odbiór dokumentu. Przy okienku szlag nas trafia, kiedy widzimy w paszporcie dokument wydany na 6 miesięcy, w którym jest przekreślona data i zmieniona na 3 miesiące. Pani tłumaczy, że nie mogliśmy dostać dłuższej wizy bo przyszedł dokument z Warszawy , w który miły Pan konsul wyraźnie napisał, że przysługuje nam wiza TYLKO na 3 miesiące. Ponieważ fax przyszedł po tym jak już wkleili nam 6 miesięczną wizę konsul z Katmandu zmienił na niej datę. Wiedząc że w takim układzie wiza jest dla nas bezużyteczna wkurzeni maksymalnie odmawiamy przyjęcia paszportów i prosimy o rozmowę z owym konsulem. W pierwszym momencie Pani się waha ale jak widzi że Roman kipi ze złości dzwoni i po chwili zjawia się konsul. W pierwszym momencie nie rokuje to dla nas pozytywnego finału, konsul ma papier, na którym czarno na białym napisane jest, że nie może nam wydać żądanej sześciomiesięcznej wizy, my jednak twardo tłumaczymy, iż przy złożeniu wniosku urzędnik wpisał sześciomiesięczną i że jeżeli nie moglibyśmy takiej wizy uzyskać staralibyśmy się za 2 miesiące przed wyjazdem do Indii. Zażądaliśmy anulowania tych już wbitych trzymiesięcznych wiz i zwrotu kosztów, konsul na to że nie mogą zrefundować kosztów i że możemy starać się ponownie w innym terminie. My na to, że to jego biuro popełniło błąd i nie mamy zamiaru za to znowu płacić. Czterdzieści pięć minut trwa nasza rozmowa i tłumaczenie zaistniałej sytuacji. W końcu konsul widząc naszą determinację ponownie zmienia datę w paszporcie i podpisując zmianę oddaje nam paszporty. Mamy upragnioną wizę pokreśloną w kilku miejscach, która wygląda nieco na podrobioną. Liczymy na to, że jak gdzieś ma to przejść na sucho to właśnie w Indiach jako plan B mamy numer telefonu do konsula w Katmandu i niech on sam się tłumaczy z bazgrołów w naszych paszportach.

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Nepal and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s