W okolicy stolicy – warte uwagi Świątynia Kali i Bhaktapur

W samym Katmandu można spędzić przynajmniej tydzień i się nie nudzić, a oprócz samego miasta Dolina Katmandu ma także wiele do zaoferowania. My będąc w stolicy wybraliśmy kilka okolicznych miejsc, które wydały nam się ciekawe i warte zobaczenia.

Pierwszym była świątynia poświęcona hinduskiej bogini Kali – bogini przemijania i śmierci, w której dwa razy w tygodniu odbywają się rytuały składania ofiar ze zwierząt na cześć patronki. Wzdłuż drogi prowadzącej do miejsca kultu rozstawione są stragany, na których można kupić żywe zwierzęta lub koszyczki wypełnione owocami, kwiatami, słodyczami i innymi drobnymi darami, które zostawia się w świątyni. Wierni tłumnie przybywają od samego rana dzierżąc pod pachą koguta, kaczkę, kozę czy owcę na sznurku, a podobno okazjonalnie nawet bawoła. Ustawiają się w kolejce, by przed ołtarzem kapłan, który jest też wprawionym rzeźnikiem jednym sprawnym ruchem ściął głowę zwierzęciu.

kolejka do świątyni Kali

Hindusi wierzą, że poświęcając zwierzę odpędzą od siebie złe moce i zapewnią sobie i swej rodzinie pomyślność, szczęście, zdrowie i majątek. Krew prosto ze zwierząt wylewana jest na ołtarz, kolejni wierni bosymi stopami brodzą w jej kałużach, a mdlący zapach śmierci unosi się w powietrzu. Przyglądając się całej ceremonii ma się co najmniej mieszane uczucia. My przed zobaczeniem całego obrzędu obawialiśmy się, że martwe zwierzęta są zostawiane przed ołtarzem, ale na szczęście, niema marnotrawstwa i każda kura czy koza bez głowy jest zabierana do zjedzenia w domu, lub na miejscu oprawiana i przyrządzana na grillu na okolicznych wzgórzach. Rocznie w świątyni zabija się dziesiątki tysięcy zwierząt.  Przed ścięciem zwierzęta myte są w rzece przepływającej tuż obok świątyni, na brzegu której, na placyku siedzą Shadu błogosławiąc wiernych i ozdabiając ich czoła tiką, a wszystko odbywa się w przy setkach płonących lampek ze zwierzęcego tłuszczu i zapachu kadzideł. Hindusi do Dakshinkali pielgrzymują także po to by się zwyczajnie pomodlić i przekazać bogini swe prośby.

W okolicy Dashinkali, a dokładniej w Pharping jest też kilka innych świątyń i klasztorów, więc po zobaczeniu ofiarowania zwierząt postanowiliśmy też je odwiedzić. W jednym z klasztorów po zwiedzeniu głównej stupy, poniekąd zostaliśmy zaproszeni a poniekąd sami się wprosiliśmy na obiad z mnichami do przyklasztornej stołówki. Gdy po posiłku chcieliśmy za niego zapłacić, kucharz stanowczo odmówił, gdyż potraktował nas jako gości. Dzień był ładny, humory dopisywały i w drogę powrotną do stolicy zdecydowaliśmy się pojechać na dachu jednego z rozklekotanych autobusów. Robiąc uniki przed nisko wiszącymi kablami i gałęziami drzew po godzinie byliśmy z powrotem w Katmandu.

Bardzo interesującym miastem w Dolinie Katmandu jest Bhaktapur.  Średniowieczna zabudowa jest najlepiej zachowana w całym Nepalu. Nas trochę odstraszała opłata jaką trzeba uiścić za wejście na teren starego miasta, gdyż jak na warunki nepalskie jest ona dość wygórowana, jednak koniec końców wybraliśmy się zobaczyć tamtejsze perełki architektury i ani przez chwilę nie żałowaliśmy żadnej wydanej na wstęp rupi.  Baktapur ma trzy place otoczone wiekowymi budowlami, których  forma i zdobienia są naprawdę imponujące. Można podziwiać zarówno pięknie rzeźbione świątynie, budynki administracyjne jak i pięknie dekorowane okiennice i balkony zwykłych domów.

Przechadzając się brukowanymi uliczkami starego miasta zauważyliśmy, że mimo iż  jest ono dość mocno promowane jako jedna z głównych atrakcji w Dolinie Katmandu, to w przeciwieństwie do stolicy nie ma w nim aż tak wielu turystów, a każdy lokalny warsztat usługowy , czy sklepik nie został jeszcze przekształcony na sklep z pamiątkami. Ludzie pochłonięci są codziennymi obowiązkami, kobiety szyją, piorą, przesiewają mąkę, przędą na kołowrotkach nie zwracając uwagi na przyglądających się turystów. Wszystko wydaje się dużo bardziej autentyczne i mniej skomercjalizowane.

Znaleźliśmy też skwerek wokół którego wyrabia się gliniane naczynia i figurki, a suszy je na środku placyku. Milo było  poprzyglądać się lokalnym rzemieślnikom pracującym w warsztatach, którzy chętnie prezentowali swe umiejętności.

Życie w mieście toczy się własnym bardzo powolnym tempem, odnosi się wrażenie , że nikt się nigdzie nie spieszy, a panujący klimat jest bardzo sielski. Jest to bardzo miła odskocznią od zwariowanej stolicy, a my bardzo żałowaliśmy, że na następny dzień mieliśmy już kupione bilety na autobus i musieliśmy jechać dalej, gdyż bardzo chętnie spędzilibyśmy tam kilka dni.

Reszta fotek znajduje się tutaj.

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Nepal and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s