Welcome to ‘incredible’(???) India!!!

Nadszedł czas ruszyć dalej mimo, iż bardzo niechętnie wyjeżdżaliśmy z Bardi poniekąd nie mieliśmy wyboru, gdyż po prostu skończyły się nam pieniądze, a najbliższy bankomat oddalony był o 120km.  Spakowaliśmy dobytek i udaliśmy się do najbliższego przejścia granicznego między Nepalem a Indiami – Jumlah-Rupiah Bazaar. Do Indii wjechaliśmy niemalże po ‘królewsku’ na rikszy jadąc wąską ulicą, po której w tą samą stronę zmierzały tłumy Nepalczyków na piechotę, na motorach lub końskich bryczkach obładowanych tobołkami.

Krótka wizyta w nepalskiej imigracji i już pojawiło się pierwsze pytanie o naszą niewydarzoną wizę (o czym mowa można przeczytać tutaj) po chwili wyjaśnienia urzędnik się uśmiechnął i wbił pieczątkę wyjazdową. Po kilkuset metrach zatrzymuje nas indyjski celnik i zadaje bardzo ciekawe pytanie: How much your country? (Ile kosztuje twój kraj?) chwila konsternacji , patrzymy po sobie i zaskoczeni z niedowierzaniem pytamy czy jest pewny ze właśnie o to chciał zapytać.  Mężczyzna kilkakrotnie powtarza to samo, my jednak z doświadczenia wiemy, że najczęściej pierwsze pytanie zawsze dotyczy kraju pochodzenia, więc odpowiadamy, że jesteśmy z Polski. Celnik zadowolony z odpowiedzi, bo przecież o to właśnie pytał uśmiecha się pod wąsem i życząc nam Szczęśliwego Nowego Roku mówi, że możemy jechać dalej. Jeszcze jedna rejestracja gdzie zauważyliśmy, że ostatni turyści przekraczali tą granice 10 dni wcześniej i dotarliśmy do imigracji indyjskiej, gdzie celnicy właśnie jedli lunch. Wszystko poszło gładko najwyraźniej taka wiza jak nasza musi mieścić się w normie🙂.

Jak to bywa z przygranicznymi miejscowościami pierwsze miasteczko w Indiach jakie przyszło nam odwiedzić pozbawione było najmniejszej szczypty uroku. Na dworcu autobusowym przywitała nas koza w t-shercie i mało pomocny tłum lokalesów.

Okazało się, że nie było w tym dniu autobusu, więc nie mieliśmy wyboru i wzięliśmy taksówkę do kolejnej miejscowości.  Jak już wynajmować samochód to z klasą i tak przez kolejne 6 godzin jechaliśmy na wygodnej kanapie w starym Ambasadorze z lat 60’ za podróż płacąc 20zł od osoby.

Do Lucknow stolicy prowincji Uttar Pradesh dotarliśmy już po zmroku, miasto wyglądało po prostu strasznie, ale dopiero następnego dnia rano uderzyło nas gdzie jesteśmy i nie miało to nic wspólnego z pięknymi migawkami z filmików promocyjnych ‘incredible India’. Miasto wygląda jakby miało się za moment rozpaść i jedyna myśl jaka przychodzi nam do głowy to zrzucić bombę i zbudować je od nowa. Tu i ówdzie można było zobaczyć niegdyś piękne kamieniczki w kolonialnym stylu, dziś jednak tak zrujnowane, że grożą zawaleniem. Na Subkontynent Indyjski czekaliśmy długo i po wygranej walce o sześciomiesięczną wizę zamierzamy cztery miesiące spędzić w tym kraju, a już kilkugodzinny spacer po mieście kompletnie nas wyczerpał. Po pierwsze przytłaczający tłum ludzi,  i nieustające uczucie, że jesteś pod obserwacją gapiących się, bez żadnej krępacji mężczyzn, kobiet na ulicach prawie nie widać. Po drugie niewyobrażalny syf, góry piętrzących się śmieci i odchody zwierząt na ulicach, które oprócz odrażających doznań wizualnych mocno wdzierają się w nozdrza, wszechobecny zapach moczu, gdyż wielu mężczyzn załatwia swoje potrzeby bez żadnej krępacji na ulicy wśród innych ludzi.

Jedyne pocieszenie to to, że aktualnie nie ma upałów, bo byłby to gwóźdź do trumny gdyby w 40C cały ten fetor zaczął parować. Jak na razie jest około 15C, a bezdomni i uliczni sprzedawcy grzeją się przy mini ogniskach palonych ze śmieci i wysuszonych krowich placków. Po trzecie wałęsające się krowy, szczury i masa bezdomnych wychudzonych psów żywiących się wyżej wspomnianymi odpadami.  Po czwarte kompletnie przypadkowe i dziwne wydarzenia i osoby, o których nie wiemy co myśleć. Mężczyźni chodzący z przewieszonymi  przez ramię karabinami, ‘pucy ucho’ zawód, którego jeszcze nigdzie nie widzieliśmy – facet oferujący czyszczenie uszu na ulicy oraz wąs przechadzający się z dwoma małpami w sukienkach na smyczy!

Idąc przez miasto cały czas trzeba patrzeć pod nogi na ulicę, gdyż chodników oczywiście nie ma, żeby nie wdepnąć w jakieś bagno lub zwierzę, obserwując również zwariowany ruch uliczny, żeby nie zostać potrąconym przez rikszę, zatykając uszy przed nieustającym trąbieniem kierowców. Zwiedzanie nabiera nowego wymiaru, wszystkie zmysły są cały czas na najwyższych obrotach. Zwracając swoją osobą uwagę wszystkich dookoła nie ma szans na wmieszanie się w tłum i swobodne anonimowe spacery po ulicach, ludzie proszą o zrobienie sobie z nami zdjęcia, w końcu biali chyba nie często tu zaglądają. Nie myślałam, że kiedyś to przyznam, ale najchętniej ukryłabym się w czarną muzułmańską burkę. To wszystko tylko w ciągu pierwszych 48 godzin a co się wydarzy w ciągu kilku następnych miesięcy? Nie możemy się już doczekać… , mając nadzieję, że gdy ruszymy dalej w głąb kraju, gdzie docierają turyści coś się zmieni. Niechętnie i po raz pierwszy to przyznajemy, ale póki co w Indiach nie mamy ochoty zapuszczać się w nieturystyczne tereny. Nasza koleżanka Magda kiedyś nam powiedziała, że Deli to odbytnica Indii, a dla nas jak na razie Lucknow zasługuje na takie właśnie miano i nie możemy sobie wyobrazić, że może być gorzej.

This entry was posted in Indie and tagged , , . Bookmark the permalink.

3 Responses to Welcome to ‘incredible’(???) India!!!

  1. Łukasz says:

    A ja myślałem że Waranasi było najbardziej syfiastym miejscem na tej planecie. Chyba będe musiał zrewiodowac swój pogląd, zwłaszcza pacząc na zdjęcie ulicy. A koza w koszulce wymiata! Powodzenia i szerokiej…!

    • gotyska says:

      Waranasi jest silnym kandydatem w kategorii najbardziej syfiastych miejsc na świecie, chodząc po gatach brało na wymioty…jednak Lucknow był pierwszym tak koszmarnym miastem i to wspomnienie pozostanie w naszej pamięci na zawsze… pozdrawiamy🙂

  2. Marek says:

    Krowa w t-shirtcie zabija.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s