Waranasi – życie nad Gangesem…

Waranasi to jedno z siedmiu świętych miast dla wyznawców hinduizmu, położne nad Gangesem przyciąga tysiące pielgrzymów. Najciekawsza jego część to właśnie nabrzeże wzdłuż, którego kilometrami ciągną się ghaty – szerokie schody i świątynie schodzące wprost do wody i wąskie uliczki starego miasta ze sklepikami oferującymi sari, czaj, owoce i wiele religijnych dewocjonaliów. Uliczki te to swoisty labirynt, w który bardzo łatwo i szybko traci się orientację. Garkuchnie ustawione na każdym rogu kuszą zapachami, ale mieszająca się z nimi woń moczu i leżące wszędzie odchody krów, psów, a także ludzi odrzucają bardzo skutecznie wdzierając się w nozdrza. Można poobserwować ludzi przy codziennej krzątaninie, kobiety podczas zakupów czy też te zbierające i suszące krowie placki, które są świetnym materiałem opałowym.

Ghaty od setek lat spełniają bardzo wiele ważnych funkcji zarówno dla pielgrzymów jak i dla mieszkańców samego Waranasi.  Ci pierwsi przyjeżdżają tam z najodleglejszych zakątków Indii, aby zażyć rytualnych kąpieli w Matce Gandze jak sami nazywają rzekę. Kąpiących widzi się przez cały dzień, a same zanurzenie w wodach Gangesu jest dla hindusów oczyszczeniem się z grzechów i pomaga w osiągnięciu Mokszy czyli wyzwolenia się od kolejnych reinkarnacji. Mężczyźni wchodzą do wody tylko w bieliźnie, natomiast kobiety w sari. Zanurzają się cali wraz z głową, a także nabierają wody w złożone dłonie i ją piją.

Po rytualnych ablucjach siedzą na kamiennych schodach i medytują lub rozmawiają wpatrzeni w nurt wody.  Mieszkańcy świętego miasta przybywają nad Ganges nie tylko, żeby oczyścić duszę ale także ciało, przynosząc z sobą mydło, szampon, a nawet pastę do zębów. Traktują to miejsce jako miejską łaźnię. Co kilka metrów porozstawiane są stanowiska lokalnych fryzjerów oferujących golenie i strzyżenie. Nad Gangesem kąpie się też krowy i bawoły a także robi i suszy pranie, buduje łodzie, które następnie zabierają turystów i pielgrzymów na mini rejsy, gra w krykieta, puszcza latawce, modli no i oczywiście kremuje zwłoki. Lokalni chłopcy – mali poszukiwacze skarbów, bardziej z biedy niż z pasji stoją po kolana zanurzeni w wodzie i wrzucając do niej magnesy na sznurkach próbują wyłowić monety lub elementy biżuterii zgubione przez kąpiących się, czy też niezauważone i zmiecione do wody z popiołami pokremacyjnymi.

Wielu hindusów przeczuwających nadchodzący koniec żywota przyjeżdża właśnie do Varanasi by tam umrzeć i by ich ciała zostały spopielone nad rzeką. Stosy pogrzebowe płoną nieustannie w dzień i w nocy, a rocznie kremuje się czterdzieści pięć tysięcy ciał. Jak wygląda cały rytuał? Po śmierci goli się włosy i brodę, ciało zostaje umyte, a następnie namaszczone wonnymi olejami, miodem i jogurtem. Następnie owija się je w biały całun i odprawia żałobne mantry. Zmarły kładziony jest na bambusowych noszach i kondukt żałobny składający się wyłącznie z mężczyzn wyrusza przez miasto nad świętą rzekę. Kobiety zostają w domach, nie mają prawa uczestniczyć w ceremonii, gdyż za bardzo lamentują, co może przeszkodzić ciału i duszy w tej ostatniej drodze, a także zdarzały się przypadki, że zrozpaczone matki, czy żony rzucały się na płonące stosy swych dzieci czy mężów i same też płonęły żywcem. Gdy procesja dociera nad Ganges do jednego z kilku ghatów przeznaczonych do kremacji najpierw ciało zabierane jest na brzeg, by po raz ostatni obmyć mu głowę świętą wodą i wypełnić nią usta. Następnie rodzina musi dobić targu ze sprzedawcami drewna. Na jeden stos potrzeba go od 200 do 300kg. Drewno nie jest tanie i często rodzin nie stać na zakup takiej ilości, co powoduje niekompletne spopielenie zwłok. W zależności od tego kto umiera podpalenia stosu dokonuje najstarszy syn, najmłodszy syn lub mąż. Najpierw idzie on ogolić głowę i brodę i przebrać się też w białe szaty. Gdy stos jest już ułożony mężczyzna idzie po święty ogień, według legendy rozpalony trzy tysiące lat temu przez boga Shiva, który nad Gangesem spalił swą matkę.  Gdy stos zaczyna płonąć mężczyźni odsuwają się by obserwować i odprawiać mantry, a pilnowaniem paleniska zajmują się pracujący w ghacie ludzie z najniższej kasty i to właśnie oni wykonują resztę pracy. Stos przeciętnie płonie około czterech godzin a następnie pozostałości czyli popioły a czasami resztki niespalonego ciała są zmywane wprost do Matki Gangi. Przed zmyciem popioły przeszukiwane są przez pracowników w celu wydobycia nich monet, złotej biżuterii czy zębów co jest jedyną zapłatą dla pracowników. Nie wszyscy jednak potrzebują spopielenia, by oczyścić się z grzechów. Są przypadki takie jak: śmierć świętego męża shadu, kobiet w ciąży, dzieci poniżej trzynastego roku życia, chorych na trąd czy ukąszonych przez kobrę królewską, którzy uważani są za wolnych od grzechów i ich ciała zabierane są łodzią na środek rzeki i wrzucane do wody.

Jest to święte miejsce, lecz czasami ma się wrażenie jakby spacerowało się po wysypisku śmieci, dbałość o zachowanie czystości nie istnieje. Brak publicznych toalet powoduje, iż pielgrzymi często załatwiają swe potrzeby wprost na schodach ghatów, więc spacerując trzeba uważać na miny. Czystość wody w samym Gangesie pozostawia też wiele do życzenia. Nie jesteśmy w stanie uwierzyć, że kąpiący się nie łapią żadnych chorób w wodzie do której spływają bezpośrednio miejskie ścieki, pływają ludzkie szczątki, wyrzucane są zdechłe zwierzęta…. Przeczytałem kiedyś, że wody Gangesu są bardzo bogate w srebro, które nie pozwala na rozwój w nim bakterii, jednak oficjalne raporty alarmują, że w pewnych miejscach skażenie wody przekracza dopuszczalne normy o ponad trzysta tysięcy razy!

Warto wybrać się na wycieczkę łodzią wzdłuż ghatów, skąd pięknie widać niesamowitą zabudowę nabrzeża.

Bardzo ciekawa do zobaczenia jest też wieczorna Punja – ceremonia oddania czci rzece – świętej matce. Odbywająca się codziennie po zachodzie słońca przy akompaniamencie dzwonków, śpiewów i bębenków. W głównym Ghacie ustawiony jest ołtarz i siedem stanowisk, na których wyznaczeni do tego mężczyźni odprawiają ofiarowania i błogosławieństwa na cztery strony świata. Jest dużo ognia, kadzideł i kwiatów, a cała atmosfera wydaje się być bardzo podniosła.

Niewątpliwie Varanasi  jest miejscem wartym polecenia i odwiedzenia, ale nie można się nastawiać, że poczuje się klimat Wenecji. Trzeba się uzbroić w nieco cierpliwości do wszechobecnych bezdomnych i żebraków i asertywności w stosunku do naganiaczy proponujących kilka razy na minutę wycieczkę łodzią lub masaż.

Nam mimo iż staraliśmy się uważać na jedzenie to niestety nie udało się uniknąć zatrucia pokarmowego. Żołądki się zbuntowały i trzeba było spędzić kilka dodatkowych dni aby dojść do siebie. Wielu poznanych przyjezdnych borykało się z podobnym problemem i uważamy, że ciężko jest go uniknąć w mieście gdzie ‘świętej wody’ często używa się w kuchni, może nie do gotowania ale do mycia.

Reszta fotek znajduje się tutaj.

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Indie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s