ROK W DRODZE jak na spowiedzi wszystko OD A DO Z!

A jak Azja. Naszym domem przez ostatnie 12 miesięcy była Azja. Wszechogarniający chaos, gdzie można znaleźć logikę, a wszystko w  jakiś przedziwny sposób ma swoje miejsce.  Ten kontynent to przede wszystkim tłum, nowe smaki i zapachy, te drugie nie zawsze miłe dla nosa. Ukochane przez nas bazary i targi oraz życie toczące się na ulicach. Kontynent, który wciąż niemal każdego dnia, nie przestaje nas zadziwiać i zachwycać i dlatego nasz pobyt w Azji nieco się przedłuża.

B jak Budżet. Może łatwo wymknąć się spod kontroli i trzeba na niego uważać. Jeżdżąc tanio trzeba rozsądnie wybierać gdzie się śpi, czym się przemieszcza, co się je i co chce się zobaczyć, gdyż oferta jest ogromna, ale zawsze można znaleźć coś na każdą kieszeń. Jeśli  chodzi o nocleg i transport to przeważnie wybieramy jedną z najtańszych opcji, na jedzeniu  nie lubimy za bardzo oszczędzać, co nie znaczy że bujamy się po ekskluzywnych restauracjach,  lubimy spróbować regionalnych specjałów i nie żyjemy o ryżu i wodzie🙂 Zjadacz budżetu to zabytki i atrakcje turystycznie i w tym przypadku również jeżeli coś nas interesuje to bez wyrzutów sumienia płacimy za bilet. Jeździmy za własne oszczędności i comiesięczny dochód z wynajmu mieszkania.  Nie stresujemy się kasą, wydajemy ją rozsądnie i według własnych potrzeb.

C jak Czas. Czas jest jedyną z rzeczy jaką mamy bez ograniczeń i im dłużej jeździmy tym bardziej sobie uświadamiamy że jest on dla nas najcenniejszy.  W drodze każdy dzień to weekend, najczęściej nie wiemy jaka jest aktualna data ani dzień tygodnia. Mając nielimitowany czas możemy pozwolić sobie na zostanie w danym miejscu parę dni dłużej i trochę lepiej je poznać , nawet gdy na pierwszy rzut oka nie rokuje ono najlepiej, bez pośpiechu i stresu, że trzeba ruszyć dalej, bo czasu nie starczy. W Azji czas postrzegany jest inaczej, nie ma wielkiego pośpiechu i nikt się nie dziwi, że autobus czy pociąg przyjeżdża kilka godzin spóźniony.

D jak Dom. Rodzina, przyjaciele którzy znają nas na wylot, wygodne łóżko, pachnące lenorem ręczniki, pościel i pranie, bieżąca woda, kąpiel w wannie!  To coś co zawsze jest miło wspomnieć i na chwilę zatęsknić w sytuacji kiedy jesteśmy w hotelu trzeciej kategorii po ścianie pełznie karaluch, aktualnie jest przerwa w dostawie prądu, a w łazience wybija kanalizacja. Tęsknota za fizycznym aspektem domu dopada nas jednak bardzo rzadko. Aktualnie posiadamy nasz dom na plecach w postaci dwóch ‘garbów’. Dzięki Internetowi kontakt z najbliższymi jest częsty i regularny więc na bieżąco jesteśmy ze wszystkimi nowinkami.  Generalnie nie tęsknimy,  gdyż tak wiele się dzieje, że zwyczajnie nie ma na to czasu, a robimy to co sprawia nam największą przyjemność!

E jak Emocje. Przede wszystkim nie odczuwamy stresu i ogólnej spinki związanej z życiem codziennym, obowiązkami zawodowymi i innymi problemami.  Nasze dylematy sprowadzają się do tego gdzie chcemy dalej pojechać, co zobaczyć itp. Odcięliśmy się od normalnego codziennego trybu życia i to jest wspaniałe uczucie. Przez ten rok emocje były nieodłącznym naszym kompanem. Radość, zachwyt, euforia, zdziwienie, zaskoczenie, szok, żal, smutek, złość towarzyszyły nam codziennie. Z pewnością zdecydowanie więcej było tych pozytywnych, jednak mieliśmy chwile w których widziany  świat  przerażał  nas i stawiał w osłupienie. Wszelkie obserwacje poczynione w drodze niewątpliwie odciskają na nas swoje piętno. Z czasem zmienia się nasz punkt widzenia i światopogląd, nabieramy dystansu do zachodniego stylu życia, a szczeble na drabinie wartości zmieniają swe położenie.

F jak Fotografia. Pasja, która przeżywa swoją drugą młodość. Zakopana i zapomniana podczas ostatnich kilku lat pracy zawodowej, w końcu całkowicie mnie pochłonęła. Początkowo nieśmiało i z dystansem teraz coraz odważniej i z wielkimi emocjami i wypiekami na twarzy. To jest forma kolekcjonowania wspomnień, która najbardziej mi odpowiada, gdyż słowa i wpisy nie są moją mocną stroną. Mogę się całkowicie temu poświęcić, daleka droga do perfekcji, ale z każdym dniem coś nowego odkrywam i jest to mój osobisty sukces.

G jak Góry. Trekkingi  to jedna z najwspanialszych form spędzenie czasu i odpoczynku w drodze. Pomimo wysiłku fizycznego, a ten na wysokości powyżej 3500m n.p.m staje się coraz bardziej odczuwalny i nieraz brakuje oddechu nic nie uspakaja tak jak majestatyczne góry i widoki, które koją i uskrzydlają duszę. Wędrówki górskie to zdecydowanie nasz ulubiony outdoor i już ze zniecierpliwieniem czekamy na kolejne szlaki.

H jak Hello, where you come from? Pytanie które słyszymy najczęściej, czasem setki razy dziennie. Kiedy odpowiadamy: ‘We are from Poland’ od razu pada ‘yes, yes Holland’, na co my  powtarzamy ‘not Holland but Poland’ po raz drugi i tak można czasem kilka razy aż do skutku. Najśmieszniejsze pytaniu usłyszeliśmy od celnika na granicy Nepalsko-Indyskiej: ‘How much your country?’ (Ile kosztuje twój kraj?)Urzędnikowi chodziło o wyżej wymienione pytanie tylko akurat dobrał bardzo zabawne słowa i po prostu nas zatkało!

I jak Inspiracje. Do wyjazdu jedną z inspiracji była książka Kingi i Chopina „Prowadził nas los”, później było trochę podróżniczych portali i blogów, które utwierdziły nas w przekonaniu że chcieć to móc i mając trochę rozsądku i zapału spokojnie można sobie dać radę. W drodze inspiracje czerpiemy z historii napotkanych ludzi, nie tylko lokalesów ale właśnie innych podróżujących. Na poważniejsze wnioski przyjdzie odpowiednia pora, póki co dalej chłoniemy i doświadczamy.

J jak Jedzenie.  Maksyma Romka „na żołądku się nie oszczędza”.   Nie ma co ukrywać że lubimy jeść. Kuchni azjatyckiej próbowaliśmy już długo przed wyjazdem, a niektóre dania stale przyrządzaliśmy na obiady czy kolacje. Niedawno uświadomiliśmy sobie ile w Polsce się je mięsa. Kto wyobraża sobie kanapkę bez wędliny, grilla bez smażonej kiełbaski, obiadu bez kotleta czy tatarka do wódeczki. Przez ostatnie 12 miesięcy mięso jedliśmy właściwie bardzo rzadko całe Chiny, Nepal i Indie (łącznie 9 miesięcy) to prawie w ogóle. Już nawet krakowska i bigos nam się nie śni, czasem tylko brakuje domowego smaczku typu ogórek małosolny, czy śledź w occie. Odkryliśmy niezliczoną kombinację warzyw, przypraw, oryginalne sosy i przekąski, które na pewno wejdą do naszego menu po powrocie. Wszelkie nadmorskie miejscowości to zawsze raj dla podniebienia, bo owoce morza i ryby bardzo lubimy. Kulinaria to ogromna część naszej podróży i zawsze staramy się dbać o doznania dla naszych kubków smakowych. Jedna mała troszkę głupiutka dygresja  – jako czokoholik było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, że w Azji nikt się czekoladą nie zachwyca i w niektórych krajach po prostu jej nie ma😦

K jak Kultura. Przyjeżdżając do nowego miejsca, czy kraju staramy się nie mieć oczekiwań, lecz po prostu chłonąć to co nas otacza. Nie staramy się zrozumieć odmienności kultur czy religii, gdyż nawet kilka miesięcy spędzone w danym kraju nie wystarcza żeby to zrobić, chcemy ich jak najwięcej doświadczyć żeby poczuć chociaż namiastkę codzienności ludzi z innych zakątków świata. Dzieje się wokół tyle, że czasem trzeba się na chwilę zatrzymać i znaleźć czas, żeby móc to sobie przemyśleć, przeanalizować i  poukładać w głowie. Staramy się uczestniczyć w festiwalach, obrzędach i bywać u ludzi w domu. Poza tym obserwujemy i zadajemy pytania, setki pytań o wszystko…

L jak Ludzie. Ludzie niewątpliwie tworzą klimat miejsc i to najczęściej od nich zależy czy dane miejsce pozostaje na długo w pamięci. Reakcje i zachowania lokalnych mieszkańców w stosunku do nas mogą być naprawdę bardzo różne, od utożsamiania nas z bankomatem i płynącą strumieniami kasą po zaproszenia do domu, na kolacje czy zabawy weselne. Nigdy nie próbujemy nic na siłę, jednak jak pojawiają się okazje interakcji wychodzącej poza relacje na szczeblu klient – sprzedający, korzystamy z zaproszeń z wielką ochotą. Niewątpliwie bardzo pomocny jest w takich kontaktach język, i jeśli lokalni mówią choć trochę po angielsku to bardzo ułatwia to sprawę, gdyż na migi i bez zrozumienia niewiele się człowiek dowie. Podróżując codziennie kogoś się poznaje, z jednym zamienia się kila zdań, z kim innym jeździ przez kilka dni czy tygodni. Mamy grupę poznanych ludzi zarówno podróżujących dłużej tak jak my jak i mieszkających w miejscach, które odwiedziliśmy, z którymi jesteśmy w stałym kontakcie.

Ł jak Łał!!! O łał, mega, super, ale baja, och, ach, no nie wierze, masakra, powala… czasem tylko tyle umiemy z siebie wykrzesać …

M jak MY. Para do pary😉 Spędziliśmy ze sobą 365dni praktycznie 24h/dobę i był to niewątpliwy sprawdzian naszego związku. Przed wyjazdem mieszkaliśmy ze sobą kilka lat, więc był czas żeby się poznać i dotrzeć, gdyż każdy związek to sztuka kompromisów i wrażliwości na potrzeby drugiej połówki. W normalnym życiu uzupełnialiśmy się doskonale i to sprawdza się również aktualnie w naszym życiu w drodze. Mamy ustalony podział „obowiązków”: Roman negocjuje ceny, szuka noclegów i dba o budżet, Gosia robi przeszukiwanie sieci, tysiące zdjęć i dba o to, żeby blog był aktualizowany. Czy mamy ochotę się czasem pozabijać? Oczywiście że mamy, jednak po gwałtownej burzy zawsze przychodzi słońce. Nie praktykujemy cichych dni i innych fochów, wszystko wyjaśniamy na bieżąco.

N jak Natura. Najbardziej w pamięci zostały nam widoki natury zapierającej dech w piersiach. Rajskie plaże, kaskadowe tarasy ryżowe, śnieżne szczyty gór i święte tybetańskie jeziora. W takich miejscach można zapomnieć o wszystkim, uwolnić umysł i kompletnie się zrelaksować i odpocząć. Piękno natury jest niesamowite i chłonie się je zupełnie inaczej niż piękno budowli, gdyż nie ma całej otoczki związanej z kramami z pamiątkami, naganiaczami, fotografami itp. Podziwianie natury niewątpliwie sprawia nam większą radość niż zwiedzanie zabytków i pozwala na kompletne odcięcie się i kontemplacje.

O jak Off the beaten track. Niezdobyte góry, drogi których nie ma i wioski w których nikt nigdy białego człowieka nie widział. Tak marzyłoby się wielu podróżującym, rzeczywistość jest taka, że turystyka dociera już prawie wszędzie i ciężko znaleźć jest miejsca nią nieskażone i autentyczne. Szukamy również mniej popularnych destynacji i parę perełek udało nam się znaleźć . Nie mamy jednak obsesji na punkcie jeżdżenia do miejsc, których nie ma na mapie i w żadnych przewodnikach. Nie wyobrażamy sobie nie zobaczyć tych najsłynniejszych miejsc bo ich popularność niewątpliwie często jest związana z ich wyjątkowości.

P jak Plan. Najlepszy plan to brak planu. Noclegów nigdy nie rezerwujemy, czasem nawet na dworzec jedziemy nie wiedząc kiedy jest autobus czy pociąg. Plan tworzy się z dnia na dzień, przed wjazdem do nowego kraju wytyczamy sobie punkty, które na pewno chcemy zobaczyć, ale nie mamy sztywnego plany, którego musimy się trzymać. W większości krajów azjatyckich oferta noclegowa i transportowa jest tak szeroka, że zawsze znajdzie się rozwiązanie czasem będzie mniej wygodnie i dłużej, jednak nigdy nie mieliśmy sytuacji że zostaliśmy bez wyjścia.

R jak Religia.  Podróżując po Azji religia i wiara ludzi jest nieodłącznym elementem oglądanego życia codziennego lokalnych mieszkańców.  Świątynie są wszędzie i na każdym kroku, religie przeplatają się ze sobą od buddyzmu i jego odmian, przez islam, chrześcijanizm, po hinduizm i inne mniejsze wierzenia regionalne. Jest ona dużo bardziej obecna w życiu ludzi niż w Europie, a często wokół niej ono się obraca. Staramy się zapoznać z głównymi maksymami poszczególnych wyznań i chętnie uczestniczymy w lokalnych świętach i obrządkach religijnych.

S jak Straty. Rok minął bez żadnych strat materialnych. Jedyną próbę kradzieży w Indiach przeszliśmy obronną ręką. Oprócz minimalnych zadrapań czy biegunek nic właściwie nam się na szczęście nie przytrafiło. Najwięcej straciliśmy kilogramów…razem 20kg bez diety i odmawiania sobie pyszności. Po prostu aktywny tryb życia i bez podjadania między posiłkami bo nie mamy na to czasu.

T  jak Targowisko. Bazary w Azji to nadal najpopularniejsza forma handlu. Kolorowe, pełne zapachów i smaków i najróżniejszych towarów. Uwielbiany chodzić i obserwować. Czasem kupujemy bo podobają nam się oryginalne pamiątki. Największa frajda to targowanie, najczęściej jak coś nam wpadnie w oko to Roman szlifuje swoją umiejętność zbijania ceny. Kupić nie musimy więc mamy tą przewagę i czasem odchodzimy z kwitkiem.

U jak Umiar. W drodze staramy się szukać złotego środka. W podejściu do budżetu zawsze próbujemy balansować wydatki i mimo, że czasem można by zaszaleć poskramiamy żądze bo i tak wyciągamy z każdego dnia bardzo wiele. Chcemy aby wydarzenia dalej nas zaskakiwały i cieszyły, nie byłoby chyba takiej frajdy jak zawsze można by mieć wszystko. Każdy tydzień jest pełen wrażeń, jak nie zwiedzamy miasta i pięknych zabytków, to jedziemy na prowincję lub lokalny market, wsiadamy na skuter, jedziemy za miasto na plaże, zobaczyć wodospad, chodzimy po górach, płyniemy łódką. Staramy się urozmaicać odwiedzane miejsca, żeby po prostu nie stracić werwy i zainteresowania.  Czasem śpimy w hotelu, jaskini mieszkalnej czy lądujemy na kanapie u lokalesa. Są dni kiedy chodzimy po ulicach i szukamy kontaktów z miejscowymi, a są dni kiedy potrzebujemy spokoju i wolimy gdzieś się schować i pomyśleć. To samo tyczy się transportu lokalny autobus, pociąg, w miastach czasem but, a czasem riksza. Mamy ten komfort, że nie musimy wszystkiego robić najtańszym kosztem jednak staramy się tego nie nadużywać i zawsze szukamy dobrej oferty.

W jak  Wielkie proszenie o kasę, czekoladę, cukierki i długopisy. W wielu krajach Azji żebraków spotyka się codziennie, dzieci, osoby starsze, matki z małymi dziećmi na rękach. Pieniędzy nie dajemy prawie nigdy, czasami idziemy do sklepu kupujemy coś do jedzenia i to wręczamy. Najmniej jak dotychczas proszących o pieniądze było w Chinach. Inna historia to proszący o kasę za zdjęcia, co np. w Indiach i Nepalu spotykaliśmy dość  często, lecz prawie zawsze przed zrobieniem zdjęcia osobie pytamy o zgodę i jeżeli pojawia się w odpowiedzi kwota, mówimy iż za zdjęcia nie płacimy i po prostu odchodzimy. Coraz więcej jest miejsc skażonych turystyką. Szlag nas trafia gdy dojeżdżamy do jakiejś małej wioski i po pięciu minutach obskakuje nas grupa maluchów lecz zamiast pozdrowienia krzyczy money, pen , chocolate! I tak bez przerwy, ale też bez skutku, ponieważ my nie rozdajemy ani kasy ani innych pierdów. Wolimy poświęcić kilka minut i pograć z dzieciakami, niż uskuteczniać rozdawnictwo. Te dzieciaki nie nauczyły się tego z książek, po prostu przyjeżdżają białasy z torbami cukierków czy długopisów i rzucają dzieciakom nie myśląc o konsekwencjach.

Z jak Zyski. Po roku naszych wojaży spokojnie możemy powiedzieć, że decyzja o wyjeździe była najlepszą jaką mogliśmy podjąć i gdybyśmy mieli zdecydować jeszcze raz to postąpilibyśmy dokładnie tak samo. Spełniamy nasze największe marzenie i celebrujemy każdy dzień. Póki co to ta nasza podróż to same zyski – żadnych strat!

To jedziemy dalej…pozdrawiamy wiernych czytaczy i dziękujemy za pamięć!

This entry was posted in Okoliczniściowo..., Reasumując... and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s