Chiny reasumując…

Trochę nam zajęło, żeby zebrać myśli na temat Państwa Środka. Podsumowanie naszych prawie czteromiesięcznych wojaży po Chinach okazało się trudniejsze i wymagało upływu pewnego czasu.  Przede wszystkim kraj ten dla nas to kompletnie inna kategoria i nie możemy porównać go do żadnego innego odwiedzonego państwa. Zróżnicowanie każdej prowincji, objawia się we wszystkich aspektach, począwszy od architektury, mniejszości zamieszkujących dany teren, po krajobraz, klimat i kulinaria. Można by wiele powiedzieć na temat sytuacji ekonomicznej, społecznej czy politycznej tego kraju my jednak chcemy wspomnieć głównie o naszych wnioskach z turystycznego punktu widzenia.

Turystycznie…

O pewnych aspektach już pisaliśmy we wcześniejszych wpisach, więcej informacje na temat transportu i cieniach podróżowania po Chinach można przeczytać we wskazanych linkach. Chiny to kolos, posiada 34 prowincje, z których każda jest inna, czasem ma się wrażenie że jest się w innym państwie. To co wykańcza to ogromne odległości wynikające z wielkości kraju i warto wziąć to pod uwagę planując trasę.

Turystyka w Chinach jest bardzo rozwinięta, grupą docelową promowanych miejsc są oczywiście Chińczycy i to z chińskimi turystami właśnie będziecie dzielić każdy spędzony  w trasie dzień. Nasze ulubione prowincje to zdecydowanie Syczuan i Yunan, w obu byliśmy po miesiącu i na pewno tam jeszcze wrócimy. Polecamy gorąco tą część kraju, przede wszystkim ze względu na możliwości trekkingowi, tybetańskie korzenie, dziewiczą naturę, różnorodność miast i odwiedzonych miejsc, które na zawsze pozostawiły w nas swój ślad. Zasada jest taka: jeżeli gdzieś trzeba długo jechać, iść, bo nie ma drogi dla autobusów, lub nocować w bardzo skromnych warunkach tym większa szansa, że nie jest to miejsce na trasie zorganizowanych chińskich wycieczek. W naszym przypadku takimi miejscami okazały się właśnie dwie wyżej wymienione prowincje. Całkiem inne doświadczenia mieliśmy jeżdżąc po wschodniej części kraju, jedyne tak zwane ‘must see’, które naprawdę bardzo nam się podobało to Wielki Mur. Poza tym na naszej trasie mieliśmy kilka nietrafionych postojów i do tej części kraju niekoniecznie będziemy wracać.

Noclegi…

W Chinach nocowaliśmy najczęściej w hostelach (International Youth Hostel, YHA China)  i jedno trzeba przyznać, że bardzo nam się one podobały. Uważamy że są na wysokim poziomie, zadbane i kolorowe,  dobrze przemyślane i dosłownie stworzone przez back pakerów dla back pakerów. Jak jedzie się na dłużej, warto wyrobić sobie kartę gdyż zawsze są zniżki. Zdarzały się również, że nocowaliśmy w typowych chińskich domkach z dziedzińcem pośrodku, jaskini mieszkalnej, domu fortecy, domu zakonnicy, schronisku tybetańskim wyposażonym w najbardziej zwariowane tradycyjne meble udekorowane wściekłymi kolorami, większość miejsc wspominamy bardzo miło i zdecydowanie był  to wielki plus podróżowania w Chinach. W Chinach, w większych miastach spaliśmy w dormitoriach koszty noclegów były najwyższe z dotychczas odwiedzanych państw, więc nie chcąc przekraczać średnio 10$ za nocleg dla dwóch osób, wybieraliśmy właśnie tą formę. Próbowaliśmy również trzy razy coucherfingu i okazało się, że jest to jedyny w swoim rodzaju sposób na poznanie innej kultury i wspaniałe doświadczenie. Są w Chinach bardzo tanie noclegownie i hostele, ale niestety tylko dla Chińczyków i nie przyjmują zagranicznych, podobno z powodu braku licencji.

Cenowo…

Ceny w Chinach poszybowały do góry po olimpiadzie w 2008 roku, koszty podróżowania nie są tak niskie, jakby się mogło wydawać, wszystko zależy od czasu jakim się dysponuje i co się chce zobaczyć. Transport w Chinach jest bardzo zróżnicowany. Jeżeli ma się dużo czasu można zaoszczędzić jeżdżąc najniższą klasą pociągów, jeżeli czasu szkoda, natomiast są pieniążki zawsze można zafundować sobie ekskluzywny pociągi lub samolot jednak wiąże się to z wysokimi kosztami. Najtańsze hotele dla chińczyków najczęściej nie przyjmują obcokrajowców  więc pozostaje szukanie najtańszych łóżek w hostelach dla turystów.

Jeśli chodzi o jedzenie to zawsze można znaleźć lokalną knajpę z tanim posiłkiem. Tego czego nie da się uniknąć to cholernie  drogie bilety wstępów. W Chinach jest mnóstwo miejsc, które uzyskały status dziedzictwa światowego UNESCO i co się z tym wiąże wysokie ceny wstępów. Jeżeli ktoś wybiera się do Chin i planuje głównie zwiedzanie zabytków i parków narodowych musi liczyć się z wyższymi kosztami(świątynie minimum 10$, parki 30-40$ za dzień), znacznie tańsze są góry, trekkingi zwiedzanie klimatycznych wiosek. Najlepszy jest balans, są miejsca które warto zobaczyć bez względu na cenę i tłumy (chiński mur, warto wybrać mniej popularny odcinek i koniecznie trzeba go zobaczyć) jest jednak wiele takich miejsc które są przereklamowane i są po prostu stratą czasu( dla nas żołnierze terakotowej armii). Pozostaje kupa mniej popularnych miejsc, które nie są drogie a gwarantują ciekawe przeżycia trzeba tylko poszukać i poczytać bo do wyjazdu do Chin warto się przygotować.

Komunikacyjnie…

Cóż nie będziemy ukrywać że Chiny to zdecydowanie największe wyzwanie pod względem komunikacji międzyludzkiej. Język chiński to po prostu czarna magia, tysiące znaków jak my to nazywamy krzaczków, które po pierwsze wyglądają tak samo, nie wiadomo co znaczą, są wszędzie i powodują tylko zamęt i chaos w głowie. Oprócz podstawowych zwrotów nie ma szans na załapanie jakichkolwiek innych podstaw. Chińczycy nie znają języków obcych, co stanowi nie lada utrudnienie.  Jak już ktoś się znajdzie ze znajomością chinglisha czyli angielskim w wersji chińskiej to ma się wrażenie, że się wygrało nagrodę na loterii. Pewnego razu kupowaliśmy bułki na parze z farszem, pytamy co to za farsz, kelner nie znał angielskiego więc używając translatora w telefonie przetłumaczył nam i wyszło „usmażona na głębokim oleju obślizgła osoba” o nic już więcej nie pytaliśmy i wzięliśmy wersję wegetariańską. Największą frajdą są wszystkie napisy i szyldy przetłumaczone na angielski w taki sposób że albo nie ma to sensu ale są takie błędy że można boki zrywać.

Nieznajomość języków obcych nie jest jedynym problemem w końcu w wielu krajach  nie wszyscy władają takimi umiejętnościami. W Chinach zauważyliśmy duże różnice w sposobie myślenia i tak zwany brak zdrowego rozsądku. Najprostsze czynności jak na przykład kupno biletu na pociąg stanowiły skomplikowane zadania i pochłaniały znacznie więcej czasu niż powinny. Chińczycy nie myślą abstrakcyjnie i ciężko uzyskać od nich pożądane informacje jeżeli nie włada się językiem chińskim.  My byliśmy przygotowani na szok komunikacyjny i zakupiliśmy przed wyjazdem mini słownik obrazkowy, który posiada 7000 zdjęć najważniejszych słów.

Z ciekawostek Chińczycy pokazują liczby w inny sposób. Od jeden do pięciu można pokazać tradycyjnie na palcach ręki, sześć to wyciągnięty mały palec i kciuk w geście przypominającym telefon komórkowy, siedem to trzy palce złożone opuszkami w dziubek . Osiem to kciuk i palec wskazujący ułożone pod kątek prostym przypominając pistolet, dziewięć to haczyk zrobiony z palca wskazującego, a reszta palców zaciśnięta w pięść i dziesięć to zaciśnięta pięść lub częściej spotykane dwa wskazujące palce z obu rąk skrzyżowane. Kto się wybiera niech uzbroi się w cierpliwość, gdyż na pewno się przyda🙂

Kulinarnie…

Temat którego jeszcze nie poruszaliśmy to jedzenie. Chińska kuchnia stworzona jest do jedzenia w grupach i opiera się na zasadzie dzielenia się daniami. W knajpkach czy restauracjach siedzi się przy okrągłych często obracanych stołach.  Każde danie to najczęściej kombinacja 2-3 składników: warzyw z mięsem, jajkiem lub tofu bądź samych warzyw podawana na osobnym talerzu, wszystkie dania stoją na środku stołu, a każdy ma przy swoim miejscu miseczkę z ryżem, konsumpcja polega na losowaniu pałeczkami wybranego dania ze wspólnych talerzy i zagryzania ryżem z własnej miseczki. Jeżeli idzie się samemu do jadłodajni można zamówić np.: zupę, bułki na parze lub makaron, resztę dań lepiej jeść w grupie ma się wtedy dużo większy wybór. Jedzenie może być bardzo ostre i w większości przypadków bardzo tłuste. Nawet prosta kombinacja jajko pomidor najczęściej pływa w szklance oleju. Pierwsze czego nauczyliśmy się po chińsku to stwierdzenie mniej oleju i tłuszczu.

Jeśli chodzi o jakość i smak jedzenia z tym może być bardzo różnie, czasem banalne kombinacje smakują wyświnicie, jednak według nas jedzenie ryżu przez tak długi okres z tymi samymi dodatkami może obrzydnąć każdemu. Zaletą jeżdżenia w różnych prowincjach jest różnorodność i regionalność potraw. Nam najbardziej przypadła do gustu pekińska kaczka i syczuański gorący kociołek, najlepszą przyprawą jest pieprz syczuański, który powoduje że język gilgocze. Bardzo przydatny podczas podróżowania jest dostęp do gorącej wody, każda stacja, knajpa, hostel a nawet sklep posiada stanowiska, gdzie można napełnić wrzątkiem butelkę z herbatą lub słynne zupki w instant dostępne w praktycznych kubełkach.

W Chinach nie jedliśmy prawie wcale mięsa. Po pierwsze Chińczycy jedzą wszystkie części zwierzęcia zaczynając od kości przez skórę i wszystkie wnętrzności, głowę z grzebieniem, na kurzych  łapkach kończąc, najprawdopodobniej wszystko wyląduje na twoim talerzu zamawiając potrawę z mięsem. Nam od samego patrzenia przechodził apetyt,  nie wspominając o rożnych rodzajach mięsa łącznie z psem, kotem i nie wiadomo czym jeszcze.  Najbardziej brakowało nam nabiału gdyż właśnie te wyroby nie są w ogóle popularne. Nasza wspólna miłość do sera, w każdej postaci niestety musiała poczekać na lepsze czasy.

Najciekawsze doświadczenie związane z jedzeniem to zdecydowanie zamawianie dań. W Chinach menu w języku angielskim widzieliśmy bardzo rzadko, więc w ciągu 120 dni spędzonych w tym kraju trzeba było sobie radzić inaczej. Na losowe wybieranie potraw nie mieliśmy specjalnie ochoty i cierpliwości, więc po prostu wchodziliśmy do kuchni patrzyliśmy co jest dostępne jakie warzywa są świeże i wskazując palcem pokazywaliśmy co chcemy zamówić. Najczęściej zamówienie składał Roman bo ja wolałam kuchni nie widzieć, po co psuć sobie apetyt😉

Chińczycy …

W dużych ilościach jedzą zupki chińskie i najróżniejsze dziwa w foliowych woreczkach, uwielbiają jeździć pociągami, palą i plują wszędzie dosłownie wszędzie!!! Kucają kiedy czekają, wpychają się do kolejek, są głośni, robią ogromną liczbę zdjęć z palcami ułożonymi w znak Victorii, grają w karty i różne inne gry planszowe, obowiązkowo mają butelkę na herbatę, jeżdżą na zorganizowane wycieczki…

Ekonomicznie…

Chiny to potęga gospodarcza i to już od kilku dobrych lat.  Jeżeli Chiny posiadałyby zachodnią kulturę pracy, technologie i procesy ich potencjał gospodarczy byłby niewyobrażalny. Według statystyk już w 2017 roku Chiny będą światowym liderem w produkcji wyprzedzając tym samym USA. Chiny to jeden wielki plac budowy, nowe osiedla, drogi, przebudowę ‘starych świątyń’ i wszelakich budynków o wielkim znaczeniu kulturowym można zauważyć wszędzie. Jadąc przez kompletne pustkowie, pola i wzgórza, nagle pośrodku wyłania się wielkie osiedle dwudziestopiętrowych bloków, kompletnie puste czekające na przesiedlenia ludzi z terenów wiejskich.  Shenzen miasto graniczne z Hong Kongiem z wioski stało się centrum przemysłowym i produkcyjnym Chin, w ciągu 30 lat z trzydziestu tysięcy mieszkańców powstała jedenastomilionowa metropolia. Jest to ewenement na skalę światową, ale tak w Chinach tworzy się wiele miast…

Politycznie …

Niewyobrażalne jest dla nas jak partia komunistyczna trzyma w ryzach cenzury, ograniczeń i łamania praw człowieka najliczniejszy naród na świecie. W Chinach zatrudnionych jest 300 tysięcy cenzorów, kształtujących granice dostępu do informacji dla przeciętnego chińczyka. Oczywiście mają lata praktyki i propagandy, jednak mimo wszystko pozostaje to dla nas wielką zagadką. Nie umiemy odnieść się do sposobu myślenia chińczyków, jest to niezrozumiałe jak się manipuluje ponad miliardem ludzi w dzisiejszych czasach. Bardzo kontrowersyjna sprawa Tybetu i niszczenie dziedzictwa kulturowego tego narodu zawsze będzie uwierać  jak drzazga pod paznokciem. Zawsze są dwie strony medalu i nie czujemy się kompetentni do oceny czy znalezienia złotego środka, który naprawi całe zło.  Jedno jest pewne gdyby nie polityka kraju, Chiny nie byłyby dziś potęgą gospodarczą….

Społecznie…

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat miliony ludzi przeniosło sie ze wsi do miast. Na wsiach można tylko zobaczyć ludzi starych i ewentualnie dzieci, wszyscy w wieku zdolnym do pracy szukają możliwości na lepszą przyszłość w miastach.  Co się z tym wiąże ludzie z terenów wiejskich muszą sprostać oczekiwaniom rodziców i rządu w nieustannej pogoni za dobrobytem. Obecna już od trzydziestu lat polityka jednego dziecka, również zbiera teraz swoje żniwo. Pierwszy efekt to rosnąca populacja kawalerów. W 2020 roku według statystyk w Chinach będzie 24 miliony mężczyzn, którzy nie będą w stanie znaleźć partnerek.  Jedynacy muszą zarobić na swoją rodzinę i pokolenie rodziców, a czasem i dziadków. Presja jest ogromna i jednym z problemów społecznych są coraz częstsze samobójstwa wśród młodych ludzi.  Kiedyś Chiny były najbardziej wyrównanym społeczeństwem pod względem zarobków dziś w Chinach występuje ogromna przepaść między najbogatszymi i najbiedniejszymi. W Państwie Środka rośnie coraz większa bogata klasa średnia i można to bardzo łatwo zauważyć zwiedzając chińskie atrakcje turystyczne widzac Chinczykow obwieszonych najwyzszej klasy sprzetem fotograficznych i masa innych elektronicznych gadzetow.  Chińczycy to społeczeństwo konsumpcyjne  i liczba centrów handlowych rośnie dramatycznie. Pogoń za pieniędzmi, dobrami materialnymi i dostatnim życiem jest większa niż gdziekolwiek indziej.

Jedno co bardzo nam się podobało w Chinach to życie towarzyskie ludzi starszych. W każdym mieście w parkach czy skwerach widzieliśmy starzyków uczestniczących w  lekcjach tańca, wspólnym śpiewaniu, grających w gry czy oddających się ćwiczeniom fizycznym.

Doskonały zestaw statystyk ukazujących Chińską pozycje na arenie gospodarczej jak również dane dotyczące społeczeństwa pod wieloma względami można znaleźć na stronie www.china-mike.com/facts-about-china/.

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Chiny, Reasumując... and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

6 Responses to Chiny reasumując…

  1. pojechana says:

    Bardzo ciekawe podsumowanie, ja wciąż nie mam odwagi by opisać swoje spojrzenie na Chiny w jednym tekście- może jak mi tu minie rok…😉

    • gotyska says:

      Chiny to temat rzeka, jedna z najciekawszych destynacji kompletnie inna kategoria🙂 Pewnie sama juz o tym dobrze wiesz. Pisz duzo i czesto zeby nie zapomniec o szczegolach🙂

  2. Kamila says:

    wszystko fajnie, ale jakoś nie widać w tekście radości; generalnie same narzekanie; Chiny to moje marzenie; pytanie: warto jechać czy nie? bo z relacji to nie wynika

    • gotyska says:

      Z podrozowaniem jest tak ze jest to bardzo subiektywna opinia Chiny sa ogromne wiec ciezko jednoznacznie wrzucic wszystko do jednego wora. Czy warto oczywiscie ze warto jest to jedyne w swoim rodzaju przezycie. szczegolnie jak jedzi sie samemu i trzeba zmierzyc sie z wielo aspektami samodzelnie. warto rowniez zapoznac sie troche z realiami zeby sie nie rozczarowac. to o czym pisze w podumowaniu to nie koniecznie narzekanie tylko obserwacje i to jak wedlug nas bylo. W porownaniu do wielu innych panst w Chinach jest kilka wyzwan jak trudnosci komunikacyjne, tlum ludzi, ceny wstepow. Jak pisalam nam podobal sie najbardziej Junnan i Syczuan na wschod Chin raczej nigdy nie wrocimy. Jezeli jest to Twoje marzenie to nie powinno Cie nic zniechecic do jego realizacji. Jak wrocisz podziel sie wrazeniami :0) Pozdrawiam i zycze milego wyjazdu.

  3. wyprawiaki says:

    Świetna relacja z pobytu w Chinach. Niektóre historie mrożące krew w żyłach (np. ceremonia pogrzebowa z udziałem sępów…). Myślimy o podróży po Chinach. Czy moglibyście napisać, które miejsca były według Was najbardziej niezwykłe, godne polecenia i chcielibyście tam wrócić? Pozdrawiamy! Kasia i Łukasz

    • gotyska says:

      Witam,
      Z tych czesci Chin, ktore udalo nam sie zobaczyc najbardzuej polecamy prowincje Junan i achodni Syczuan. W Junanie bardzo fajne bylo przejscie Wawozu skaczacego tygrysa, miasteczko Schangri La i Lijang( choc bardzo turystyczny) i trekking do wiosku Yubang(sprawdzcie na blogu. A jesli chodzi o zachodni Sychuan to Park Narodowy Yading no i instytut mnichow Larung. W sumie wszystkie wioski i maisteczka w Sychuanie zach. maja wspanialy tybetanski klimat. Poczytajcie na blogu wpisy z tych dwoch prowincji.
      Pozdrawiamy aktualnie z krainy kangurow!
      R&G

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s