Nieplanowany Ahmadabad…

Na hinduskie święto koloru – Holi nastawialiśmy się od samego przyjazdu di Indii i chcieliśmy wycelować tak, żeby spędzić je w Radżasthanie. Plan się jednak nie powiódł bo trasa nam się inaczej ułożyła. Będąc w Gudżaracie jedynym miejscem , gdzie Holi obchodzi się hucznie było Diu kiedy okazało się jednak, że nie mamy jak się tam dostać, naszym planem awaryjnym było dojechać do Ahmadabadu i spędzić święto z kimś lokalnym.

Szczęście mieliśmy ogromne bo udało nam się na ostatnią chwilę znaleźć couchsurfura i w miłym towarzystwie spędzić kilka dni. Chintan przyjął nas z otwartymi rękoma od pierwszej chwili, kiedy to o 5 rano zapukaliśmy do jego drzwi. Sympatyczna więź wytworzyła się miedzy nami od razu i to właśnie wizytę u niego w domu będziemy pamiętać najbardziej.Nie mieliśmy wielkich planów związanych ze zwiedzaniem miasta jednak dzięki zainteresowaniu i zaangażowaniu Chintana udało nam się zobaczyć ciekawe zakątki.

Samo Holi przeszło spokojnie walki na kolory odbywały się w mieszkalnej części miasta głównie rano. Nie było szału i zabawy bez żadnych granic, jak to się odbywa w innych miastach głównie na północy. My właściwie dopiero po południu wyszliśmy z domu i w drodze na lunch widzieliśmy umazaną młodzież i ulice ustrojone głównie różowym proszkiem. Była to doskonała okazja do dokumentacji jednego z najbardziej kolorowych festiwali, jednak spodziewać można się było wszystkiego i tak w ciągu 10 minut jeden z lekko podpitych chłopaków oblał mi farbą aparat więc lekko wnerwiona straciłam ochotę na zabawę.

Chintan pracuje w jednej z najsłynniejszych wyższych szkół na świecie IIM, mieliśmy okazje zwiedzić kampus i dowiedzieć się kilku ciekawych faktów o tym jak kształci się najwyższa kadra menadżerska na świecie. Miło było znowu poczuć klimat studenckich beztroskich lat…

W ciągu kilku dni całkowicie przestawiliśmy godzinny snu, najczęściej siedzieliśmy i gadaliśmy do późnych godzin nocnych tudzież wczesnych godzin rannych i spaliśmy w dzień. Nocne życie jako takie w Ahmadabadzie nie istnieje, ale istnieją nocne markety jedzeniowe, na których można popróbować lokalnych przysmaków i na które chętnie zabierał nas nasz gospodarz. To właśnie w jednej z restauracji, do której sami nigdy byśmy nie trafili, jedliśmy najlepsze tali w Indiach. Jedzenie w tym stanie jest słodko – ostre i mówi się, że jeżeli coś posypiesz cukrem to Gudżarati to zje🙂.

Gudżarat jest stanem, w którym urodził się Mahatma Gandhi, a właśnie w Ahmadabadzie znajduje się jego aśrama – Sabarmati, kilka budynków stanowiło kwaterę główną podczas długiej walki o niepodległość i to właśnie stamtąd w formie protestu w 1930 roku Gandhi wyruszył na słynny marsz. Obecnie aśrama przekształcona jest na muzeum poświęcone temu wielkiemu twórcy współczesnej państwowości indyjskiej. Odwiedzenie tego miejsca było dla nas ciekawą lekcją historii.

Chintan zaproponował nam zrobienie sobie porannej przechadzki po starej części miasta, która najlepiej odzwierciedla charakter dawnego Ahmadabadu. Wybrać się na nią mogliśmy z przewodnikiem-wolontariuszem, przesympatyczna dziewczyna pokazała nam urok zagubiony w wąskich uliczkach, ukryte pod ziemią świątynie, studnie, marmurowe wieże – karmniki dla ptaków, i labirynt sąsiadujących ze sobą domów z dziedzińcami, połączonych ze sobą sekretnymi przejściami.

Po spacerze postanowiliśmy się jeszcze wmieszać w tłum i podglądać handel i życie na lokalnych bazarach.

W ostatnie popołudnie zrobiliśmy również wspólną wycieczkę do Adalaj Vav niesamowitej, szczegółowo rzeźbionej i głębokiej na 5 pięter studni. Zbudowana w XV wieku wodna budowla, kiedyś stanowiła miejsce z którego pobierano pitną wodę, kąpano się i prano jak również  była ważnym punktem podczas festiwali i rytualnych obrzędów.

Z pozoru nieplanowany wypad do Ahmadabadu okazał się całkiem ciekawym i sympatycznie spędzonym czasem. Odwiedziny u Chintana miały bardziej charakter wizyty u starego znajomego, niż obcego gospodarza, było to bardzo wartościowe doświadczenie międzykulturowe. Ogromnie żałuję, że nie zrobiłam żadnego zdjęcia Chintanowi, żeby wam pokazać tego wyluzowanego, wesołego przystojniaczka…

Reszta fotek tutaj.

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Indie and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s