Zaobserwowane w Indiach…

Czy łatwe jest życie świętej Krowy?Jednym ze stałych elementów krajobrazu w Indiach są krowy. W miastach zwierzęta można spotkać w najróżniejszych miejscach:  w wąskich uliczkach, na bazarach, przy świątyniach. Mają wstęp wszędzie. Zgodnie z  hinduistycznymi pismami świętymi, krowa powinna być traktowana jako jedna z siedmiu matek człowieka, gdyż jako dawczyni mlek astaje się jego karmicielką. Mućki posiadają specjalny status, a hindusi starają się im zapewnić ochronę, co przejawia się łagodnym traktowaniem, oraz powstrzymaniem się od spożywania wołowiny. W siedmiu stanach w Indiach za zabicie krowy grozi więzienie, a potrącenie zwierzęcia na drodze gwarantuje złą karmę na długi czas. Krowy, które dają mleko posiadają właścicieli jednak wypasane na ulicach miast najczęściej pozostawione same sobie wałęsają się wszędzie bez celu i nadzoru. Rano zwierzęta dostają porcje trawy, jednak przez resztę dnia można je zobaczyć jak jedzą śmieci, papierowe opakowania a nawet plastik i dlatego mówi się że w Indiach krowy dają mleko od razu w kartonowych pudełkach, czy plastikowych butelkach.

Miejskie zoo. Oprócz wyżej wspomnianych krów, na ulicach miast i metropolii można spotkać bezdomne psy najczęściej w bardzo złym stanie, wychudzone, z obdartym uchem i wygryzioną sierścią, kozy, świnie, kury, małpy i szczury. Cały zwierzyniec koegzystuje z masą ludzi i setkami pędzących taksówek,  riksz , motorów i rowerów. Najczęściej zwierzęta gromadzą się wokół śmieci i wyżerają co się da. Najbardziej szokujące co widzieliśmy to jak pies zjadał innego zdechłego psa! Obrazek dalej mamy przed oczami…

Diabelski makijaż. Niemowlęta i dzieci w Indiach bardzo często można zobaczyć z pomalowanymi na czarno oczyma. Początkowo było to dość zaskakujące, gdyż każda kobieta wie ile sprawności wymaga namalowanie czarnej kreski konturówką co dopiero brać takiego malucha i mu oczy przystrajać. Poza tym w jakim celu takie zabiegi. Pytaliśmy kilka osób i odpowiedzi znalazło się kilka. Po pierwsze czarna maź używana do malowania podobno jest z migdałów i ozdabianie oczu ma zapewnić zdrowie i piękny migdałowy kształt oka. Po drugie ma zapobiegać  siadaniu much w okolicach narządu wzroku. Po trzecie po prostu dla ozdoby.

Taki oto Paan. Malutkie stanowiska niemalże na każdej ulicy głównie w północnych Indiach sprzedają zielone liście w kształcie serca z niespodzianką. Wersji jest kilka ale najczęściej Pann to rozdrobniony orzech areca, pasta na bazie wapna,  katha (brązowa pasta), przyprawy: kardamon, nasiona kopru i anyżku również słodkie dodatki: kokos, dżem z róży, cukier, migdały, bakalie wszystko zawinięte w  liść betelu. Na specjalną prośbę dodaje się tytoniu.  Mężczyźni chętnie kupują i całe zawiniątko pakują w całości do buzi po czym powoli żują. Po chwili pojawia się piękny czerwony uśmiech i strumień zafarbowanej śliny ląduje na ścianie lub chodniku. Pann neutralizuje smak, odświeża oddech oraz wspomaga trawienie. Najczęściej żuje się go po posiłku. Z tymi efektami zdrowotno-ożeźwiającymi  to trzeba uważać, gdyż orzech areca ma właściwości rakotwórcze, a tytoń uzależnia. Paan ma długą tradycję i duże znaczenie podczas ceremonii i wydarzeń kulturalnych często oferowany jest przyjezdnym jako oznaka gościnności.

Brud i smród. Spacer po ulicach Indyjskich miast często do najmilszych nie należy. Oprócz wspomnianego zwierzyńca pozostawiającego wszędzie odchody, dochodzą śmieci i odpady różnych kategorii. Unosząca się woń uryny, kanalizacji i stęchlizny czasem powoduje odruch wymiotny. Latający kurz sprawia, że po godzinie stopy i paznokcie są czarne i ciężko je domyć pumeksem. W Indiach przechodziliśmy najróżniejsze choroby i infekcje: zatrucie pokarmowe, które męczyło mnie 2 tygodnie, anginę ropną, bóle głowy i brzucha, nudności i wymioty. Nic poważnego się nie przytrafiło jednak przez jakiś czas po tym jak wjechaliśmy do Indii nie mogliśmy dojść do siebie i ciągle się coś nas czepiało.

Bieda. W każdym mieście w Indiach widzieliśmy rejon gdzie ludzie żyją w bardzo prowizorycznych namiotach, schronieniach z kartonów lub po prostu na ulicy. Biedę widać wszędzie. Codziennie jesteśmy proszeni o pieniądze kilkanaście, kilkadziesiąt razy. Żebrzą wszyscy dzieci, matki z dziećmi, kalecy, ludzie starsi. Widzieliśmy odurzających się klejem młodych mężczyzn i dzieci. W Indiach około 40% społeczeństwa żyje poniżej linii ubóstwa czyli żyją za mniej niż 1.25$ dziennie. W Bombaju znajduje się największy w Azji slums Dharavi, w którym mieszka milion ludzi. Jest to jednak wyjątkowy twór ludzie z różnych części Indii, którzy osiedlili się właśnie tam i w ten sposób powstało tysiące małych warsztatów i fabryk. Szacuje się, że roczny obrót pochodzący z biznesów tego slumsu wynosi niebagatelne 665 milionów dolarów.

Pomysł na biznes. Bardzo oryginalne zawody, których dotychczas nie widzieliśmy nigdzie indziej.  Osobisty czyszczacz uszu wyposażony w metalowe pudełko pełne waty i długi cienki patyk lub drut usługa 10 rupii(60gr). Wypożyczanie kijów do odganiania małp, 10 rupii(60gr) za sztukę. Oszust kapłan, za wymyślony rytuał kasuje 300 rupii. Bardzo często widzi się również sprzedawców słynnego masala chai– słodkiej herbaty z mlekiem, przyprawami imbirem i kardamonem. Pyszny napój podawany w malutkich szklaneczkach (6 rupii(35gr) za porcję) zawsze poprawia nastrój i bardzo uzależnia🙂

Zamiast miętówki. Po posiłku razem z rachunkiem w restauracjach podawane są ziarenka kopru, anyżku i cukier w kryształkach. Parę ziarenek przyjemnie neutralizuje smak w ustach i wspomaga układ trawienny. Na marketach można kupić  gotowe mieszanki ziół i cukru, które wyglądają jak malutkie kolorowe koraliki.

To się nie mieści na głowie. Kobiety na terenach wiejskich zawsze można zobaczyć z ogromnym ładunkiem na głowie. Najczęściej transportują stosy patyków, jakieś zielsko czy miskę z praniem. Nie jest to jednak domena kobiet tylko z tych regionów, w miastach równie często jest to sposób na noszenie codziennych zakupów, czy torby podróżnej. Do utrzymania równowagi najczęściej używa się specjalnego krążka, który najpierw kładzie się na głowę, a dopiero później tobołek z zakupami, worek ziemniaków czy metalową skrzynkę bo też takie obiekty widzieliśmy.

Ludzka maszyna do prania. W Indiach pierze się ręcznie w rzekach, jeziorach i w zasadzie w każdym większym zbiorniku wodnym.  Na brzegu można zauważyć specjalne stanowiska z kamiennymi płytami  przygotowane dla praczy czy praczek. Ubrania suszy się później na gatach lub na rozwieszonych specjalnych sznurkach. Piorą osoby prywatne jak i zatrudnieni pracownicy pralni. Jak później się łapią co do kogo należy to pozostaje zagadką. Oddając swoje pranie płaci się za każdą sztukę i trzeba liczyć się z tym, że niekoniecznie wszystko dostanie się z powrotem.

Przestrzeń osobista.  W Indiach zjawisko przestrzeni osobistej nie występuje! Wszechogarniający tłum ludzi nie daje wytchnienia nawet na chwilę. Indusi korzystają z okazji i lubią łapać za pośladki a czasem i dotykać piersi turystek.  Na dworcach można skorzystać ze specjalnej kolejki dla kobiet bo w męskich między stojącymi facetami nie wcisnęło by się nawet szpilki. W jakimkolwiek transporcie publicznym liczba miejsc jest tylko umowna, bo na siedzenia i tak zawsze ktoś wciska się na krzywca. Faceci chodzą objęci i za rękę, natomiast nigdy nie zobaczysz pary damsko-męskiej okazującej sobie podobne uczucia.

McMaharadża. W Indiach wszystkie fast foody:  McDonalds, KFC, Pizzahut smakują inaczej. Do wszystkiego dodaje się przyprawę curry i chili, o Big Macu z wiadomych powodów zapomnij. Niedługo po wprowadzeniu wyżej wspomnianych restauracji menu musiało ulec drastycznym zmianom, gdyż nikt do nich nie przychodził.  Nasze największe rozczarowanie to bułka Mc Maharadża niby z kurczakiem jednak bez jakiegokolwiek smaku. Wiemy to skandal jeść w fast foodach, gdy tyle pyszności na ulicach, jednak jedząc podobny zestaw przypraw codzienne też czasem chce się czegoś innego i tak myśleliśmy że znany smaczek się trafi, jednak się myliliśmy – porażka na całej linii.

‘Pod Jezusem’.   W Indiach używa się do celów komercyjnych nazw bogów. Wiele hosteli i restauracji mają w nazwie Krishne, Ganesha lub Shive. Na południu gdzie dominuje chrześcijanizm można zobaczyć ogromne napisy Jezus lub imiona różnych świętych na przedniej szybie autobusów. Różne pojazdy takie jak ciężarówki, autobusy, riksze czy taksówki ozdabia się plakatami i obrazkami o tematyce religijnej. Ciekawe czy u nas przyjęły by się nazwy „Pod Jezusem” lub „U Św. Piotra” ?

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Indie, Reasumując... and tagged , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Zaobserwowane w Indiach…

  1. znikam says:

    mmm, kolorowe wspomnienia…te “ziarenka kopru, anyżku i cukier w kryształkach” nazywają się panmasala🙂

  2. luna says:

    Interesuja relacja. Dzieki. Do Indii nie polece:) Nie moja bajka.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s