Zielone dywany Munnaru…

Po kilku tygodniach spędzonych nad morzem zatęskniliśmy trochę za górami, a że na wschodzie Kerali ciągną się pasma górskie postanowiliśmy na kilka dni uciec od upału z nadzieją na trochę bardziej rześkie powietrze. Góry nie były jednak tak przyciągające, jak plantacje herbaty porastające ich zbocza, o których uroku wielokrotnie słyszeliśmy od innych spotkanych po drodze plecakowiczów. Pola herbaciane na dużą skalę widzieliśmy tylko raz w Malezji, w Cameron Highlands, jakieś trzy lata temu i tak nas wówczas zachwyciły, że gdy usłyszeliśmy o tych w Kerali stwierdziliśmy, że będzie to obowiązkowy przystanek na naszej trasie. Uprawę herbaty zapoczątkowali tam Brytyjczycy w drugiej połowie XIXw, doceniając bardzo dobre warunki klimatyczne regionu.

Z Fortu Kochi wzięliśmy jeden z najbardziej rozklekotanych jak dotychczas autobusów, z oknami pozbawionymi szyb, dzięki czemu całą drogę przyjemnie wiało. Naszym celem było oddalone o 130km miasteczko Munnar położone w samym sercu herbacianego raju. W ciągu pięciu godzin dotarliśmy na miejsce, Munnar okazał się jednak gwarny i pozbawiony jakiegokolwiek uroku, zdecydowaliśmy więc poszukać jakiegoś lokum poza miastem wśród plantacji. Nie było to trudne, a widok z okna na plantacje herbaty pokrywające całe wzgórza i doliny tworząc niesamowity soczyście zielony dywan był przepiękny.

Od razu stwierdziliśmy, że zwiedzić plantacje i wioski, zobaczyć wodospady i punkty widokowe będzie najlepiej na własną rękę a najbardziej pomocny będzie w tym jednoślad z silnikiem, bo na pedałowanie po górach jakoś nie mieliśmy ochoty. Wynajęliśmy więc skuter i od następnego dnia rano zaczęliśmy objeżdżać okolicę.

Celem na pierwszy dzień był oddalony o 30km punkt widokowy Top Station. Po drodze zatrzymując się w wielu miejscach na podziwianie coraz to bardziej imponujących widoków, przejechanie tego dystansu zajęło nam kilka godzin. Nie musieliśmy jednak nigdzie się spieszyć. Zjechaliśmy trochę z głównej drogi, by przejechać przez plantacje i dotarliśmy do wioski, w której wszyscy mieszkańcy pracują przy uprawie i produkcji herbaty. Była to jednak niedziela, jedyny dzień odpoczynku i wioska nie świeciła pustkami jak w dni powszednie. Ludzie byli przemili i bardzo życzliwi, choć bariera językowa ogromna.

Machali, pozdrawiali, zagadywali, zapraszali na szklaneczkę świeżo parzonego czaju, domki małe kolorowe ustawione w równych rzędach a dookoła tylko tysiące zielonych krzaczków.

Gdy dojechaliśmy na punkt widokowy zebrały się gęste chmury, pogoda jak to w górach bywa zmienna i na widoki szans nie było, jednak to co zobaczyliśmy po drodze w zupełności wystarczyło.

Drugiego dnia chcieliśmy podpatrzeć trochę ludzi przy pracy i zbiórkę młodych listków.  Natrafiliśmy na grupę kobiet z zapałem strzygącą krzaczki. Praca jest typowo manualna, w wąziutkie alejki między drzewkami nie ma szans wjechać żadna maszyna. Kobiety, bo to do nich należy to zadanie, wchodzą między herbaciane krzewy i z dużą wprawą ścinają tylko młode listki i pąki. Używają do tego specjalnych nożyc z podbierakiem, a następnie ścięte listki wrzucają do worków noszonych na plecach.

Każda z nich dziennie zbiera około 35 kilogramów świeżych listków z czego po wysuszeniu powstaje około 8kg herbaty. Dziko rosnące drzewa herbaciane osiągają nawet 10m wysokości, jednak te na plantacjach regularnie podcinane co 10dni, nie przekraczają półtora metra, dzięki czemu ich obróbka jest dużo łatwiejsza. W połowie dnia do wyznaczonego punktu podjechała mała ciężarówka, a wszystkie kobiety wyszły jej na spotkanie niosą na głowach swe worki.

To było ważenie zbiorów i notowanie kto ile ściął.

Po ważeniu listki są wysypywane na duży kawał brezentu, przesiewane przez palce, zaplątane przypadkowo suche gałązki są odrzucane, a świeżutkie listki trafiają od nowa do worków i jadą prosto do suszarni. Cały proceder bacznie obserwowaliśmy, pomagając też w przesiewaniu listków i załadunku.

Kolejnego dnia postanowiliśmy pojechać na północ by zobaczyć jeszcze tamtejsze plantacje i może dostać się do jednej z fabryk-suszarni by zobaczyć cały proces. Suszarnie opalane są drewnem, którego stosy piętrzyły się tuż obok, jednak wejście osób niezatrudnionych jest surowo zabronione i nie było na to szans. Jadąc coraz to dalej i dalej nie mogliśmy wyjść z zachwytu, zielone dywany pokrywały wszystko tworząc bajeczną mozaikę. Jakieś 25km od Munnaru zaczęliśmy zauważać wśród herbaty  pojedyncze, pokryte fioletowymi kwiatami drzewa, które w kontraście z zielenią wyglądały niesamowicie.

Jadąc dalej i dalej, drzew było więcej i więcej, a my czuliśmy się jak w jakiejś baśniowej krainie nie mogąc oderwać oczu i uwierzyć w to co widzimy. Niestety nie udało nam się ustalić co to za drzewo(jeśli ktoś wie prosimy o informację), jedyne czego się dowiedzieliśmy to, że kwitnie ponoć raz na dwanaście lat. To się nazywa być w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu.

Miał być to nasz ostatni dzień w górach jednak następnego dnia stwierdziliśmy jednogłośnie, że chcemy jeszcze raz pojechać tam gdzie fiolet przeplata się z zielenią i spędzić tam cały dzień.

Reszta fotek tutaj

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Indie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

10 Responses to Zielone dywany Munnaru…

  1. Ania says:

    całkiem możliwe, że to Jacaranda Tree

  2. Magda says:

    Jestem uzależniona od Twoich zdjęć! Sama próbuje trochę zgłębiać warsztat i rozkoszuję się każdą Twoją fotką. Cudo!🙂

    • gotyska says:

      Dziekuje bardzo za mile slowa🙂 Fotografia sprawia mi bardzo duzo przyjemnosci, ciesze sie ze komus tez sie podobaja. Pozdrawiam!

  3. Tom-Gdynia says:

    Dzień dobry🙂
    Piękne zdjęcia z różnych stron świata obejrzałem na Waszym blogu. Wpadłem tu przypadkiem ale blog właśnie trafił do moich “ulubionych”. Gratuluję wyprawy i oka do zdjęć.
    Zdjecia z Munnaru jedne z najładniejszych jakie znalazłem w sieci , a wiele już ich obejrzałem przygotowując się do naszego wyjazdu. Za 6 dni też tam będę🙂
    Pozdrwaiam serdecznie.
    Tomek i Asia.

    • gotyska says:

      Dzieki za komentarz. Munnar jest piekny mam nadzieje ze bedziecie sie dobrze bawic. koniecznie wycieczki motorkiem i zycze fioletowych drzew na trasie widok bajkowy🙂 szerokiej

  4. tom-gdynia says:

    Witam ponownie. Jesteśmy już po powrocie z Indii🙂
    Szukałem tych pięknych fioletowych drzew, ale niestety nie ta pora. Nie kwitły. Było tylko trochę czerwonych. Oczywiście trasę w kierunku na Coimbatore zrobiliśmy.
    Przy okazji obejrzałem Wasze zdjęcia z całej trasy po Indiach. Macie świetne oko. Kiedyś będzie nam dane pojechac również w pozostałe regiony🙂
    Jeśli macie ochotę zajrzeć na naszą 17-minutową produkcję z Indii to zapraszam tutaj :

    Nie wiem czy linki zadziałają .Pozdrawiam🙂
    Tomek

    • gotyska says:

      Witam. Filmik przywroci wspomnienia i przypomnial co tak bardzo podobalo nam sie w Indiach. Twarze, zycie na ulicy, kolory piekne zdjecia!!! Widze ze fotografowanie nie jest Ci/Wam obce tym bardziej dziekuje za mile slowa. Indie fotograficznie sa bezkonkurencyjne my tez tam wrocimy bo do tego kraju mozna wracac i wracac bez konca:) Pozdrawiamy serdecznie.

  5. index says:

    niesamowite

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s