Rowerem przez Bagan…

Od kiedy zaczęliśmy planować jeżdżenie po Birmie i czytaliśmy o możliwościach przemieszczania się statkami po rzece Irrawaddy, uznaliśmy to za świetny pomysł. Początkowo chcieliśmy zrobić kilkudniowy rejs z Mandalay do Myitkyina , jednak jak zaczęliśmy zgłębiać temat płynięcia na północ okazało się, że nie do końca wiadomo w jakie dni można wsiąść na statek, jak daleko nim płynąć i ciężko jest to zrobić będąc ograniczonym 28-dniową wizą przy założeniu, że chce się zobaczyć jeszcze inne miejsca.

Nie chcieliśmy jednak zupełnie rezygnować z tego środka transport, więc ostatecznie zdecydowaliśmy się na krótki dwunastogodzinny spływ z Mandalay do Bagan, gdzie wybieraliśmy się odwiedzić słynne świątynie. Statek ruszał o 5:30 rano, ale trzeba było jeszcze zakupić bilety i znaleźć jakieś miejsce do siedzenia więc w porcie stawiliśmy się w kompletnych ciemnościach o 4:30. Choć liczba miejsc dla turystów jest ograniczona z biletami nie było najmniejszego problemu, gdyż czerwiec to nie sezon. Po wejściu na statek okazało się że ten trzypokładowy złom na dolnym pokładzie przewozi tylko towary wszelkiej maści, na środkowym towary i lokalesów, a na górnym lokalesów i kilku turystów. Nie wiedzieć czemu, strefa dla turystów została wydzielona, może ze względu na to, że płacą oni za bilet dziesięć razy tyle co Birmańczycy i nawet jakieś plastikowe krzesła się znalazły. Reszta pasażerów ulokowała się na matach na całym pokładzie. Gdy odbiliśmy od brzegu miłym zaskoczeniem był dość silny wiatr, gdyż przez poprzednie dwa dni dosłownie kisiliśmy sie w mandalejskim sosie.

Po niespełna godzinie na statku zaczął sie handelek, bo przecież ludzie w drodze zawsze szybko głodnieją, więc i jedzenia zabraknąć nie może.  Kilka kobiet z pełnymi koszami różności zachwalało swoje przekąski, jednak prawdziwy jedzeniowy zawrót głowy czekał nas na przystankach. Płynący z Mandalay do Bagan statek zatrzymuje się przynajmniej osiem razy, a na każdym z postojów kobiety, z wielkimi koszami lub tacami na głowach, pełnymi wszelakich potraw juz czekają w pełnej gotowości. Podczas gdy ludzie wsiadają i wysiadają, rozładowywane są pakunki, one wpadają jak burza, balansując po wąskiej kładce, aby wyłapać jak najwięcej zgłodniałych klientów. Czasu jest niewiele, wiec trzeba się uwijać, zachwalać i sprzedać jak najwięcej.

A co można kupić? Wybór jest dość duży: smażone samosy i inne placuszki, jajka kurze i przepiórcze, zupki w foliowych woreczkach, grillowany kurczak i jakieś inne mięsiwo, kolby kukurydzy i stosy ananasów i mango. Załadunek nowych i rozładunek przywiezionych towarów, na które już czekają zaprzęgnięte w woły wozy, odbywa się dość szybko więc kobiety maja tylko kilka minut by zarobić parę kiatów. Dzień na statku upłynął bardzo szybko na oglądaniu mijanych wiosek, czytaniu i rozmowach.

Po dotarciu na miejsce ulokowaliśmy się w miasteczku Nyaung U, z którego od następnego dnia ruszyliśmy na podbój Baganu.

Bagan to równina na której od IX wieku zaczęły powstawać tysiące świątyń. Jednych małych, innych większych a jeszcze innych bardzo okazałych. W okresie największego rozkwitu między XI-XIII wiekiem było ich około 4500. Do dziś pozostały tylko te o mocnej konstrukcji budowane z cegły, które przetrwały najazdy, trzęsienia ziemi i jest ich około 2200. Bagan jednak wciąż żyje i powstają tam nowe stupy i małe świątynie, wiec liczba wciąż wzrasta. Świątynie rozsiane są między polami uprawnymi i nierzadkim widokiem są stada kóz czy krów wraz z pasterzami przechadzających się po tym dziedzictwie.

My do zwiedzania wybraliśmy jeden z dwóch najbardziej popularnych pojazdów czyli rower. Nie chcieliśmy brać małej bryczki i woźnicy, gdyż chcieliśmy mieć możliwość gubienia i odnajdowania się w tym swoistym labiryncie. Pierwszego dnia pogoda dopisała, nawet aż za bardzo i już po 30 minutach byliśmy mokrzy jak szczury, ale było warto sie pomęczyć. Odwiedziliśmy wiele świątyń tych znanych i tych zapomnianych, porośniętych ciernistymi krzewami, tego bardzo suchego terenu. Na wąskich ścieżkach zakopywaliśmy się w piachu i od czasu do czasu trzeba było pchać jednoślady. Po jakichś trzech godzinach przebiłem oponę i później trzeba było co 30minut dopompowywać, co było lekko irytujące. Gdy stawało się za gorąco szukaliśmy ochłody wśród wiekowych, grubych świątynnych murów, pośród posągów Buddy.

Turystów było naprawdę mało, a przez większość dnia byliśmy praktycznie sam na sam z tym dziedzictwem i to było wspaniałe. Lokalni sprzedawcy, o których słyszeliśmy dużo, że natrętni i w dużych ilościach, też jakby zrobili sobie wolne i chyba tylko w dwóch świątyniach proponowali pocztówki czy piaskowe obrazki. O zachodzie słońca wspięliśmy się na szczyt jednej ze świątyń by podziwiać widok na całą okolice. Niesamowity!

Przez kolejne dwa dni objeździliśmy jeszcze inne świątynie i stupy wdrapując sie po stromych schodach na szczyty, by z wielu rożnych perspektyw podziwiać okolicę. Odwiedziliśmy też kilka  wiosek, w których podglądaliśmy życie ich mieszkańców. Po tych kilku dniach zaczęliśmy tak jakoś mimochodem  porównywać Bagan do Angkoru. Wyszło nam na to, że Bagan choć może nie aż tak imponujący, jest o wiele milszy do zwiedzania. Nie ma tych tłumów, chińskich wycieczek autokarowych i całego cyrku. Odległości miedzy świątyniami są też mniejsze, co ułatwia zwiedzanie na rowerze.

KLIKNIJ LINK ABY OBEJRZEC RESZTE ZDJEC.

Polecamy!!!

This entry was posted in Birma / Myanmar and tagged , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Rowerem przez Bagan…

  1. tom-gdynia says:

    Były Indie Południowe, teraz wczyzytuję się w Waszą Birmę .
    W lutym zobaczymy ją na własne oczy🙂
    Pozdrawiam.
    Tomek.
    ….hehe, to przypadek , że my tak Waszymi śladami🙂

    • gotyska says:

      Birma jest bardzo ciekawa i specyficzna a fotograficznie to raj. Milej podrozy i czekam na fotki po powrocie🙂 Pozdrawiamy!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s