Szafranowe szaty i złoty blask stup…

Birma to kraj mnichów….

Ponad pół miliona ‘duchownych’ zamieszkuje klasztory na terenie całego kraju. W kulturze buddyjskiej każdy mężczyzna powinien teoretycznie dwa razy w życiu wstąpić do klasztoru. Nie rzadko widzi się chłopców w szafranowych szatach biegających boso po ulicach lub grających w piłkę na klasztornych podwórkach. Pierwsze doświadczenie z bractwem  – nowicjat -odbywa się właśnie w młodym wieku po dziesiątym roku życia. Chłopcy przebywają w klasztorze od kilku do kilkunastu tygodni, poznając w tym czasie nauki Buddy.  Do zakonu można jednak wstąpić wielokrotnie za każdym razem decydując na jak długi okres.

Mnisi powinni posiadać tylko to co zostanie im ofiarowane: szaty, parasol, maszynkę do golenia i misę, powinni wyrzec się dóbr i żyć wyłącznie z jałmużny. Jak to wygląda w rzeczywistości? Często widzi się szczególnie młodszych ‘duchownych’ bawiących się telefonami komórkowymi lub gierkami, jeżdżących na motorach, palących papierosy. Wiadomo każdy się stara żyć i sprostać oczekiwaniom chociażby wiary czy filozofii, stylu życia jakim jest buddyzm, jednak nie zawsze to wszystkim wychodzi.  Mnich to w końcu też tylko człowiek.

Codziennie rano na ulicach miast i wsi w całym kraju można zaobserwować mnisi marsz. Chłopcy i mężczyźni wyposażeni w duże czarne misy zbierają jałmużnę na nadchodzący dzień. Ryż, owoce i coraz częściej pieniądze, które powinny zapewnić im posiłek na cały dzień. Mieszkańcy wylegają na ulice, by móc wspomóc mnichów chociażby małym datkiem lub porcją prostej strawy, jest to dla nich nie tyle co obowiązek ale przyjemność. W ten sposób ludzie dbają o dobrą karmę, podstawę buddyzmu. Mnisi jedzą pierwszy posiłek po wschodzie słońca a ostatnią strawę spożywają przed południem.  W Amarapurze  w klasztorze Maha Ganayon Kyaung codziennie ponad tysiąc ‘duchownych’ zasiada do wspólnego posiłku. Rząd szafranowych szat ustawia się w kolejce po swój przydział. Wszystko w ciszy i spokoju, każdy wie co ma robić.

Ten rytuał stał się poniekąd atrakcją turystyczną i ciężko patrzeć jak niektórzy przyjezdni strzelają lampami w stronę speszonych mnichów, brak szacunku powoduje, że tworzy się taki mały cyrk.

Nie można zapomnieć, że do klasztoru wstępują również kobiety, nie jest to tak prestiżowe wydarzenie jak w przypadku mężczyzn jednak w czasie pobytu w Birmie widzieliśmy sporą ilość dziewczynek i kobiet z ogolonymi głowami w szatach w kolorze różowym.

Mnisi i buddyjskie zakonnice są najczęściej bardzo skorzy do rozmów z cudzoziemcami. Wiedza o świecie, szczególnie seniorów może wprawić w osłupienie, a szczerość i zaciekawienie powoduje, że rozmowy są interesujące i wartościowe. Mnisi stanowią intelektualną elitę, często klasztory zapewniają edukację( w tym język angielski) dla podopiecznych, jak również dzieci z pobliskich wsi i miasteczek.

Udało nam się spotkać mnicha, który zapadnie nam na długo w pamięć. Leciwy staruszek, z sercem na dłoni spowodował, że nasze samopoczucie wzleciało wysoko do góry i musieliśmy odwiedzić go kolejny raz. Niestety namiary na jego klasztor zgubiliśmy w portfelu straconym w Singapurze i nie będziemy mogli się z nim skontaktować.  Jak ktoś się wybiera do Inle Lake to prosimy o kontakt…

Birma to kraj złotych stup…

Białe i złote stożki widać w każdym mieście, przy większych klasztorach są ich nawet dziesiątki. Stanowią stały element krajobrazu. Najświętsze miejsce dla birmańskich buddystów to pagoda Shwedagon Paya, która znajduje się w Jangunie . Miejsce zachwyca konstrukcją, prawie stumetrowej złotej stupy i spójnością wszystkich budynków składających się na cały kompleks.

To co wyróżnia to miejsce to klimat i atmosfera. Ogromny szacunek i namaszczenie z jakim odwiedzający darzą to miejsce jest niezwykły. Najbardziej magiczna pora dnia to wschód słońca lub zmierzch dnia, kiedy to liczni pielgrzymi, mnisi i zakonnice przybywają do tam aby zapalić kadzidła, ułożyć kwiaty i owoce u stóp posągów, czy aby je obmyć. Kolejną niezapomnianą chwilą jest sam widok złotego stożka kiedy to wynurza się z ciemności nocy lub gaśnie w ostatnich promieniach zachodzącego słońca.

Marmurowe posadzki, słodki zapach kadzideł, blask świec i szept mantr unoszących się w powietrzu. Można tak siedzieć , obserwować i dać się ogarnąć pozytywnej energii emanującej z tego miejsca.

RESZTA FOTEK TUTAJ.

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Birma / Myanmar and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to Szafranowe szaty i złoty blask stup…

  1. Emma says:

    niezwykle ciekawy post i wspaniałe zdjęcia!
    Pozdrawiam serdecznie

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s