Jawa – pierwsze wrazenia

Indonezja jest największym archipelagiem na świecie pomimo faktu, iż tylko jedna trzecia z ponad siedemnastu tysięcy wysp jest zamieszkała, jest ona czwartym najbardziej zaludnionym państwem naszego globu. Z 240 milionów mieszkańców ponad połowa osiedliła się na Jawie.

Po czterech tygodniach pobytu na sielskiej Sumatrze wylądowaliśmy w Dżakarcie. Stolica Indonezji góruje w rankingach na najgorsze miasta na świecie – pod względem syfu, zaludnienia, cwaniaków naciągaczy i paru innych rzeczy- postanowiliśmy więc jej nie zwiedzać i uciekliśmy do Yogyakarty.

O Yodze (popularna nazwa Yogyakarty) mówi się, że jest duszą Indonezji, stolicą dziedzictwa narodowego łączącą w sobie tradycje i nowoczesność. Zagłębie sztuki, artystów i kultury.

Spędziliśmy tam kilka dni goszcząc u naszego pierwszego w Indonezji CS(Couchsurfura)  – Henriego. Młody chłopak pracujący w usługach wynajmuje mini pokój i mimo wszystko zaprasza do siebie ludzi z całego świata. W dzień zwiedzaliśmy  miasto i objeżdżaliśmy okolice na motorze, a wieczorami rozmawialiśmy o życiu w Indonezji i w Polsce. Pierwszy raz spotkaliśmy się z tak niedorzecznymi stereotypami na temat Europejczyków. Między innymi Henry pytał nas czy wszyscy ludzie na starym kontynencie są wysocy, czy każdy chodzi na siłownie i się zdrowo odżywia.  Dowiedzieliśmy się również, że kanon piękna to szpiczasty nos i biała skóra reszta nie ma znaczenia😉 Bardzo szczerze i bez krępacji dyskutowaliśmy o kompleksach, tabu, religii i wszystkim o co chcieliśmy zapytać.

Yogya wywarła na nas pozytywne wrażenie. Miasto studentów, ścian pomalowanych grafity,  szalonego typowo azjatyckiego ruchu miejskiego, setek kierowców beczy – takiej rowerowej rikszy – i kilku atrakcji.

robota wre…

dzemka…

Turystyczne Malioboro z dziesiątkami sklepów z batikiem, dzielnica backpakerska świadczą o wielkiej popularności tego miasta wśród przyjezdnych.  Odwiedziliśmy między innymi pałac na wodzie, w którym niestety odbywał się właśnie remont i baseny były puste.

najmniejszy z basenow w Palacu Wodnym

Cała okolica tego miejsca bardzo nam się spodobała, wąskie uliczki, niskie domki, przyjaźnie nastawieni mieszkańcy. W jednym z zakamarków znaleźliśmy bardzo atrakcyjny pod względem architektonicznym podziemny meczet, dziś już nie używany.  Fajnie było się tam pokręcić i pozaglądać ludziom na podwórka🙂

podziemny meczet

podziemny meczet

Widząc wszędzie w mieście piękne klatki z ptaszkami koniecznie chcieliśmy zobaczyć targ ptaków, który okazała się miejscem gdzie można nawet nabyć małpę, nietoperza, jaszczurkę, gekona lub sowę. Kolorowe klatki, obślizgłe robale i wszystko inne do opieki nad nowym pupilem.

kup Pan ptaszka!

obwozny sprzedawca ptaszkow w klatce

slodka sowka

gekon

moze malpke?

Jednym z ciekawych odkryć na lokalnym targowisku  było stanowisko z kasetami do magnetofonu, jaka była radość dla oczu i wspomnień, a i kolekcja niczego sobie. Natomiast  niektóre stanowiska omijaliśmy szerokim łukiem, między innymi budkę z durianem – azjatyckim narzędziem tortur.

azjatyckie narzedzie tortur – durian

Jedną z największą atrakcji okolicy Yogi są świątynie Borodurum i Prambanan. Ponieważ mieliśmy przesył świątyń i zabytków postanowiliśmy zamiast kolejnego must see zobaczyć wulkan Merapi.

W Indonezji jest 129 aktywnych wulkanów, a Merapi uważany jest za najaktywniejszy na świecie.  Mała erupcja następuje średnio raz  na dwa lata, większa raz na 5-10 lat. Niefortunnie w czasie naszego pobytu wulkan wykazywał większą aktywność i nie mogliśmy więc na niego wejść .

wulkan Merapi

lawa i odradzajacy sie las

W Klingurug znaleźliśmy bardzo profesjonalnego przewodnika seniora i razem z czterema innymi osobami wybraliśmy się na pięciogodzinny spacer na wschód słońca. Bardzo miły lekki trekking na punk widokowy zajął może godzinkę, następnie przez odradzający się las przeszliśmy do kanionu zastygniętej lawy, powstałego podczas wybuchu w 2010 roku. Ewakuowano wtedy 370 tysięcy ludzi w promieniu 20km. Erupcja zniszczyła  tysiące hektarów lasu i wiele wiosek, zginęło 190 osób. Pył unosił się nawet na wysokości  13000m, lawa płynęła z prędkością 110km/h na dystansie 13km.  Strach przed kipiącą bombą zegarową nie zniechęcił lokalnej ludności i tereny wokół wysokiego na 2911m wulkanu zamieszkuje całkiem sporo Jawajczyków, a liczne wioseczki ulokowane są na okolicznych wzgórzach.

Wycieczka była bardzo udana, natura, cisza i majestatyczny wulkan cały czas w zasięgu wzroku zmieniający tylko tło z szarówki nocy przez róże i fiolety o świcie po mgiełkę i łunę ostrego słońca po wschodzie.

Merapi, wschod slonca

wulkan Merapi

Z ciekawostek co roku delegacja z dworu sułtana składa ofiarę dla Merapi. Wierzy się bowiem, iż w kraterze mieszka bóg.  W czeluście stożka wrzuca się szaty rodziny królewskiej, monety i jedzenie.

Przewodnik pokazał nam również korzeń z którego robi się popularny w Azji Tiger Balm znaną w Polsce maść z kotkiem. Roślina pachnie identycznie jak lekarstwo silny mentolowo – eukaliptusowy zapach.

Merapi tylko podsycił naszą ochotę na zobaczenie kolejnych wulkanów i już nie mogliśmy się doczekać kiedy będziemy mogli wdrapać się na któryś z nich…

Reszta fotek tutaj

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Indonezja and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

3 Responses to Jawa – pierwsze wrazenia

  1. Soph says:

    drzemka🙂

  2. Jawa says:

    Super fotki😀

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s