Górnicy z Ijen…

Ostatnim naszym przystankiem na Jawie była Bayawangi, mieścina niczym nie wyróżniająca się wśród innych. Jedyne co skłoniło nas do zatrzymania sie w niej to lokalizacja. Jest ona położona w strategicznym punkcie jeśli chce się zobaczyć  Kawah Ijen, kompleks wulkanów i kopalnię siarki, a to właśnie był nasz cel.

6 rano, gornicy ida na dol z pierwszym ladukiem…

Wiedzieliśmy, że dojazd do miejsca z którego można wejść na wulkan nie jest łatwy, droga w bardzo kiepskim stanie, 40km wertepów i aby zobaczyć wschód słońca trzeba wyruszyć o trzeciej rano. Po południu pojawił się u nas w hostelu facet, który kompletował skład w swoim jeepie na następny dzień. Od niego po raz pierwszy usłyszeliśmy o niebieskich ogniach. Nie wiedzieliśmy do końca o co chodzi, a on nie potrafił nam wytłumaczyć. Powiedział tylko, że aby zobaczyć ognie trzeba wyruszyć o pierwszej w nocy, a normalnie na wschód słońca o trzeciej. W takich sytuacjach niezawodny jest dr. Google. Wklepaliśmy w wyszukiwarkę niebieskie ognie i natrafiliśmy na reportaż zrobiony przez pewnego fotografa. Zdjęcia były naprawdę zachwycające. Okazało się, że nasz nowy kolega ma jaszcze dwa wolne miejsca w swoim jeepie i możemy się dołączyć. Nie zastanawialiśmy się długo i umówiliśmy na pierwszą przed hostelem.

Pokonanie tych 40km faktycznie zajęło nam niecałe dwie godziny. Po dotarciu na miejsce zostaliśmy skierowani do a la biura w którym mieliśmy złożyć podpis pod oświadczeniem oznajmiającym, że wulkan jest aktualnie w stanie podwyższonej aktywności i wchodzimy tam na własne ryzyko. Kazali nam też zapłacić za wejście po 20.000rupi od osoby. Wiedzieliśmy jednak, że opłaty być nie powinno, nasi współtowarzysze grzecznie zapłacili, my poczekaliśmy, aż oni wyjdą i powiedzieliśmy, że owszem możemy zapłacić jeśli dostaniemy bilet z wydrukowaną ceną. Takowego jednak w kanciapie nie znaleźli, poburczeli coś pod nosem, my powiedzieliśmy, że bez biletu nie płacimy więc kazali nam iść.

Szeroka droga prowadziła, w zupełnych ciemnościach, dość stromo pod górę. Było jednak chłodno więc szło się dobrze.  Po drodze co jakiś czas mijaliśmy robotników – górników znoszących na dół swój urobek. Mężczyźni szli żwawym krokiem z przewieszonymi przez ramię koszami wypełnionymi bryłami siarki. Wówczas nie wiedzieliśmy jeszcze jaki ciężar dźwigają. Im bliżej było szczytu i krateru wulkanu tym w nozdrza wdzierała się mocniejsza woń siarki. Po dotarciu na górę faktycznie zobaczyliśmy niewielkie niebieskie płomienie, na zboczu krateru, jednak nie wyglądało to tak imponujaco  jak w wyżej wspomnianym reportażu.

niewielkie niebieskie plomienie palacego sie gazu

Tamten dziennikarz, aby zrobić materiał wracał tam wielokrotnie, a owoc swej pracy przypłacił zniszczeniem aparatu i dwóch obiektywów, z powodu oparów siarki wdzierających się wszędzie.

Do wschodu słońca mieliśmy jeszcze około dwóch godzin, było zupełnie pusto, więc skupiliśmy się na obserwowaniu pracy górników.

Z dna krateru wypływa siarka, która na powierzchni zmienia stan skupienia. Robotnicy rozłupują siarkowe bloki i wyładowują nimi kosze. Każdy ma dwa, po jednym na każdym końcu bambusowego kija. Z zawartością ważą one między 65 a 90kg.

jednorazowy ladunek moze wazyc nawet 90kg

dluga droga w dol…

Taki ładunek trzeba wynieść z dna krateru na górę około 300m bardzo stromą kamienistą ścieżką, a następnie znieść 3km w dół. Każdy pracuje na własny rachunek, a wynagrodzenie zależy od zniesionych kilogramów.  Rynkowa cena siarki to około 3zł/kg, robotnik dostaje zaledwie 20gr/kg. Dziennie jest w stanie zrobić dwa, maksymalnie trzy kursy.

gornicy jak mrowki wchodza po stromych schodach

znak ostrzegawczy przed przepascia, obsuwajace sie kamiene i o wypadek nie jest ciezko

Praca jest wykańczająca fizycznie a do tego opary. Chmura siarki w kraterze jest obecna cały czas, tylko od wiatru zależy w którą stronę się przesuwa. Jeżeli akurat przebywa się w chmurze oczy pieką i zaczynają łzawić, a oddech jest bardzo ciężko złapać, płuca pieką jakby chciały się zapalić. Robotnicy nie mają żadnych masek, zakrywają tylko usta kawałkami ręczników i tak dogłębnie już przesiąkniętymi. Tu o czymś takim jak BHP nikt nigdy nie słyszał i chyba nawet nie pomyślał. My mając na twarzach maseczki chirurgiczne,  w nich mokre chusteczki, a dookoła jeszcze szale i tak mieliśmy problemy z oddychaniem. Nie pomylę się chyba pisząc, że jest to najcięższa praca na świecie!

unoszace sie opary siarki

siarczana mgla

Gdy słońce zaczęło powoli wstawać, zaczęło też przybywać turystów. Wówczas chcieliśmy zejść na dno krateru, aby przyjrzeć się wszystkiemu z bliska, okazało się to jednak niemożliwe. Na początku ścieżki stał strażnik zagradzający drogę, który o dziwo nie chciał dać się nawet przekupić. Nie wiemy do dziś czy było to związane to z podwyższoną aktywnością wulkanu, czy też aktualnie zmieniły się reguły. Jeszcze kilka tygodni wcześniej z zejściem na dno , gdzie znajduje się dość duże turkusowe jezioro, podobno największy na świecie naturalny zbiornik kwasu siarkowego, nie było problemu. Gdy turystów zrobiło się naprawdę dużo, wdrapaliśmy się na pobliskie wzgórze, żeby stamtąd wszystko jeszcze poobserwować.

siarczane jezoro

Nie dość, że praca robotników to masakryczna harówa, to jeszcze turyści , kręcący się pod nogami, tarasujący przejście i pstrykający zdjęcia. Jednak wydawało się, że im to nie przeszkadza, nie irytowali się mimo strużek potu płynących po czole, i ciężaru na barkach, uśmiechnięci, pozdrawiali, czasem prosili o papierosa czy ciastka.

Ijen to zdecydowanie coraz bardziej popularna atrakcja turystycza, na gorze sa tlumy turystow

Schodząc na dół zatrzymaliśmy się jeszcze przy skupie urobku, gdzie wszystko się waży i skrzętnie notuje. Zamieniłem kilka zdań z jednym z robotników, który przyjeżdża tam na dwa tygodnie, a następnie wraca na kolejne dwa do rodzinnej wioski i tak od trzech lat. Niestety innej pracy nie ma. Nie pytałem ile ma lat, był młody, jednak bardzo zniszczony i wycieńczony. Przysłowiowy kamieniołom to przy tym „piekle na ziemi” pikuś.

wazenie zniesionego ladunku

Ps. Od tamtej pory polar prałem już trzy razy a wciąż śmierdzi siarką!

Reszta fotek tutaj.

Pozdrawiamy!

 

 

 

This entry was posted in Indonezja and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s