Lembata – pierwsze wrażenia…

Korzystając  z naszej lokalizacji we wschodnim Floresie postanowiliśmy wybrać się na sąsiednią Lembatę. Jest to największa wyspa archipelagu Solor i zarazem najmniejsza wyspa  na naszej drodze przez Indonezję. Z  Larnatuki na Floresie mieliśmy wziąć prom, który tym razem był przeładowany ludźmi, towarami i motorami do granic możliwości. Perspektywa pięciogodzinnej podróży oznaczałaby ciągły stres a jakoś tego dnia nie mieliśmy ochoty na mocne wrażenia, więc postanowiliśmy dołożyć parę dolarów i szarpnęliśmy się na motorówkę.
Przybyliśmy do Lewoleby największego miasta, a bardziej trafne określenie to do największej mieściny na wyspie.  Krótki spacerek z portu i już byliśmy w centrum ‘metropolii’, znaleźliśmy hotel, który jednocześnie spełniał  nasze niewygórowane wymagania sanitarne i cenowe.  Wrzuciliśmy rybkę w lokalnym warungu i poszliśmy na spacer. W bezpośrednim sąsiedztwie z Lewolebą znajduje się urocza wioska rybacka, rząd  charakterystycznych bambusowych domków na palach znajdujący się przy plaży posiada jeden z piękniejszych widoków: na zachodzie wulkan Bokeng a na wschodzie imponujący Ile Ape pośrodku mała wysepka widmo , która wyłania się z morza tylko podczas odpływu.

tradycyjne domki rybackie

tradycyjne domki rybackie

wulkan Ile Ape w zachodzącym słońcu

wulkan Ile Ape w zachodzącym słońcu

niczego sobie wulkan Bokeng

niczego sobie wulkan Bokeng

Jak to w wiosce z  tradycją rybołówstwa, mniejsze i większe łódeczki rozsiane stały przy domostwach.  Mieszkańcy przyjęli nas bardzo serdecznie, wzbudzaliśmy ogromne zainteresowanie dzieciaków i zawsze mieliśmy jakichś towarzyszy. Lembata jest jeszcze mniej popularna niż Sumbawa jednak tutaj zdecydowanie bardziej czuliśmy serdeczny klimat i otwartość miejscowej ludności.

piękny, ciekawski, mały, lokaty czorcik :)

piękny, ciekawski, mały, lokaty czorcik🙂

Czytając sekcję o Lembacie w LP zainteresowała nas jedna rzecz. Mianowicie w ‘złotej księdze’ backpakerów napisane było, że we wspomnianej wyżej rybackiej wiosce, jak się odpowiednio zagada z loaklesami można wybrać się z nimi na wyławianie pereł!!!  Zaraz po lekturze zażyczyłam sobie od Romka właśnie taką perełkę wyłowioną własnymi rękoma, mogła nawet być z całą małżom. Zajarani tematem od razu zaczęliśmy się rozglądać za potencjalnymi rybakami – poławiaczami skarbów. Pytamy łamanym indonezyjskim jedną osobę, drugą, trzecią wszyscy się dziwnie uśmiechają i z lekkim politowaniem machają ręką. Po ustaleniu kilku faktów, z których wynikało że owszem kiedyś to było możliwe jednak na ten moment spóźniliśmy się o jakieś kilkanaście lat, postanowiliśmy wybrać się chociaż na mini rejsik na wyżej wspomnianą wysepkę widmo. Kilka słów w lokalnym jęyki i parę ruchów na migi wystarczyło żeby zabrać się na łódkę z rybakiem.
Ku naszemu zaskoczeniu na tej małej przestrzeni  lokalesi uprawiają wodorosty. Mieliśmy  szczęście bo akurat spotkaliśmy farmera przy pracy na swoim wodnym poletku, który rozwijał długie liny z poprzywiązywanymi małymi wodorostami i zahaczał je z dwóch stron do bojek. Ja zajęłam się uwiecznianiem krajobrazu i farmera, natomiast Roman jak zwykle zainteresował się rozgwiazdami, i wszelkimi małymi żyjątkami.  Z daleka farma wyglądała jak pasy startowe na płycie lotniska.

mój cierpliwy model, farmer wodorostów

mój cierpliwy model, farmer wodorostów

wszystko równiótko i dokładnie

wszystko równiutko i dokładnie

farma wodorostów podczas odpływu

farma wodorostów podczas odpływu

ptice w locie

ptice w locie

Widok z tej niewielkiej góry piachu na oba wulkany był imponujący. Po godzinie spacerowania po płyciźnie zastanawialiśmy się czy nasz rybak, z którym tam dotarliśmy jeszcze nie odpłynął, on był jednak zajęty swoimi sprawami i razem z synem łowili przy łódce jeżowce, które późnej rozłupywali kolekcjonując tyko małe mięsko z samego środka.
Lewoleba słynie również z poniedziałkowego targu. Ponieważ jesteśmy wielbicielami wszelkiego rodzaju bazarów, o czym wspominaliśmy wielokrotnie, czekaliśmy specjalnie na ten dzień tygodnia, żeby się poszwendać po rzekomo największym tego typu targu w tej części  Indonezji. Naczytaliśmy się, że ludzie z okolicznych wysp i mieszkańcy wielu wiosek na Lembacie  przybywają, żeby wymienić się towarami nawet jeżeli jest to tylko kilka kilo warzyw lub garść przypraw, to jest to miejsce gdzie można liczyć na klientów.  Na miejsce zawiózł nas – ojek – czyli motor taksówka, ku naszemu zaskoczeniu kierowca wręczył nam kask co nigdy wcześniej nam się nie zdarzyło, a z tego rodzaju podwózki korzystaliśmy wiele razy na Floresie. Pokręciliśmy się po stoiskach, w większości obsługiwanych przez kobitki z szerokimi czerwonymi od betelu uśmiechami. Jak zwykle można było tam znaleźć wszystko: owoce, warzywa, lokalne specjały, żywy inwentarz, dużo, dużo suszonych ryb oraz różnych maści sprzętów domowych. Zainteresowani byliśmy ikatem, gdyż ten region z niego słynie i rozważając zakup pamiątki chcieliśmy znaleźć coś naprawdę ładnego i wykonanego starym sposobem, z ręczne produkowanych nici i z naturalnie farbowanych materiałów. Ku naszemu zaskoczeniu nie znaleźliśmy nic godnego podziwu i mimo, że nie był to targ turystyczny uważaliśmy nie wiemy dlaczego, że będzie to jeden z głównych towarów do wymiany z innymi handlarzami.

może rybkę? tego stanowiska niemożna było nie poczuć

może rybkę? tego stanowiska niemożna było nie poczuć

rozgnieciony popkorn, przekąska numer 1 na wyspie

rozgnieciony popkorn, przekąska numer 1 na wyspie

ręczne nawijanie nici z kłębka bawełny

ręczne nawijanie nici z kłębka bawełny

targ to również okazja do plotek i spotkań towarzyskich

targ to również okazja do plotek i spotkań towarzyskich

obkupieni, załadowani i zadowoleni

obkupieni, załadowani i zadowoleni

Sprawa pereł nie dała nam spokoju i tak w rozmowie z właścicielką naszego hotelu dowiedzieliśmy się, że może i pereł naturalnych już się w tej okolicy nie łowi, natomiast gdzieś na wyspie jest farma pereł. Z pomocą ustalenia dokładnej lokalizacji przyszedł ekspert od klimatyzacji, gdyż jako jedyny specjalista na wyspie serwisuje on wszystkie urządzenia na Lembacie i wiedział doskonale o jaką farmę nam chodzi. Dostaliśmy nazwę wioski, imię kierownika i w razie potrzeby jego numer telefonu. Uradowani wsiedliśmy na motor i w drogę. Takiej okazji nie chcieliśmy przegapić…

O szczegółach wizyty w nstępnym wpisie  a na zakończenie dwie luźnych obserwacje: Na Lembacie paliwo było najdroższe z dotychczas odwiedonych przez na wysp. Jedyna stacja w Lewolebie jest wiecznie okupowana przez dziesiątki motorów, kolejeczka w godzinach szczytu ciągnęła się na kilometr!. Paliwo sprzedawana na butelki zwyczajowo przy ulicy jest droższe ponad 100% więc zawsze warto zapytać o cenę.

Na wyspie poczuliśmy pierwszy raz w życiu trzęsienie ziemi, leżąc w pokoju nasze wyrko zaczęło nagle wibrować🙂 Dziwne uczucie oczywiście zdezorientowani od razu zapytaliśmy czy coś się wydarzyło grubszego i mamy się zawijać przd tsunami, pracownica upewniła nas że tutaj to dzień jak codzień i nie ma się czym przejmować. Miała racje kolejny mini wstrząs poczuliśmy kilka dni późnej będą właśnia na farmie pereł…

cdn…

This entry was posted in Indonezja and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s