Smoki prawie jak z bajki…

Jak już pisaliśmy Lubuanbajo nam się specjalnie nie podobało, więc bez entuzjazmu wróciliśmy właśnie tutaj żeby spędzić ostatni tydzień w Indonezji…Ze względu na wypadek ominęło nas kilka ‘atrakcji’, najbardziej żałuję nurkowania, tyle się nasłuchałam od innych, że bardzo, bardzo mi było przykro jak uświadomiłam sobie, że nie będę mogła zanurkować. Nie dość, że miałam niesprawną rękę to również miałam zdartą stopę i nie włożyłabym płetwy. Teraz tak myślę, może nurkowanie, które na Komodo  do najłatwiejszych nie należy też nie było mi pisane…moje pierwsze podejście było 3 tygodnie wcześniej, jednak wówczas musieliśmy pędzić do Maumere załatwiać wizę…być może już sobie wmawiam …fakt jest faktem, że na to nurkowanie to ja na pewno kiedyś wrócę.  Nie zobaczyliśmy również zachodniej części wyspy, słynnej Bajawy i okolicznych wiosek. W planach mieliśmy 8h trekking do wioski położonej głęboko w górach, jak również chcieliśmy wejść na jeden z wulkanów, no cóż to też będzie musiało poczekać na kolejną wizytę.

Nasze dni wyglądały właściwie tak samo. Romek leżakował w pokoju, żeby chronić rany przed robactwem, ja też niewiele więcej robiłam. Śniadanie, przewijanie ran, jakieś drobne zakupy, rekonwalescencja. Trzeba sobie było trochę umilać pobyt więc, jakiś obiad, krótki spacer, zachód słońca i tak w kółko… Nie mieliśmy za wiele opcji, gdyż wykupiony wcześniej lot nie bardzo opłacało się przesuwać, a zarazem Romek nie nadawał się do podroży, a czekała nas przesiadka w Denpasar, a moja ręka odmawiała współpracy, więc zostało nic nie robienie i tak siedem długich dni…

różowy zachód słońca port w Labuanbajo

różowy zachód słońca port w Labuanbajo

Dzień przed wylotem postanowiliśmy zobaczyć słynne warany, zarezerwowaliśmy łódkę na Rinkę. Mieliśmy jechać z jeszcze jedną parą, ale oni odwołali w ostatnim momencie, więc mieliśmy prywatny rejs. O wycieczkach na smoki słyszeliśmy wiele negatywnych opinii, więc nie mieliśmy wielkich oczekiwań. Po prostu chcieliśmy się gdzieś ruszyć a że rany się już zasklepiły wykorzystaliśmy sytuację, że jesteśmy tak blisko i popłynęliśmy na mniejszą z wysp gdzie można zobaczyć potwory.

prywatny rejsik, w drodze na Rinkę

prywatny rejsik, w drodze na Rinkę

Na Rince smoki żyją na wolności, więc jedynym sposobem aby je pooglądać jest trekking z obowiązkowym przewodnikiem wokół wyspy.

_DSC3754

Zasiedzenia od kilku dobrych dni wybraliśmy najdłuższy spacer, nasz przewodnik, usilnie próbował nam wmówić, że idąc tym właśnie szlakiem mamy najmniejsze szanse spotkania waranów, my jednak twierdziliśmy uparcie, że przynajmniej zobaczymy więcej wyspy więc decyzji nie zmienimy. Rinka o tej porze roku była bardzo sucha, więc dookoła rozpościerał się wysuszony, spragniony deszczu krajobraz.

widok podczas trekingu

widok podczas trekingu

Po drodze widzieliśmy dzikie bawoły, trochę ptaków i saren.

dziki bawół

dziki bawół

Ku naszemu zaskoczeniu przewodnik wypatrzył pod skałą ukrytego warana. Nie mieliśmy dużych oczekiwań, a tu proszę duży samiec wylegujący się w cieniu drzewa.

nasz pupil

nasz pupil

Obeszliśmy go dookoła i on wbrew opinii, że w ciągu dnia smoki tylko odpoczywają, zaczął człapać przed siebie. My w bezpiecznej odległości zaczęliśmy podążać za nim. Taki ruszający się potwór to już robi wrażenie, takiego spotkać sam na sam nie było by za różowo. Nasz nowo poznany pupil znalazł jakieś kości i je połknął w całości jak zapałki. Bardzo nas ucieszył fakt, że mieliśmy przyjemność zobaczyć gada w naturze.

przekąska, kości które znikały w przełyku bez popijania

przekąska, kości które znikały w przełyku bez popijania

jak cię dogonie to CIĘ ZJEM!

jak cię dogonię to CIĘ ZJEM!

już po Ciebię idę :)

już po Ciebie idę🙂

taki jestem duży

taki jestem duży

Jak już nacieszyliśmy oko i pstryknęliśmy kilka zdjęć, ruszyliśmy dalej robiąc krótki postój przy rzece, słyszymy jakiś szum w krzakach, patrzymy a tu nasz pupil człapie do rzeki. Przystanęliśmy z zaciekawieniem bo w rzece taplał się bawół i liczyliśmy po cichu, że może zachce mu się zapolować i zrobić nam takie małe szoł.

ofiara czuwa

ofiara czuwa

Intencje warana były oczywiste, jednak tym razem bawół był czujny i w porę usunął się z miejsca ewentualnej zbrodni. Zniechęcony porażką smok poczłapał w cień i padł pod drzewem. My kontynuowaliśmy spacer do miejsca gdzie już od jakiegoś czasu leżał inny sparaliżowany waran, następnie oglądaliśmy gniazdo z pilnującą go samicą, oraz na zakończenie słynne smoki czatujące przy obozowej kuchni.

pupil daj łape

pupil daj łapę

Reasumując wycieczka była sympatyczna, jednak szału nie było, jak ktoś się wybiera tylko w tym celu w te okolice, to sugerowałabym zobaczenia waranów w zoo, zaoszczędzić można sobie trudu podróży.

W powrotnej drodze mieliśmy dwa postoje na małych wysepkach z możliwością snurklowania. Nie mogliśmy sobie odpuścić tej przyjemności i ryzykując rozpuszczenie strupów koniecznie chcieliśmy zobaczyć co tam pod wodą można pooglądać. Drugi spot przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. W tym miejscu rafa pokrywała ogromną przestrzeń, a poziom wody był bardzo niski więc pływaliśmy zaledwie 1-2 metry nad rafą, dla Romka (ponieważ nie może on nurkować) była to jedna z nielicznych okazji pływania w takiej bliskości z koralem i powalającą ilością ryb i stworów morskich. Normalnie tak bogata rafa znajduje się znacznie głębiej i snurklując nie wdać szczegółów tak dokładnie, w tym jednak miejscu wszystko było na wyciągnięcie ręki, więc zachwyceni  pływaliśmy prawie  dwie godziny.  Rafa po 50 metrach płycizny przechodziła w ścianę schodzącą w głębiny, której końca nie można było dostrzec ludzkim okiem. Na samą myśl o nurkowaniu znowu mnie skręciło w żołądku, ale nic to będzie duża motywacja do powrotu.

chmurne niebo nad Floresem

chmurne niebo nad Floresem

Tą wycieczką zakończyliśmy pobyt w Indonezji. Nasz ostatni tydzień w Azji spędziliśmy w Kuala Lumpur gdzie mieszkaliśmy po raz kolejny u naszej dobrej znajomej San i jej szalonej rodzinki. Przygotowywaliśmy się do wylotu ….do Australii!!!

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Indonezja and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

6 Responses to Smoki prawie jak z bajki…

  1. Ewa says:

    Czasami chyba lepiej żyć w nieświadomości. Na Sri Lance warana widziałam dwukrotnie. Za pierwszym razem nie byłam pewna co to i że to to groźne jest. Zachwycona rzuciłam się w pobliże zorza, żeby zrobić jak najlepsze foty. Za drugim razem ganiałam za zwierzem przy brzegu w centrum Kandy. Oba w naturze, ale z całą otoczka porwie zrobiłby większe wrażenie😉

  2. mamjakty says:

    a myślałam, że wół piżmowy jest dziwnym zwierzęciem:) skoro macie siłę na takie wycieczki, to źle nie jest. czekam z niecierpliwością na wieści z Australii!!!

  3. SABATOWKA says:

    Śliczne zdjęcia, tekst, który czyta się z przyjemnością I dobrze, bo raczej nie chciałabym spotkać na swojej drodze warana.

  4. Wiesiek says:

    Nie żebym Wam zazdrościł.. ale Wam zazdroszczę🙂 Fajne widokówki.

  5. Kamil says:

    Rewelacyjne zdjęcia. Jestem pod dużym wrażeniem🙂 pozdrawiam🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s