W krainie Ozzzzz…

Mieliśmy niezłego pietra przed przylotem do Australii. W Azji wszystko było do załatwienia bez konieczności żadnego planowania czy rezerwowania . Zawsze można było się ogarnąć i nie było stresu. Wiedzieliśmy że w krainie Oz już tak różowo nie będzie, może i specjalnie niczego nie trzeba rezerwować i planować, jednak wszystko tutaj ma swoją znacznie wyższą cenę. Zdawania się na los byłoby chyba bardzo naiwne, a że nie należymy do ludzi którzy w razie potrzeby kimną się pod mostem czy na ławce w parku wiedzieliśmy, że trzeba się lekko wziąć w garść i przemyśleć chociażby gdzie i jak by tu zacząć.

Decyzja zapadła, że lecimy do Brisbane, tam kupujemy furę i jedziemy na południe do Tasmanii, a później to się zobaczy…

pierwsze ciekawe znaki drogowe...

pierwsze ciekawe znaki drogowe…

Znaleźliśmy Cs w pierwszym mieście do którego dolatywaliśmy w tym wielkim kraju jakim jest Australia i takiego przyjęcia to się w życiu nie spodziewaliśmy. Podczas drogi  przez Azję korzystaliśmy z Cs najczęściej  ze względu na różnice kulturowe, mieszkaniowe i zwyczajowe.  Mieszkaliśmy w różnych warunkach w mini pokoikach 2m2, w domach bez bieżącej wody, bez mebli, spaliśmy na ziemi, drewnianej macie, która wyglądała jak narzędzie tortur, a nie miejsce do wypoczynku, na materacu na otwartym tarasie na dachu. Zawsze było wesoło i z ze wszystkich noclegów mamy wyłącznie dobre wspomnienia. W Brisbane jednak dopiero po raz pierwszy poczuliśmy się jak w domu… Nasz gospodarz Ian dał nam pokój, oprowadził po swoim typowo quinslenderskim drewnianym domu, dał pachnące lenorkiem ręczniki i pościel, było łóżko z prawdziwym materacem, wanna i pierwsza kąpiel w gorącej wodzie od niepamiętnych  czasów, otworzył ogromną lodówkę i powiedział czujcie się jak u siebie w domu. Atmosfera pełnego luzu i otwartości, codzienne kolacja z winem i rozmowy na każdy temat.

w domu Iana

w domu u Iana i jego rodziny

Myśleliśmy że w Australii będziemy musieli zacisnąć pasa, a tymczasem rozpieściliśmy się  do granic możliwości. Szczytem rozpusty były targi degustacji win i przysmaków z całej Australii. Od 9-17.00 piliśmy wino i jedliśmy sery te dwie rzeczy których nam brakowało w Azji przez 20 miesięcy. Nabzdryngoleni i najedzeni po całym dniu cieszyliśmy się jak dzieci. Welcome in Australia🙂

W przerwach na przyjemności szukaliśmy samochodu i oswajaliśmy się z nowym lądem. Z pierwszych obserwacji uderzyło nas jak w mieści Brisbane siedząc w centrum i obserwując ludzi w kwiecie życia zawodowego nikt się nie spieszy, nie ma pędu i chaosu, wszystko jakby płynęło swoim spokojnym nurtem.   Ludzie kończą prace o wyznaczonej przyzwoitej godzinie i wracają do domu, żeby kultywować życie rodzinne lub po prostu poświęcić czas na swoje hobby czy inne przyjemności.

Kolejną obserwacją było niebo, pięknie niebiesko – granatowe, które wydawało się nam dużo niżej zawieszone niż w innych częściach świata, no i rozbrajające białe chmurki w różnych kształtach. Ja uwielbiam oblicza nieba i chmur i zawsze zwracam na nie uwagę.

indyczki też chodzą po ulicach :)

indyczki też chodzą po ulicach🙂

Na Australię zareagowały wszystkie nasze zmysły na raz, bo następnie rzuciło nam się w uszy, nowe jak dotąd niesłyszane odgłosy ptaków. Teraz jak siedzę w pokoju i słyszę za oknem koncert kukabury po raz enty, nie mam chwili konsternacji jak za pierwszym razem, jednak cały czas delektuję się tym nadzwyczajnym odgłosem śmiechu połączonego z ryczeniem małp.  Przelatujące grupy kakadu, czy chodzące wszędzie ibisy zachwyciły nas momentalnie. Natura jest tu wszędzie, jest jej pełno i to nam się bardzo podoba.

Z przyziemnych rzeczy to nie dałoby się nie zauważyć czystości. Przyjeżdżając z Azji, no po prostu co tu dużo pisać, niebo, a ziemia w tym temacie. Można jeść z ziemi, wszędzie czyściutko i schludnie, przystrzyżone trawniki,  idealne zagospodarowanie przestrzeni zielonej.

To byłyby chyba główne spostrzeżenia pierwszych dni, oczywiście teraz pisząc to z perspektywy kilku miesięcy wniosków nasuwa się znacznie więcej ale wszystko po kolei.

Wracając do naszego planu znaleźliśmy vana – po burzliwej dyskusji zrezygnowaliśmy z 4×4 –  , który odpowiadał naszym wymaganiom.  Cały proces: znalezienie, zobaczenie, zapłacenie, zarejestrowanie zajęło nam 6 dni. Łato i przyjemnie. Dużo więcej info na temat kupna i sprzedaży samochodu doskonale opisał Andrzej z Loswiaheros więc zainteresowanych odeśle do lektury tegoż wpisu.

nasz van - aka - ROSA

nasz van – aka – ROSA

Po miłym i luksusowym pobycie w Brisbane ruszyliśmy na południe do Clunes, gdzie czekał na nas kolejny gospodarz z CS. Wysprzątaliśmy dokładnie Rose – bo tak został ochrzczony van – ułożyliśmy wszystkie klamoty i ruszyliśmy w trasę. Dziwne uczucie nagle mieć własny pojazd i jeszcze większą niezależność.  Pomimo, że pierwsza  trasa była bardzo krótka i tak emocji nie brakowało. Muza na full, a my suniemy po hajłeju, mordy się cieszą, nie bardzo wiemy jeszcze co i jak ale frajda jest. Nagle samochód zaczyna nam się dusić i momentalnie ciśnienie skacze nam na maksa. Roman naciska pedał gazu a tu Rosa ledwo co sunie do przodu… stresik był, my na środku autostrady, ubezpieczenia nie mamy, wizja setek dolarów za holowanie czy naprawę, nie wiemy co może być nie tak, nastrój się obrócił o 180 stopni. Doczłapaliśmy jakoś do Byron Bay i od razu zajechaliśmy do mechanika , szybki wywiad i okazało się że to tylko filtr paliwa się zapchał, 30 minut i po sprawie pierwsza fakturka – na szczęście nie na wysoką kwotę – w teczce z papierami samochodu jest – oby ostatnia!!!

Nerwy ukoiliśmy dopiero w domu naszego CS kiedy to czilowaliśmy się u niego w balijskim ogrodzie i zajadaliśmy się świeżo upieczonym chlebem na zakwasie z prawdziwym masłem…oj ta Australia nas rozpieszcza…

ogród Giovaniego

ogród Giovaniego

Do Australii przyjechaliśmy bez szczegółowego planu wjechaliśmy na 3 miesięcznej turystycznej wizie, po prostu chcieliśmy najpierw zobaczyć czy nam się tutaj podoba, ile to wszystko kosztuje i jak nam się uda ogarnąć.  Nie mieliśmy parcia, żeby od razu rzucić się w wir i zwiedzać. Mówiąc szczerze chcieliśmy się gdzieś zatrzymać i ogarnąć 20 miesięcy w Azji mimo, że tempo mieliśmy wolne to mimo wszystko było intensywnie i ‘na walizkach’. W Australii nie było szoku kulturowego jak dotychczas w Azji. Z Australijczykami mieliśmy pośrednio do czynienia kiedy mieszkaliśmy w Londynie, oczywiście to nie to samo, jednak wiedzieliśmy że aspekt kulturowy (oczywiście wyłączając tutaj zainteresowanie Aborygenami) nie będzie dominującym podczas naszego pobytu na Antypodach.

gospodarz jak na włoskie imię przystło zrobił nam pizzę

gospodarz jak na włoskie imię przystało zrobił nam pizzę

Kiedy w rozmowie z naszym CS z Clunes  – Giovanim ( wbrew pozorom nie jest on Włochem ale Singapurczykiem portugalskiego pochodzenia :)) padła propozycja opieki nad domem jego znajomego, wpasowało się to nam idealnie w nasze aktualne potrzeby. Po dogadaniu kilku szczegółów z właścicielem przez skypa mogliśmy wprowadzić się do domu w Corndale położonego na 5 hektarowej pagórkowatej ziemi…

Tak właśnie zaczęliśmy nasz pobyt w Australii od nieformalnego house sittingu ale o co dokładnie chodzi o tym w kolejnym w wpisie…

Pozdrawiamy!

This entry was posted in Australia and tagged . Bookmark the permalink.

5 Responses to W krainie Ozzzzz…

  1. mamjakty says:

    Brzmi to wszystko rewelacyjnie, ale chyba sami przyznacie, że trochę szczęścia trzeba mieć, żeby tak dobrze trafiać:)

  2. Hotele.pl says:

    No to ładny maraton “winny”, po tylu godzinach degustacji humorki na pewno dopisywały🙂
    Tempo życia w Australii faktycznie wydaje się nieco mniejsze niż w Europie, akurat mi to się podoba.

  3. Pola says:

    Też bym się bała Australii po Azji😉
    czekam na więcej info o house sittingu niecierpliwie, fajnie, że tak łatwo Was się wszystko ułożyło🙂
    pozdrawiam!

  4. Soph says:

    Super notka ale proszę… błędy…. poprawcie ortografię i literówki, bo naprawdę aż oczy bolą…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s