Dom daleko od domu…

House sitting –  o co w nim kaman?

Najprościej ujmując i najczęściej spotykana wersja to opieka nad domem i / lub zwierzętami, wykonywanie drobnych obowiązków związanych z pielęgnacją ogrodu czy basenu pod nieobecność właściciela, w zamian za darmową możliwość mieszkania w danej nieruchomości . Działa to na zasadzie umowy pomiędzy dwoma stronami. Nie ma określonych strikto zasad, więc układ może być różny w zależności od sytuacji.  Czasem może wchodzić w rachubę małe wynagrodzenie dla opiekuna, a czasem trzeba pokrywać rachunki za okres użytkowania nieruchomości. Wszystko zależy od indywidualnej umowy obu stron. Okres takiej opienki może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy a nawet lat.

Doskonały pomysł na przerwę w podróży, obniżenie kosztów jeżeli chcemy się gdzieś zatrzymać na dłużej, sprawdzenie czy dane miasto, państwo podoba nam się do zamiszkania lub po prostu czy odpowiada nam w nim styl życia. Pierwszy raz usłyszeliśmy o tym koncepcie w Wietnamie od poznanej po drodze dziewczyny , której znajomi opiekowali się domem w Nowej Zelandii. Pomysł od razu nam się spodobał. Przeszukując internet znalazłam wiele stron agencji  z ofertami i blogi ludzi którzy po prostu tak żyją już od lat. Cały czas mieliśmy to gdzieś tam w głowie jako opcję na Nową Zelandię czy Autralię,  los wybrał za nas i, że tak powiem dom spadł nam z nieba. W naszym przypadku nie było formalności, referencji, rejestracji która ma miejsce jeżeli starasz się o dom przez agencje. Po protu ktoś nam zaufał i obie strony miały w tym interes, żeby takiej wymiany  – usługa za dach nad głową  – dokonać. Mogę napisać, że byliśmy w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.

Gdzie można taki house sitting zrobić ? Bardzo popularne jest to w Nowej Zelandii, Australii, USA lub Europie. Można znaleźć oferty również w innych częściach świata. Do każdego kontynentu są osobne agencje i informacje, więc nie będę nic konkretnego polecać, gdyż jednej zbiorowej strony nie znalazłam. Jeżeli ktoś jest zainteresowany to trzeba zgłębić temat i poszukać stron dla konkretnego kontynentu lub państwa.

Kto może się starać? Największe szanse mają osoby dojrzałe, z doświadczeniem życiowym. Po prostu ktoś kto wzbudza zaufanie i nie szuka miejscówki do imprez i szalonych libacji🙂 House sitting jest popularny wśród emerytów i osób w średnim wieku, gdyż są one postrzegane jako bardziej odpowiedzialne i stabilne.  Oczywiście starać się może każdy, tak jak pisałam nie ma jakichś żelaznych reguł, a wszystko zależy od oferty i szczęścia.

W naszym przypadku w zamian za doprowadzenie domu do stanu użyteczności, (gdyż od roku nikt tam nie mieszkał) ogarnięcie ogrodu z suchych palmowych liści i wyczyszczenie basenu mogliśmy całkowicie za darmo w nim mieszkać  przez 8 tygodni.

takie leciutko zapuszczone okno w sypialni

takie leciutko zapuszczone okno w sypialni

W praktyce zajęło nam może tydzień, żeby się z tym wszystkim uporać. Dom był nieumeblowany, więc generalnie poza posprzątaniem kuchni, łazienki, umyciem okien i odkurzeniem nic dodatkowego nie trzeba było robić. Zanim mogliśmy w ogóle wejść do środka zbombardowaliśmy każde pomieszczenie bombą na pająki, i inne robale bo w czasie roku podczas, którego stał pusty, dużo się ich tam zadomowiło. Dookoła posiadłości liczne suche liście palmowe złożyliśmy na stosy w kilku miejscach. Największym wyzwaniem był basem, gdyż zaniedbany wyglądał jak ciemnozielona sadzawka. Czyszczenie basenu, szczególnie otoczonego roślinnością, to taka syzyfowa praca, dobrze wiedzieć na przyszłość.

basen - sadzawka przed

basen – sadzawka przed

basen po

basen po

Sam dom nie był specjalnie atrakcyjny, zwykła sklejka z grubszych tekturowych ścian. Nie było żadnych mebli, wygód i luksusów, był jednak prąd, gaz i woda. Mieliśmy kuchnię, łazienkę do sypiali wstawiliśmy łóżko pożyczone od sąsiada, w sklepie z używanym sprzętem AGD kupiliśmy starą barową lodówkę za 25$ generalnie mieliśmy wszystko co potrzeba. Spokój, ciszę i dach nad głową.

nasza hacjenta

nasza hacjenda

taką oto żabkę znalazłam pewnego dnia w sedesie :)

taką oto żabkę znalazłam pewnego dnia w sedesie🙂

Największym atutem była lokalizacja,  pośrodku wzgórz, zaledwie jeden sąsiad widoczny w oddali, 20 min samochodem od plaży i 20 minut od parku narodowego. Mogliśmy odpocząć, wyciszyć się, ganiać się nago po domu, słuchać koncertów żab, ptaków i innych mieszkańców terenów wokół domu.

wschód słóńca z naszego tarasu

wschód słońca z naszego tarasu

okolice Corndale

okolice Corndale

okolice Corndale

okolice Corndale

wjazd do posesji we wsi

wjazd do posesji we wsi

ludzie listy piszą

ludzie listy piszą

Najbardziej cieszyło nas posiadanie kuchni. Oboje lubimy jeść i lubimy gotować, a ponieważ w Australii można dostać wszystko co się chce znowu można było pichcić co dusza zapragnie. Śniadanko do łóżka, kolacja z winkiem, gotowanie przy głośnej muzyce…no prawie jak w domu.  Nie byłoby prawdziwego domu bez gości. Najpierw odwiedzili nas znajomi Francuzi z którymi przejechaliśmy Tybet i część Nepalu, później poszliśmy na całość i wyprawiliśmy Święta Bożego Narodzenia na 14 osób. Zebrała się fajna międzynarodowa ekipa, wspólne świętowanie: Polaków, Francuzów, Hiszpanów, Włocha, Portugalczyka, Angielki, Szwedki i  Argentyńczyków. Jak siedzieliśmy w kuchni i Romek gotował barszcz, unosił się zapach i leciały kolędy, to nawet fakt, że za oknem upał, śniegu nie widać i wydawało by się, że polska atmosfera świąteczna nie do powtórzenia …było bardzo domowo najbardziej od kiedy wyjechaliśmy z Polski.

wigilijny barszcz

wigilijny barszcz

goście, goście

goście, goście

Nie było by również prawdziwego domu bez sąsiada. Michael i Sue małżeństwo w średnim wieku mieszkające 20 lat w domu na górce, nasi jedyni sąsiedzi w zasięgu kilku kilometrów. Takich sąsiadów ze świecą szukać. Wzięli nas pod swoje skrzydła od pierwszego dnia. Michael to chłop pełną gębą, złota rączka, wokół domu umie zrobić wszystko, zawodowo lutnik, wyrabia ukulele z drewna, a czasem na zamówienia deski surfingowe. Aktualnie również projektuje narzędzia ułatwiające prace w drewnie. Typowy człowiek starej daty, gołębie serce, długa siwa broda i brzuszek piwny. Najserdeczniejsi ludzie, którym jesteśmy bardzo wdzięczni.  W okresie świąt opiekowaliśmy się ich dwoma psami, kotem, sześcioma kurami i dziesięcioma krowami, które również na co dzień łaziły po naszych hektarach, taka ekologiczna kosiarka do trawy, a że trawy było sporo to było nam to bardzo na rękę.

drzewo miłości u sąsiada :)

drzewo miłości u sąsiada🙂

nasze tymczasowe pieski

nasze tymczasowe pieski

W Corndale spędziliśmy 13 tygodni, mieliśmy swój tymczasowy kąt, wspaniałego sąsiada i paczkę znajomych. Ten okres upłynął nam najszybciej ze wszystkich miesięcy w drodze. Dni, w których niewiele się działo znikały i tydzień mijał za tygodniem, po czasie w zastoju nadszedł czas ruszyć w drogę i tak pod koniec lutego wyruszyliśmy na południe w stronę Tasmanii…

poranek w Corndale

poranek w Corndale

This entry was posted in Australia and tagged , , , . Bookmark the permalink.

14 Responses to Dom daleko od domu…

  1. annadomanska says:

    Śledzimy Waszego bloga już baaardzo długo, po pierwsze gratulacje, świetnie się czyta i ogląda, po drugie mamy małe pytanko: z jakim opóźnieniem piszecie relacje? I gdzie teraz aktualnie jesteście – jeśli można zapytać?🙂 pozdrawiamy, anka i mario Dobry Rok.

    • gotyska says:

      Dzięki za komentarz. Jesteśmy dalej w Australii aktualnie w Adelajdzie, mamy 2 miesiące zaległości naszych samochodowych wojaży. Powoli nadrabiamy🙂

  2. Bardzo mi się podoba. Piękny opis 4 miesięcy okraszony wspaniałymi fotografiami. Zielona żabka z sedesu nie była mam nadzieję trująca?

    • gotyska says:

      Nie, nie była trująca jednak nie miała serca jej usunąć więc czekaliśmy aż sobie odpłynie, piękne stworzonko🙂

  3. Przepieknie! Az sie chce podrozowac czytajac wasz blog.
    Chyba mam plan na przyszlosc gdy bede juz miala odwage uwolnic sie od korpo🙂

  4. Tomek says:

    Hey
    Rzeczywiście, fajnie piszesz i zdjęcia super. Przyszedłem do Was poprzez artykuł o Tybecie na peron4. I ta metoda spędzania czasu na odpoczynek jest super.
    Wasz pobyt to widzę był odpoczynek
    Mam psa i rozwijam biznes w internecie, i już mi się nudzi siedzieć w jednym całkiem miłym górskim miasteczku, ale znam już tu wszystko. Czas w drogę
    Czy znacie strony które umożliwią takie właśnie mieszkanie w Anglii, Szkocji, bądź Czechach?
    Dwa niesamowite państwa
    Widzę, ze będę tu częstym gościem, hey pozdrowienia

  5. languagewanderer says:

    Slyszalam o tym house sitting. Idea wydaje sie naprawde ciekawa!:)

  6. Świetna historia🙂 Nie doczekam się jak już wrócicie i wydacie książkę! Bo wydacie, prawda?? Wszystkim na urodziny kupię ;D

  7. mariusz says:

    Witajcie, właśnie poszukałem trochę i … znalazłem ciekawą stronkę nt. tego o czy piszecie : http://www.housecarers.com/ . Całkiem spora baza poszukujących i użyczających…🙂 . Dużo dobra dla Was w podrózy

  8. Rewelacyjna miejscówka i kapitalny pomysł na obniżenie kosztów podróży. Pozdrawiam

  9. latwepodroze says:

    Cała ta dea brzmi kusząco. Życzymy dobrych wiatrów w dalszej drodze!

  10. Pingback: Australia praktycznie - jak podróżować i nie zbankrutować - Pojechana radzi | Pojechana – blog o podróżach i życiu w Chinach

  11. Kasia says:

    Fajna praca, tylko problem jak się dom spodoba a właściciele wrócą

  12. Pingback: Where is Juli + Sam14 trików na tanie podróżowanie po Australii - Where is Juli + Sam

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s